Transfer Deeneya – czy w tym szaleństwie jest metoda?

W ostatnich dniach dość głośno było o możliwym transferze Troya Deeneya do Leicester. Lisy zaoferowały za niego aż 25 milionów funtów! I nie dość, że już ta kwota szokowała kibiców obu ekip, to jeszcze Watford bez namysłu ją odrzuciło, a Ranieri już dokłada do tego kolejne 5 milionów. Czy tę sytuację da się jakoś racjonalnie wyjaśnić?

“Komiczna”, “niezrozumiała”, “oderwana od rzeczywistości” – tak określano ofertę Leicester za kapitana Watfordu. Zresztą trudno się nie dziwić. Na pierwszy rzut oka wygląda to dość irracjonalnie. Świeżo upieczony mistrz Anglii daje aż 25 milionów za zawodnika 13. drużyny Premier League. W dodatku nie jest to najlepszy strzelec z Vicarage Road, nie czaruje jak Ronaldo i nie jest już pierwszej młodości, gdyż za niespełna tydzień skończy 28 lat. Czy można zatem mówić, że ten transfer jest totalnym szaleństwem? Nie do końca.

Dwa lata temu miała miejsce podobna, według mnie, sytuacja. Southampton sprowadziło z Hull City Shane’a Longa. Kwota? 12 mln funtów. Wtedy również wszyscy łapali się za głowę, zadając sobie jedno podstawowe pytanie – jak za takiego zawodnika można wydać aż tyle pieniędzy? No i minęły te dwa lata. Long nie jest może zawodnikiem wybitnym. Dostał jednak spory kredyt zaufania i w pełni go spłacił. A czemu? Bo był gwarancją pewnego poziomu i idealną przeciwwagą dla Graziano Pelle. Z Deeney’em może być podobnie.

To, że Troy Deeney jest gwarancją dobrego poziomu nie ulega wątpliwości. 13 bramek i 9 asyst jasno to podkreśla. To nie ten aspekt sprawia jednak, że tak przychylnie patrzę na ten transfer. To, co tak mnie przekonuje do Deeneya w Leicester to fakt, iż idealnie pasuje on do systemu tam panującego. Dużo biega, aktywnie uczestniczy w pressingu i dobrze czuje się w kontrataku. Najistotniejszym jest to, że jak na napastnika, to jest on wyjątkowo skory do współpracy. Zawsze na bok odkłada własne dobro i w 100% skupia się na tym, aby to zespół rozegrał jak najlepszą akcję. To właśnie on w dużej mierze jest odpowiedzialny za tak rewelacyjną pierwszą część sezonu Odiona Ighalo. Czy to bezpośrednimi asystami, czy też tworzeniem miejsca. Troy Deeney znakomicie wspierał swojego partnera z ataku i nie przeszkadzało mu to, że to nie on jest tym bohaterem, który strzela kluczowe bramki.

Bournemouth-vs-Watford

A jak to się ma do ekipy Leicester? Vardy jest podobnym typem zawodnika co Ighalo. Również bazuje na swojej szybkości i zadziorności. Również jest uzależniony od podań i gry reszty zespołu. Deeney jest więc idealnym kandydatem na drugiego napastnika. Kapitan Watfordu miałby być obecnym Okazakim, czyli typowym giermkiem Vardy’ego. Z tym, że Anglik bije Japończyka na głowę w niemal każdym aspekcie gry, z kreowaniem szans na czele. Zresztą, jeśli chodzi o to kreowanie, to Deeney pod tym względem jest lepszy chociażby od Mane, Oscara czy Martiala. Z napastników tylko Wayne Rooney (o ile można oceniać go jeszcze jako napastnika) wyprzedza go w tej klasyfikacji. Różnica ta wynosi jednak zaledwie trzy setne wypracowanej okazji na mecz. Czy istnieje więc ofensywny piłkarz lepiej skrojony pod garnitur Leicester? Istnieje. Sprowadzenie Suareza uważam jednak za niemożliwe.

Możemy oczywiście dywagować nad kwestią ceny. Troy Deeney nie jest wart aż takich pieniędzy. Jest jednak Anglikiem, a jak wiemy, za Anglików sporo się obecnie płaci. Już teraz za takie Shelveye czy inne Townsendy wydaje się 8-cyfrowe kwoty. Ale nie dotyczy to tylko Anglików. Dzisiaj młody talent z Francji kosztuje 50 milionów, jutro stary wyjadacz ze spadkowicza będzie kosztował połowę tego. W takim kierunku idzie niestety piłkarski rynek. Nic na to nie poradzimy i z taką myślą trzeba się pogodzić.

Transfer Deeneya do Leicester ma więc spory sens i wbrew pozorom może dać klubowi więcej, niż zakup gwiazd pokroju Yaya Toure. Widać, że Ranieri ma określony plan, a że kosztuje on aż tyle, no cóż, za obronę mistrzostwa trzeba już będzie zapłacić. Grunt, żeby robić to z głową.

By | 2016-11-12T22:51:06+00:00 Czerwiec 22nd, 2016|Bez kategorii, Leicester City, Slider, Watford|0 komentarzy

About the Author:

Wielbiciel filozofii "kick&rush", cichy adorator Tony'ego Pulisa i miłośnik zimnych, deszczowych wieczorów w Stoke.

Zostaw komentarz