To nie jest kolejny tekst o smutnych rzeczach i narzekaniu

Angielski futbol zdecydowanie nie jest zamknięty na obcych. Prawdę mówiąc to istne przeciwieństwo Athleticu Bilbao. Tutejsza piłka stoi zagranicznymi piłkarzami, a swoją rolę w tej historii odgrywali piłkarze z przeróżnych zakątków świata. Trynidad i Tobago, Demokratyczna Republika Konga, Kenia, a także… Estonia.

Szlak dla swoich rodaków przetarła największa gwiazda tego kraju. Mart Poom, bo o nim mowa, trafił na angielskie boiska już w 1994 roku, co było swego rodzaju wydarzeniem historycznym. Przecież zaledwie trzy lata wcześniej kraj ogłosił niepodległość i wydostał się z ZSRR. Teraz jednak powoli o tym zapominano i przenosiny golkipera z Will do Portsmouth znaczyły naprawdę dużo, nawet jeśli rozegrał tam tylko siedem meczów, zanim wypożyczono go do stołecznej Flory.

Dopiero w 1997 roku sięgnęło po niego Derby County i to właśnie tam rozgrywał swe najlepsze sezony w karierze. Grał dla Baranów aż przez 6 lat, stając się w tym czasie niekwestionowanym ulubieńcem wszystkich kibiców Derby. Dzięki temu został uhonorowany nagrodą dla najlepszego gracza zespołu w sezonie 99/00.

Kolejne przygody przeżył w ekipie Sunderlandu. Tam również spotkał się z uwielbieniem trybun, które wybuchło, gdy Estończyk zdobył gola… w 90 minucie spotkania. Przeciwko komu? Przeciwko Derby County, klubowi gdzie wyrobił sobie markę. Wiecie co jest jednak najlepsze? Wiwatowały wówczas obie strony trybun. Prawdziwa estońska fala radości i pozytywnej energii.

Następnie Mart zakotwiczył w Arsenalu, gdzie miał ratować Wengera z opresji, gdy ten nie miał ani jednego sprawnego bramkarza. Ostatecznie Estończyk rozegrał tylko jeden mecz dla Kanonierów i przeniósł się do Watfordu, gdzie w 2009 roku zakończył karierę. Strzelił w Premier League więcej bramek niż Juan Cuadrado, Quaresma, czy Tony Hibbert. Można? Można, jak najbardziej.

Na kolejnego Estończyka nie trzeba było długo czekać. Jeszcze w 2007 roku, z Derby County, związał Henrik Ojamaa, który jednak na angielskich boiskach nie występował aż do zeszłego roku, gdy to trafił do Swindon Town. Okazał się być jedną z niespełnionych nadziei estońskiego futbolu i udowodnił, że nie każdy chłopak z północy Bałtyku, który zagra w barwach The Rams, zostanie jakąkolwiek gwiazdą na wyspach.

W roku 2009 na angielskich boiskach pojawił się Andrei Stepanov. 30-letni wówczas defensor trafił do Watfordu na polecenie ówczesnego menedżera Szerszeni – Brendana Rodgersa. Irlandzki trener zaoferował obrońcy krótkoterminowy kontrakt, chodziło mu bowiem tylko i wyłącznie o wzmocnienie ławki. Estończyk zagrał tylko jeden raz – w meczu przeciwko Southampton, gdzie był jednym z najgorszych graczy na boisku. Ups.

Jeszcze w tym samym roku, pojawiła się kolejna bramkarska nadzieja Estonii. Ktoś musiał przejąć pałeczkę po Poomie i wywierać jakąkolwiek presję na Siergieju Pareiko. Jednym z delegowanych do tego zadania był Mihkel Aksalu, który związał się z ekipą Sheffield United. Nigdy tam jednak nie zagrał, a jedyne występy zaliczył w barwach Mansfield Town. Całe dwa mecze. Jednak nie każdy może być ulubieńcem Anglii.

Niefortunną serię przerwał niespełna rok później niejaki Tarmo Kink, występujący w drużynie Middlesbrough. Swojego pierwszego gola zdobył wchodząc w 75 minucie spotkania. Boro grało wówczas z Burnley i przegrywało 0:1. Wówczas Kink wziął sprawę w swoje ręce. Najpierw ukuł po chwili od wejścia na murawę, a następnie powtórzył swój wyczyn strzałem nie do obrony w 94 minucie. Estończyk ratował swój zespół po raz kolejny, gdy mierzyli się z Crystal Palace. Wtedy to ustalił wynik spotkania na 2:1. Podobny prezent podarował fanom w starciu z Coventry City. Wówczas to strzelił zwycięską bramkę gdy zegar wskazywał 92 minutę. Wszystkie te późno strzelane, ale jakże ważne bramki, spowodowały, że wśród niektórych fanów Boro był on nazywany “Solskjærem z Estonii”.

Sander Pur. Mówi wam to coś? Nie, to w sumie dobrze się składa. Estończyk na angielskich boiskach występował jedynie w York City, w sezonie 2013/14 i rozegrał dla nich 8 meczów. Coś wartego odnotowania? Ach tak, zagrał w Koronie Kielce. Też osiem razy. I strzelił gola. Wniosek? Bramkarze Ekstraklasy są gorsi niż ci z niższych lig Anglii.

Podobna historia wiąże się z Sergiejem Znejovem, byłym piłkarzem Blackpool. Trafił on na Wyspy z Karpatów Lwów, ale nigdy nie wzbił się na taki poziom jak na Ukrainie. Nie ma co się więc dziwić, że po 8 meczach, które rozegrał w przeciągu jednego roku, Blackpool zerwało z nim kontrakt. Pozytyw? Stało się to za porozumieniem stron.

Ostatnimi piłkarzami, którzy wiązali swe kariery z Anglią są Andreas Vaikla i Mattias Kait. Pierwszy z nich stał się ofiarą “estońskiego snu” i dążenia do poziomu Pooma. Wszystko jednak pękło jak bańka na wietrze, bo młody bramkarz nigdy nie opuścił akademii West Bromu. Drugi z tych młodych chłopaków również nie rozpoczął jeszcze swojej profesjonalnej kariery. Wciąż pozostaje graczem Fulham i wierzy, że sięgnie chociaż poziomu Kinka.

Jak widać Estonia dała nam kilku graczy na angielskich boiskach. Różniej toczyły się ich losy, różnie toczyły się ich kariery. Warte uwagi jest jednak to, że niemal każdy z nich ma z Anglią dobre wspomnienia. I nie jest ważne czy rozegrałeś tu ponad 200 spotkań, czy też 8, czy może 2. Ważne, że zapisałeś się w kartach angielskiej piłki. I Tobie, Ragnarze Klavanie tego życzę, bo niektórzy kibice chcą Cię zjeść zanim postawiłeś swą stopę w Melwood.

 

By | 2016-11-12T22:50:59+00:00 Lipiec 19th, 2016|Bez kategorii, Slider|0 komentarzy

O autorze:

Mało znam się na piłce. Ale umiem naciskać klawisze żeby wyskakiwały zabawne wyrazy. Egzegeza na przykład.

Dodaj komentarz