EuroRaport #21: Historia lubi się powtarzać…

Nie mogłem się doczekać dzisiejszego spotkania. Podświadomie spodziewałem się średniego widowiska, w końcu to mecz Portugalii, ale nie sądziłem, że będzie aż tak źle. Portugalczycy pokazali, że wyciągnęli wnioski z porażki z 2004 roku. Ich gra do bólu przypomina Greków z tamtego turnieju, dziś nawet zdobyli bramkę po rzucie rożnym. Po raz kolejny okazało się, że historia lubi się powtarzać, jednak tym razem Cristiano Ronaldo i spółka zamienili się z przeciwnikami rolami…

Portuglia 2 : 0 Walia

Do dzisiejszego meczu przygotowałem się tak:

13607909_1003434906400365_1241591935_n

Po genialnym meczu z rozpędzoną Belgią Walijczycy byli dla mnie faworytami. Niepokoił mnie brak Ramseya, ale mimo tego byłem niemal pewien, że Smoki poradzą sobie z Portugalią, a Joe Allen wygra pojedynek numerów 7 w tym spotkaniu. Dziś jednak zobaczyliśmy, jak wiele dla swojej reprezentacji znaczy blondwłosy pomocnik Arsenalu. O pierwszej połowie nie mam zbyt wiele do powiedzenia, bo niestety był to jeden z gorszych spektakli całego turnieju. Jeśli strzał Bale’a w środek bramki to jeden z ciekawszych, o ile nie najciekawszy moment z całych 45 minut, to musiało być naprawdę źle. Po przerwie jednak Portugalczycy nie wyszli może kompletnie odmienieni, ale za to Walijczycy nie zdawali sobie sprawy, co dzieje się na placu gry. Trafienie Ronaldo po dośrodkowaniu z rogu boiska całkowicie ich sparaliżowało i już trzy minuty później było po wszystkim. Cristiano mimo miernej dyspozycji po raz kolejny udowodnił swoją wielkość, a Gareth Bale przez następne 40 minut mógł tylko bić głową w mur. Niestety nie było mi dane zobaczyć Zbawiciela w finale i teraz mam nieodparte wrażenie, że to Ronaldo wzniesie puchar po zwycięstwie w Stade de France. Mniej lub bardziej zasłużenie, ale w końcu i tak będziemy pamiętać tylko zwycięzców. Fernando Santos jest tego świadomy i trudno mieć do niego pretensje o mało widowiskowy, ale za to skuteczny styl jego reprezentacji.

Po stronie Walijczyków tylko Gareth Bale nie był zawodnikiem biegającym na co dzień po angielskich boiskach. Poszczególne kluby Premier League, Championship i League One reprezentowali: Hennessey, Ledley i J. Williams (Crystal Palace), A. Williams i Taylor (Swansea), Chester (West Brom), Allen (Liverpool), King (Leicester), Collins (West Ham), Gunter (Reading), Robson-Kanu (bez klubu – wcześniej Reading), Vokes (Burnley) oraz Church (MK Dons).

W wyjściowej jedenastce Portugalii pojawili się jedynie Fonte i Cedric z Southamptonu.

By | 2016-11-12T22:51:01+00:00 Lipiec 7th, 2016|EURO2016|0 komentarzy

About the Author:

Lokalne wcielenie Petera Croucha. Podatny na kontuzje niczym Daniel Sturridge postrach orlikowych bramkarzy. Wiecznie zaspany przez NBA i zajęty co weekend przez Premier League student, zapatrzony w Stevena Gerrarda, tego grubego Ronaldo, Kevina Garnetta, Allena Iversona i Joe Allena, przede wszystkim Joe Allena.

Zostaw komentarz