Okiem Angielskiego Espresso: Przedsezonowe przywidywania cz.2

Zgodnie z zapowiedzią, prezentujemy wam drugą, już ostatnią część naszego wróżenia z fusów. Miejmy nadzieję, że niespecjalnie omylnego.

1) Kto pożegna się z angielską ekstraklasą?

Mateusz Musik: Oczywistą oczywistością wydaje się być Hull. Będę ich jednak typować do spadku z pewną rezerwą. Wciąż bowiem pamiętam, jak to rok temu nie dawałem szans Leicester…poza Tygrysami, spaść może również Watford. Niezrozumiałe zwolnienie Floresa postawiło ich w nieciekawej sytuacji. Jeśli Ighalo nie zagra znowu rundy życia, to nie wróżę im pozytywnego finiszu.  No i pozostało ostatnie miejsce. Tu walka rozegra się między Swansea i Crystal Palace.

Łukasz Adamczyk: Już przed sezonem można śmiało powiedzieć, że z ligi z dużym hukiem zleci Hull City. Oczywiście frazes o tym, że „nikomu nie można odbierać szansy przed pierwszym meczem” w tym przypadku zadziałać nie może. Byłoby to wbrew elementarnej logice. Dlaczego? Nie ma tam ani managera, bo Bruce, który trzymał ten bajzel w garści dał sobie spokój nie chcąc firmować „prowizorki trzymającej się na skoblu” swoim nazwiskiem, które coś w angielskiej piłce znaczy. Nie ma zawodników i chodzi zarówno o transfery, jak i o tych, którzy w składzie już są. Plaga kontuzji doprowadziła do tego, że beniaminek miał problemy, żeby zmontować skład na mecze sparingowe. Nie ma właściciela, bo obecny chce klub sprzedać, jak najszybciej. Kibice z kolei protestują, także wszystko to odstaje od jakichkolwiek standardów, które wyznacza Premier League.

Trudno przewidzieć pozostałych dwóch kandydatów, którym utrzymać w Premier League się nie uda. Burnley nie wzmocniło się wystarczająco, żeby „spać spokojnie”. Tam jednak mają wciąż w głowach „likwidację klubu”, która była bardzo realna. To, że nie będą szaleć na rynku transferowym było wiadomo już dwa lata temu i teraz jest podobnie. W Burnley budują akademię, rozwijają wszystkie elementy piłki młodzieżowej połączonej z zaangażowaniem lokalnej społeczności. Fajny i skrojony na miarę pomysł na klub. Balansowanie między Premier League, a Championship to nie „wyrok”, a realny i akceptowany scenariusz na najbliższe kilka lat.

Middlesborough było w zeszłym roku targane przez chwilę problemami personalnymi, kiedy to Karanka na chwilę „stracił drużynę”. Ludzie usiedli, pogadali, spięli się i wywalczyli awans. Boro było chyba najlepiej grającą drużyną od kilku lat w Championship. Najbliżej im było do stylu Premier League i z beniaminków wygląda najlepiej. Transfery też wyglądają nieźle, a to jeszcze nie koniec.

Bournemouth kupiło kilku obiecujących zawodników, ale straciło lidera i mózg w postaci Richtie’go. Zeszły sezon zaczęli świetnie. Howe był na ustach wszystkich. W tym będzie zdecydowanie trudniej i logika podpowiada, że kibice raczej będą musieli liczyć się z „mękami” jak w końcówce sezonu. W tym przypadku frazes, że „drugi sezon zawsze jest trudniejszy” może być bardzo prawdopodobny.

2) Król strzelców:

Jan Piekutowski: Wydaje mi się, że jest dwóch kandydatów. Zresztą, nie odkryję w ten sposób Ameryki. Harry Kane i Sergio Aguero. Znowu się będą tłuki o najwyższe laury. Nie tylko jako Tottenham i Manchester City, ale także indywidualnie – jako dwóch superstrzelców. Do czołówki będzie próbował doskoczyć jeszcze Vardy, ale znowu mu troszkę zabraknie. Wracając do pytania – jeśli muszę wybierać, to stawiam na bardziej doświadczonego Argentyńczyka.

Tomasz Lebkuchen: Tutaj mało zaskakujący wybór, Kun Aguero. Argentyńczyk zna tę ligę na wylot, City zostało wzmocnione, a Pep zawsze stara się mocno wspierać gwiazdę ofensywy. Jego miejsce w składzie zagrożone jest jedynie urazami, więc jeśli nie opuści zbyt wielu spotkań, to Kane, Vardy i Ibra zakończą zaraz za nim.

3) Odkrycie sezonu:

Michał Boncler: Myślę – dość niekonwencjonalnie – że będzie nim zawodnik beniaminka. Viktor Fischer kosztował zaledwie 5 milionów euro, a jak na podstawowego zawodnika Ajaxu Amsterdam, to wcale nie jest dużo. Duńczyk jest ponadto wszechstronny i może grać na wszystkich pozycjach w ataku. W poprzednim sezonie w 28 meczach Eredivisie strzelił 8 goli i miał trzy asysty. Nie jest to porywający wynik, ale to wciąż młody zawodnik, który w drużynie Middlesbrough – swoim pierwszym zagranicznym zespole – będzie miał szansę zebrać cenne doświadczenie.

Jan Piekutowski: Wszyscy będą stawiali na jakichś młodych gości, którzy dopiero co pukają do bram Premier League. To ja zrobię inaczej. Zaskoczy nas bowiem Joe Allen. Chłopak trafił wreszcie do drużyny, gdzie ma wielką szansę pokazać na co go tak naprawdę stać. W Stoke City miejsce w podstawom składzie ma właściwie z marszu. Whelan ani Adam nie są od niego piłkarsko lepsi, tak więc jedynym graczem z jego pozycji jest Imbula. A Hughes pogodzi ich zadania i mam co do tego pełne przekonanie. Co więcej, stawiam na to, że Allen w klasyfikacji kanadyjskiej wyjdzie ponad dwucyfrowy wynik.

4) Najgorszy transfer:

Mateusz Musik: Chciałbym powiedzieć, że Pogba, ale się wstrzymam. Jeszcze go zmotywuję i mi udowodni, że jest wart tych chorych pieniędzy. Postawię więc na ciut mniej efektowny transfer Jamesa Tomkinsa do Crystal Palace. Rezerwowy West Hamu kosztował Alana Pardew całe 12 mln funtów! W dodatku ja nie widzę dla niego miejsca w przyzwoitej już linii obrony. A wystarczyło dołożyć 35 milionów i byłby chociaż taki Stones…

Hubert Nowicki: Są dwa – Paul Pogba i John Stones. I nie dlatego, że to słabi piłkarze, tylko strasznie przewartościowani. Gdyby patrzeć na same nazwiska, wybrałbym kogoś innego, ale po przy wyborze trzeba brać pod uwagę kwotę. Pieniądze wydane na obu nie zwrócą się w żadnym stopniu ani na Etihad, ani na Old Trafford. Francuz swoją formę pokazał na Euro, a Stones będzie drugim Sterlingiem.

 

By | 2016-11-12T22:50:45+00:00 Sierpień 12th, 2016|Bez kategorii, EXCLUSIVE|0 komentarzy

About the Author:

Mało znam się na piłce. Ale umiem naciskać klawisze żeby wyskakiwały zabawne wyrazy. Egzegeza na przykład.

Zostaw komentarz