5 powodów dla których warto oglądać tę kolejkę Premier League

Czekałem. To były długie miesiące. Czekanie z reguły nie jest fajne, ale jeśli czekasz na coś czego pragniesz, na coś co wiesz, że będzie piękne, cudowne, dopieszczone… to czekanie jest jeszcze gorsze. Wiesz, że w końcu uda Ci się dotrzeć do tego celu. Że znowu się spotkacie. Wiesz też, że Premier League w tym czasie piękniało. Zaczęło się ubierać w nowe sukienki od Conte i Guardioli. Biżuterię sprowadziło prosto od Ibrahimovicia, Pogby czy Xhaki. Zrobiło się jeszcze bardziej wystrojone, szykowne. Czekałem cierpliwie. Opłaciło się. Wrócili.

Mazzarri, Puel, Guardiola, Conte. Wrócili Mourinho i Moyes. No i jeszcze wszyscy szkoleniowcy beniaminków. Nowi menadżerowie będą wyznaczać nowe trendy w Premier League. Nie mam co do tego najmniejszych wątpliwości. Uważam też, że jeden z nich sięgnie po mistrzostwo angielskiej ekstraklasy. Oni wszyscy zadebiutują już w najbliższej ligowej kolejce. Wszyscy rozegrają swoje spotkania na przełomie trzech dni. Co więcej, czterech z nich zmierzy się w bezpośrednim starciu. Puel jako szkoleniowiec Southampton podejmie Watford Mazzarriego, natomiast Manchester City pewnego łysego, hiszpańskiego szkoleniowca, będzie mierzył swe siły z Sunderlandem, prowadzonym przez szkockiego wyjadacza – Moyesa. Który z tej czwórki pogrąży swojego kolegę? Teoretycznie największe szanse, na sprawienie niespodzianki, można dawać byłemu szkoleniowcowi Manchesteru United, ale jest jedno ALE. To Premier League. A ci nowi, i „starzy nowi” menadżerowie jeszcze nie raz się o tym przekonają.

Jeden z tej całej wesołej ekipy, o której pisałem wyżej, będzie miał wyjątkowo pod górkę. Mowa tu oczywiście o Antonio Conte, którego Chelsea zmierzy się z West Hamem w derbach Londynu. Cóż to będzie za spotkanie i cóż to będzie za wyzwanie!Włoski szkoleniowiec trafił na naprawdę solidny zespół, bo takim Młoty są od lat, a teraz jego siła zwiększyła się jeszcze przez osobę Slavena Bilicia, który nie dość, że jest inteligentnym managerem, a Premier League ma po prostu we krwi, to dokonał kilku naprawdę dobrze wyglądających wzmocnień. Przede wszystkim Andre Ayew, mogący dawać londyńczykom jeszcze więcej niż dawał w Swansea. Dorzućmy jeszcze do tego Feghouliego, który przyszedł za darmo, a piłkarzem jest świetnym, a także Tore, Fletchera, Nordveita, czy wreszcie Masuaku, będącego zastępstwem dla Cresswella. Masa dobrych, wysoko cenionych zawodników. Chelsea też nie próżnowała, bo ściągniecie Kante i Batshuayia, należy skwitować oklaskami. Problem w tym, że Conte będzie miał ciężej przekonać ich do swojego stylu gry. No i nie zapominajmy o tym, że obrona The Blues już nie straszy. Znaczy straszy, ale pustkami. Widać że czegoś im tam brakuje. To trochę jak z pizzą bez sera. O sam poziom Derbów Londynu jestem jednak spokojny. Wszak będą to prawdziwe „cztery pory roku”, a nie jakaś margarita.

Swoją pierwszą przeprawę, prócz szeregu nowych menadżerów, będą mieli ci, którzy w Premier League byli, a co więcej oni Anglii w żaden sposób nie opuścili. Jak to możliwe? Otóż w sposób najprostszy z możliwych – do elity wkraczają beniaminkowie. Hull City, Middlesbrough, Burnley. Trzy ekipy, trzej menadżerowie i trzy zupełnie różne historie do napisania. To nieprawda, że każdy „nowy” ma trudno w Premier League. Niektórzy mają dość ułatwione zadanie – wystarczy spojrzeć na podopiecznych Karanki, innym zaś nie daje się najmniejszych szans. Nie dość, że Tygrysy mają problem ze skompletowaniem podstawowej jedenastki, to jeszcze brak im szkoleniowca z krwi i kości. Na ich miejscu naprawdę mocno bym się denerwował, bo jeśli reszta stawki, w tym Boro i Burnley, odjedzie im na pierwszych pięciu kolejkach sezonu, to potem szanse będą topnieć z meczu na mecz. Każdy przecież wie jak istotny jest mocny start.

Już po raz 187 w historii te dwa kluby staną naprzeciw siebie. Arsenal kontra Liverpool. Starcia te to zawsze gwarancja wielkich emocji. I nie jest to istotne, czy oba zespoły walczą o tryumf w Anglii, jak wtedy w 1989 roku, czy też dawno utracili swoje mistrzowskie aspiracje i mierzą się jako jedynie kandydaci do Ligi Mistrzów. Te pojedynki są po prostu jedną z kwintesencji angielskiego futbolu. Nie ma co się jednak dziwić. Średnio na mecz pada tam 2.78 gola. Wynik godny pozazdroszczenia. Wystarczy sobie przypomnieć sławny mecz zakończony wynikiem 3:3, kiedy to „Mesjasz” strzelił gola. Allena co prawda na Anfield już nie ma, ale są inni zawodnicy gotowi do wielkich czynów. Ten mecz po prostu będzie kipiał chęcią zwycięstwa, tym bardziej, że obaj menadżerowie zapowiedzieli, że ich drużyny w końcu wrócą na szczyt. I o ile Klopp ma jeszcze spory kredyt zaufania, to francuski menadżer musi się liczyć z tym, że to może być jego ostatni sezon na The Emirates. A wypada go po prostu zakończyć, a najlepiej zacząć, najmocniej jak się potrafi.

Piąty powód to wy. Wy, kibice tych wszystkich drużyn. Od Bournemouth, przez Stoke City na Chelsea skończywszy. Siądźcie głęboko w fotelach, zapnijcie pasy i wystartujmy. Nowy sezon zaczyna się TERAZ.

 

 

By | 2016-08-13T02:19:39+00:00 Sierpień 12th, 2016|Bez kategorii, Slider|0 komentarzy

About the Author:

Mało znam się na piłce. Ale umiem naciskać klawisze żeby wyskakiwały zabawne wyrazy. Egzegeza na przykład.

Zostaw komentarz