Beztroskie lata Winstona Bogarde’a

Przyjęło się, że Chelsea pokochała wydawanie pieniędzy po kupnie klubu przez Romana Abramowicza. Jednak kilka lat wcześniej przed pojawieniem się Rosjanina na Stamford Bridge, szefowie The Blues podpisali jeden z najbardziej absurdalnych kontraktów w historii klubu. Szczęściarzem okazał się Winston Bogarde, który zarobił 10 milionów funtów za cztery lata beztroskich wakacji.

Cała transakcja dokonała się latem 2000 roku. Największy udziałowiec Chelsea, Ken Bates, podpisał czteroletnią umowę z zawodnikiem, który posiadał swoją kartę w ręku. Nikt wówczas nie spodziewał się, że ów piłkarz rozegra w niebieskim trykocie zaledwie 11 spotkań, a przez ten czas zarobi astronomiczne pieniądze.

Transfer doszedł do skutku z protekcji Mario Melchiota, ówczesnego obrońcy The Blues, który polecił Bogarde’a Londyńczykom. Na pierwszy rzut oka wszystko wyglądało optymistycznie – 29-letni obrońca, mający na swoim koncie zwycięstwo w Lidze Mistrzów z Ajaksem oraz dwa tytuły La Liga z Barceloną. Dodajmy do tego mniej prestiżowe tytuły mistrzowskie w Eredivisie oraz występ na EURO 96 w reprezentacji Holandii. To głównie z powodu udanej przeszłości zaoferowano mu niebagatelne pieniądze, na które musiał po prostu przystać.

Do stolicy Anglii przyleciał końcem sierpnia 2000 roku. O transferze pojęcia nie miał Gianluca Vialli, piastujący posadę menedżera klubu, którego postawiono przed faktem dokonanym. Niedługo potem Vialli został zwolniony z klubu, a jego miejsce zajął Claudio Ranieri, dla którego Bogarde zdawał się być zbędnym elementem i bardzo szybko próbował pozbyć się go z klubu. Zaledwie kilka szans występu w pierwszym zespole spowodowało, że Holender niezwykle szybko stracił chęci do przestrzegania optymalnego trybu życia sportowca i już po kilku miesiącach przyjeżdżał na treningi z ogromną nadwagą. To nie podobało się władzom klubu, ale mleko się wylało – kontraktu nie można było zwyczajnie podrzeć.

bogarde2

Pieniądze nadal płynęły na konto reprezentanta Pomarańczowych. 40 tysięcy funtów tygodniowo za treningi i ujadanie się hamburgerami. Typowe wakacje, za które dostajesz pieniądze. Do największego absurdu doszło jakiś czas później, kiedy otrzymywał nawet premię za wygraną w krajowym pucharze, choć nie brał w nim udziału. Włodarze klubu obudzili się z ręką w nocniku dopiero w 2002 roku. W tym czasie nad Stamford Bridge nadciągnęły problemy finansowe i zaczęto ciąć koszty. Próbowano rozwiązać kontrakt z niesfornym zawodnikiem, ale z prawnego punktu widzenia nic nie można było zrobić. Nie pomogła także decyzja o wysłaniu piłkarza do rezerw. Defensor nadal pobierał należne mu wynagrodzenie.

– Dlaczego miałbym odrzucić pieniądze, jakie zapewniła mi Chelsea? Kontrakt został podpisany przez obie strony. Ten świat kręci się wokół pieniędzy. Niewiele osób na tym świecie zarobiło tyle, ile ja w tamtym okresie. Może jestem jednym z najgorszych transferów Premier League, ale wcale mnie to nie obchodzi – wspomina po latach piłkarz.

Pomimo zdjęć, które przedstawiają Winstona z nadwagą, piłkarz zaprzecza tym pogłoskom, twierdząc, że nigdy nie opuścił żadnego treningu i zawsze przybywał do centrum szkoleniowego na czas. Innego zdania jest jednak Graeme Le Saux, były klubowy kolega środkowego obrońcy.

