Przyjaciele od pieniędzy

Rekin biznesu i Pan Wyjątkowy. Jorge Mendes i Jose Mourinho. Dwaj Portugalczycy, których interesy, dzięki swojej biznesowej przyjaźni idealnie się napędzają. Wszystko za pomocą sprawnie przeprowadzanej polityki transferowej, którą najważniejszy agent w piłkarskim światku steruje jak marionetką.

Z Jose poznali się tuż przed jego przejściem z Porto do Chelsea. Jego ówczesny agent, Jorge Baidek, został natychmiastowo usunięty z negocjacji pomiędzy obiema stronami, co ciekawe proponując The Special One Liverpool jako miejsce przyszłego zatrudnienia. Osoby, które znały się od pobytu Mourinho w Uniao Leira zostały brutalnie rozłączone przez Mendesa. A potem poszło jak po sznurku.

Przy podpisywaniu kontraktu z Chelsea, dwukrotny zwycięzca Ligi Mistrzów zabrał ze sobą Paulo Ferreirę oraz Ricardo Carvalho. Dorzucił do tego Tiago Mendesa z Benfiki, w którego transferze agent także miał swoje wpływy. Za te trzy transakcje do Londynu Mendes wyciągnął 3 miliony euro samych prowizji. Dwa lata później do mistrzowskiej wówczas ekipy The Blues dołożył na wypożyczenie Maniche z Dynamo Moskwa. Kariery wielkiej w Londynie nie zrobił, ale pieniądz się kręcił. To wówczas było najważniejsze.

Latem 2008 roku „rekin biznesu” znowu miał swój szczytowy moment. Asystował przy dwóch dużych transakcjach. Do Interu wprowadził Mourinho, zaś do Chelsea, z której właścicielem Romanem Abramowiczem coraz częściej szukał się w interesach, wepchnął Luisa Felipe Scolariego, za jednym razem dokładając w pakiecie Deco z Barcelony. Wracając do tematu Mourinho – tym razem nie było już tak owocnie w transferach na linii dwóch Portugalczyków. Transfer Thiago Motty w 2009 roku, na 12 miesięcy przed odejściem Mourinho z Włoch, to było maksimum, ile ze swoich relacji mogli obydwaj wycisnąć. Wszystko przez brak znaczących wpływów Mendesa na Półwyspie Apenińskim, gdzie raczej królem jest ekscentryczny Mino Raiola. To niepowodzenie zostało zakryte innym sukcesem: sprowadzeniem Cristiano Ronaldo do stolicy Hiszpanii, co zaowocowało prawdziwą wiązankę dalszych transakcji.

mendes1

Masz najlepszego piłkarza na świecie, teraz czas na trenera – miał usłyszeć ówczesny prezes Realu, Ramon Calderon z ust Mendesa w 2009 roku. Ten jednak nie podzielał jego entuzjazmu. Twierdził, że styl bycia obecnego menedżera Manchesteru nie bardzo odpowiada takiemu klubowi jak Real. Calderonowi zresztą nie po drodze było także z agentem, wręcz żaląc się, że ten przechadza się po klubowych pomieszczeniach, jakby były jego prywatnymi korytarzami. Wszystko zmieniło się po zmianie władz 10-krotnego zdobywcy Champions League. Na stołku zasiadł Florentino Perez, który rok po nominacji ściągnął Mourinho do swego królestwa.

I znowu wszystko nabrało rozpędu. W tym samym okienku Angel di Maria (za bagatela 20 milionów funtów) oraz Ricardo Carvalho (7 milionów funtów) ze stajni Mendesa trafili pod skrzydła Jose w Madrycie. Rok później dokoptowano także Fabio Coentrao za sumę 26 milionów funtów. Nawet odejście egocentrycznego Portugalczyka z „Królewskich” nie zachwiało przepływu gotówki. Agent szybko uruchomił dawną ścieżkę w postaci kontaktów z Abramowiczem i ponownie wepchnął swojego klienta na stołek menedżera w Londynie. Oprócz trzech wspomnianych stron, ważnym elementem w tej transakcji okazała się prawa ręka Rosjanina – Marina Granovskaia, która od stycznia namawiała The Special One do powrotu.

Rok 2013 i 2014 to okres największych wpływów Mendesa. W 2013 aż 110 milionów przelanych przez Monaco do Porto i Atletico Madryt to transakcje jego pośrednictwa. Kolejne letnie okienko i przychody znowu urosły – tym razem za czwórkę Di Maria, Mangala, Rodriguez, Costa zainteresowane kluby zapłaciły blisko 200 baniek. Ten ostatni, czego można było się spodziewać, trafił do Chelsea. Rok temu byliśmy także świadkiem wypożyczenia Radamela Falcao z Monaco do The Blues. Być może nieudanego, ale jak możemy się spodziewać – nie ze strony finansowej.

Kilka lat temu, jeszcze jako menedżer Realu, Mourinho stwierdził, że nikt tak jak Mendes nie potrafi dbać o swoich klientów. Oczywiście – najbardziej dba o swoje najlepszy wizytówki w postaci Cristiano Ronaldo i właśnie Mourinho. Jak sam przyznaje, chciałby zajmować się każdym piłkarzem, ale nie pozwala mu na to przede wszystkim czas, który on zdaje się wyciskać do maksimum. Pracuje niemal 24 godziny na dobę, dbając o wizerunek swoich klientów i żyjąc – w zasadzie – ich życiem.

Jak będzie wyglądała relacja obu Panów w Manchesterze? Ostatnie pogłoski na rynku transferowym raczej wciskają do United piłkarzy Mino Raioli. Mowa tutaj głównie o Zlatanie Ibrahimoviciu oraz Henrichu Mychitarianie. Z drugiej strony ciągle istnieją doniesienia o Andre Gomesie czy Ezeqielu Garayu ze stajni Mendesa, którzy w końcu mieliby trafić pod skrzydła portugalskiego menedżera. Obie transakcje mogłyby razem opiewać na kwotę 80 milionów funtów, co oznacza kolejne prowizje dla agencji Gestifute. Jak widzimy – wieloletni biznes pomiędzy obiema stronami, okraszony tajemnicą poliszynela, ciągle się kręci. I coś nam się zdaję, że będzie się kręcić jeszcze przez długi czas.

By | 2016-11-12T22:51:11+00:00 Czerwiec 20th, 2016|Bez kategorii, Chelsea, Manchester United|0 komentarzy

About the Author:

Zostaw komentarz