Yaya Toure, czyli co poszło nie tak?

Całkiem niedawno minęło 6 lat, odkąd w 2010 roku Manchester City ogłosił transfer Iworyjczyka z Barcelony, prowadzonej wtedy przez Pepa Guardiolę. Szejk Mansour wydał wtedy 24 miliony funtów, co jak na obecne czasy wydaje się być kwotą śmieszną. Los sprawił, że drogi trenera i piłkarza znowu się przecięły. Co jednak zostało ze starego, dobrego Toure?

Na papierze przygoda młodszego z braci Toure z Obywatelami wygląda imponująco. 263 mecze w niebieskiej koszulce, 72 strzelone gole. Znacząco przyczynił się do zdobycia Pucharu Anglii, dwóch mistrzostw kraju i dwóch Pucharów Ligi Angielskiej. Najlepszy okres w jego karierze to sezon 2013/2014, kiedy grając jako ofensywny pomocnik strzelił w samej tylko Premier League 20 goli (!), ustępując tylko zabójczemu duetowi z Liverpoolu.

Od dwóch sezonów da się jednak zauważyć znaczący spadek formy Iworyjczyka, który stwierdził chyba, że po trzydziestce nie opłaca się już biegać. Dreptanie w półfinałowym meczu Ligi Mistrzów z Realem Madryt przeszło już do legendy i było swoistym podsumowaniem bezradności całej drużyny w starciu z Królewskimi. Dopóki Yaya strzelał, asystował i królował w środku pola, można mu było wybaczyć jego słoniowate ruchy. Oglądam większość meczów City i byłem pod wrażeniem, jak ten wielki, ospały żółw nie daje sobie w żaden sposób zabrać piłki. Potrafił w znakomity sposób się zastawić, oszukać rywala i podać do przodu mimo asysty przeciwnika. Jego największym atutem był spokój, jakim nie mógł się pochwalić niemal żaden piłkarz na świecie.

Z czasem przyszły błędy, które graczowi tej klasy po prostu nie przystoją. Głupie straty, brak strzałów z dystansu, a przede wszystkim to denerwujące człapanie sprawiły, że Yaya stracił uznanie w oczach fanów City. Co prawda zdarzały się przebłyski, jak ten genialny gol z Arsenalem, ale to zdecydowanie za mało. Co z tego, skoro na jeden dobry mecz przychodziło pięć złych? To nie kontuzje Aguero, to nie kontuzje Silvy, to nie kontuzje Kompany’ego, to nie beznadziejny transfer Sterlinga sprawiły, że Obywatele zajęli w tym roku czwarte miejsce, najniższe od 2010 roku. To właśnie brak oparcia w Toure spowodował te rozczarowujące wyniki. Kun Aguero i Kevin De Bruyne mogli się dwoić i troić z przodu, ale to były piłkarz Barcelony powinien zapewnić niezbędny spokój w drugiej linii.

Co się więc stało z tym piłkarzem? Opcji jest kilka:

a) Zmiana pozycji z ofensywnego pomocnika na defensywnego pomocnika.
Grając z przodu Toure zamieniał się w maszynkę do strzelania bramek, szczególnie z dystansu. Nie bał się uderzyć z każdej pozycji. Notował też wiele asyst, których nie powstydziłby się David Silva. Jak jest teraz? Grając z tyłu po pierwsze rzadko ma siłę, żeby podbiec pod pole karne rywala, a po drugie po prostu najczęściej boi się uderzyć z dystansu, choć okazji ku temu nie brakowało. Czyżby zwątpienie we własne możliwości?

b) Wiek.
Czasu nikt nie oszuka. Nie oszuka go też wielokrotny reprezentant Wybrzeża Kości Słoniowej, który skończył w tym roku 33 lata. To dużo, zwłaszcza jak na pomocnika. Z drugiej strony jednak, ile lat miał Ryan Giggs, gdy kończył karierę? Andres Iniesta jest tylko rok młodszy, a chyba nikt nie odmówi mu zaangażowania do gry, nawet jeśli utracił część swojego geniuszu.

c) Jeśli nie wiadomo o co chodzi, to chodzi o pieniądze!
Kontrakt z 2013 roku zapewnia mu 220 tysięcy funtów tygodniowo, co jest oczywiście jedną z największych wypłat w Anglii. Gdy zarabia się blisko milion funtów miesięcznie, to można się chyba rozleniwić… Szkoda, wielka szkoda, że już nie widać w nim tej iskry, którą zachwycał jeszcze dwa, trzy lata temu.

A może Yaya jest już po prostu takim człowiekiem? Strzelającym fochy, wiecznie niezadowolonym? Jak kilka lat temu, gdy obraził się na brak tortu urodzinowego, jak niedawno, gdy obraził się na to, że Pierre-Emerick Aubameyang został wybrany najlepszym afrykańskim piłkarzem roku. Panie Toure, tylko za co to pan miał nim zostać? Zasadnicza różnica – Auba biegał, strzelał, angażował się.

Sporo mówiło się o odejściu piłkarza do Interu Mediolan lub do Chin. Z przyjściem Guardioli te pogłoski ucichły i na razie zapowiada się, że zostanie w klubie. Nie spodziewam się jednak, żeby grał zbyt często. Primo: transfer Ilkaya Gündoğana, nawet kontuzjowanego, daje dodatkową konkurencję w środku pola. Secundo: Guardiola jest fanem rotacji w składzie. Pellegrini trzymał się sprawdzonych nazwisk, nawet jeśli te zawodziły. Hiszpan zmienia najsłabsze ogniwa. Tak czy inaczej, Yaya Toure stał się przez te sześć lat jedną z ikon klubu z Etihad Stadium. Ciężko mi będzie wyobrazić sobie skład Obywateli bez niego. Nie jestem zwolennikiem futbolu Guardioli, ale może on dokona tego, czego nie mógł dokonać Inżynier – zmotywować go do ciężkiej pracy.

By | 2016-08-10T00:57:44+00:00 Lipiec 20th, 2016|Bez kategorii, Manchester City|0 komentarzy

O autorze:

Jedyny fan City w promieniu stu kilometrów. I to dłużej niż od roku!

Dodaj komentarz