– Jako gracz wydawał się być wypalony, nie miał chęci osiągnięcia czegokolwiek. Cały czas szczycił się tym, co zrobił w Barcelonie i w Ajaksie, nie liczył, że zrobi coś w Chelsea. W różny sposób próbowaliśmy go motywować, ale on nadal nie wydawał się być skupionym. Przybrał na wadzę. Stojąc obok niego byłem zakłopotany, bowiem tak nie wyglądał profesjonalny piłkarz.

rzadki

Zapewne przeszło wam na myśl, dlaczego Chelsea nie spróbowała (co ostatnio leży w jej naturze) wypożyczyć piłkarza. Otóż próbowała (dokładnie w marcu 2002 roku, gdy dyrektorem technicznym został Trevor Bitch), ale klub z Londynu oczekiwał, że druga strona opłaci 100% pensji Bogarde’a. Piłkarzem – jak twierdzi sam Holender w wywiadzie dla Guardiana – zainteresowany był jeden klub (nie wyjawił jego nazwy), lecz postawił ultimatum o zapłacie 70% tygodniówki zawodnika. Na to nie przystała Chelsea, która słysząc o warunkach zainteresowanej drużyny zawetowała jakiekolwiek transakcje. Ostatnie spotkanie dla Chelsea Bogarde rozegrał w 2002 roku, przeciwko Gillingham w Pucharze Ligi. Dwa lata później po wypełnieniu kontraktu odszedł z klubu. Pożegnał się zaledwie z kilkoma zawodnikami oraz z mniej ważnymi pracownikami klubu. Za ciepło to tam nie było.

Po zakończeniu piłkarskiej kariery jego życie nabrało wyjątkowego rozpędu. Nie zawsze jednak podejmował rozsądne decyzje, przez co szybko popadł w problemy finansowe. Winston okazał się człowiekiem niechętnie spoglądającym na stan swojego konta bankowego, które z każdym dniem zdawało się kurczyć. Po odejściu z Chelsea zamieszkał w rodzimym Amsterdamie, gdzie kupił dom warty milion funtów. Wydawał niemalże na okrągło. Pewnego razu postanowił kupić restaurację w stolicy Holandii, ponieważ…jedzenie wybitnie mu smakowało. Oprócz gastronomii, próbował swoich sił także na rynku muzycznym, będąc jednym z założycieli Global Music Entertainment, do której udziały jakiś czas później sprzedał.

Bogarde podczas spotkania charytatywnego zorganizowanego przez Ediwna van der Sara

Bogarde podczas spotkania charytatywnego zorganizowanego przez Edwina van der Sara

Oczywiście w jego życiu nie zabrakło hazardu, ulubionego zajęcia byłych piłkarzy. Holender złapał bakcyla na pokera, występując w jednym z holenderskich show „Veronica Poker”. Jego problemy zaczęły się wraz z zamknięciem salonu gier, w którym to w 2007 roku doszło do zabójstwa Grega Kelly’ego, Nasz bohater nie brał udziału w tym wykroczeniu, ale został zmuszony do zamknięcia swojego lokalu. Również musiał pożegnać się ze swoim domem, który po czterech renowacjach trzykrotnie wzrósł na wartości. Całą posiadłość zajął jeden z banków w Amsterdamie, któremu Bogarde był winien pieniądze.

Sielanka i wydawanie kosmicznych kwot nie trwało wiecznie. Usychające źródełko z pieniędzmi obudziło byłego piłkarza, który ponownie chciał wejść w świat futbolu, tym razem jako menedżer. Pomimo 20 występów w narodowym trykocie, nie przekonało to holenderskiego związku piłki nożnej, aby przyjąć go na przyśpieszony program coachingu. Do licencji UEFA Pro musiał dojść więc własnymi środkami, głównie dzięki pomocy Clarence’a Seedorfa. Zaliczone kursy nie pozwoliły mu jednak na otrzymanie pracy, choć ubiegał się o posadę menedżera Motherwell, Oldham Athletic czy nawet reprezentacji Surinamu. Smród, który ulatnia się nad nim po przygodzie z Chelsea nadal jest odczuwalny.

Dla kibiców Chelsea, Holender nadal jest jednym z najgorszych zawodników jakikolwiek wyszedł na murawę Stamford Bridge. Fani The Blues mieli przyjemność rozkoszować się grą takich person jak Peter Osgood, Gianfranco Zola, John Terry czy Didier Drogba. Fakt, że oprócz nich pojawił się tam ktoś tak nielojalny wobec klubu przyprawia ich o niechęć. Najchętniej wykasowaliby ze swojej pamięci obraz holenderskiego obrońcy ubranego w ich ukochany trykot, który został przez niego wręcz ośmieszony. Głównie dlatego dla postronnego widza los Bogarde’a odsuniętego od piłki może wydawać się przykry, ale nie dla sympatyków Chelsea. Dla nich to kara za cztery beztroskie lata spędzone w Chelsea.

By | 2016-11-12T22:51:05+00:00 Czerwiec 22nd, 2016|Bez kategorii, Chelsea|0 komentarzy

About the Author:

Zostaw komentarz