20 lat minęło…

W odróżnieniu od bohatera filmu “Vinci” – w reżyserii Juliusza Machulskiego – nie pamiętam wszystkiego z porodówki. Gdyby tak było – to pierwszym moim wspomnieniem byłby mundial w Hiszpanii. Kumać futbol zacząłem jakieś 8 lat później.

Z racji tego, że mam już trzeci krzyżyk na karku, miałem przyjemność przeżyć kilka turniejów rangi Mistrzostw Świata czy Europy. Pierwszym, który pamiętam, był mundial Italia 90. Kolejnym było Euro 92 rozegrane w Szwecji, dalej mundial w Stanach Zjednoczonych (chyba najnudniejszy, z tych które pamiętam). Pierwszym, który przeżywałem już jako “świadomy” kibic był turniej rozgrywany 20 lat temu w miejscu, gdzie narodził się futbol. Miałem wtedy 14 lat i zaczynałem mieć “jakieś” pojęcie o futbolu. Był to pierwszy turniej rozgrywany w formule 16 drużyn, cztery grupy po 4 zespoły. Anglicy, którzy będą bohaterami tego tekstu przystępowali do turnieju w roli jednego z głównych faworytów do końcowego tryumfu. Wprawdzie zabrakło ich dwa lata wcześniej w Stanach Zjednoczonych (przegrali eliminacje z rewelacyjną Norwegią oraz Holandią) ale na turniej rozgrywany u siebie przygotowali naprawdę mocną pakę.

W bramce stał doświadczony David Seaman. Przez cały turniej bronił bardzo pewnie – wpuszczając w całych zawodach tylko 3 bramki. Blok defensywny tworzyli Stuart Pearce, Tony Adams oraz Gareth Southgate. Do kadry wchodzili bracia Neville oraz Sol Campbell. Na skrzydłach szaleli Darren Anderton oraz wspaniały Steve McManaman. W środku mieliśmy trzech wyśmienitych zawodników – Paula Ince’a, Davida Platta oraz najlepszego z nich – Paula Gascoigne’a. W ataku błyszczał Alan Shearer – jeden z lepszych napastników w tamtych latach oraz Teddy Sheringham – zawodnik z niesamowitym instynktem strzeleckim. Na ławce siedział młody Robbie Fowler oraz Les Ferdinand.

Anglicy turniej rozpoczęli od remisu ze Szwajcarami, choć z przebiegu spotkania powinni je spokojnie wygrać. Pełnię możliwości pokazali w dwóch kolejnych spotkaniach , pokonując Szkotów a szczególnie rozbijając zawsze groźnych Holendrów. Po tym spotkaniu wydawało się, że nie powinni mieć problemów w kolejnych spotkaniach. Faza pucharowa, rządzi się jednak swoimi prawami. W 1/4 finału szczęście jeszcze się uśmiechnęło do dzielnych synów Albionu ponieważ pokonali w rzutach karnych Hiszpanów. W półfinale z Niemcami nie było już tak dobrze. Anglicy objęli prowadzenie już w trzeciej minucie po bramce Shearera, dla którego było to piąte trafienie w turnieju – i w ten sposób przypieczętował zdobycie korony króla strzelców. W 16 minucie wyrównał Stefan Kuntz. Mimo wielu doskonałych okazji dla jednych i drugich wynik ten już nie uległ zmianie i byliśmy świadkami kolejnego konkursu rzutów karnych (w sumie 4 razy karnymi kończyły się spotkania na tym turnieju). Po pięciu kolejkach na tablicy widniał rezultat 5:5 i wtedy do piłki podszedł zawodnik Aston Villi – wspomniany wcześniej Southgate, a jego strzał obronił Andreas Koepke. Dla Niemców trafił Andreas Muller i Anglicy zakończyli turniej na trzeciej pozycji.  Ciekawostką jest to, że rzuty karne stały się zmorą Anglików. W ten sam sposób odpadali w MŚ 1998 i 2006, oraz na Euro 2004 i 2012.

Anglicy nie wygrali Mistrzostw Europy ale zaprezentowali się bardzo korzystnie. Nigdy później nie byli już tak blisko sukcesu na turnieju rangi mistrzowskiej. Czy tym razem mają szansę na sukces, jakim niewątpliwie będzie awans do najlepszej czwórki? Między drużyną Terry’ego Venablesa, a Roya Hodgsona jest więcej przeciwieństw niż podobieństw. O ile w bramce mamy tęgiego fachowca jakim bez wątpienia jest Joe Hart i można go śmiało porównywać z Seamanem, to im dalej w las tym więcej młodości i braku doświadczenia. Smalling i Cahill nie reprezentują poziomu najlepszych obrońców świata, jakimi byli Pearce czy Adams. Stones ma jeszcze szanse być lepszy – w końcu ma dopiero 22 lata. W drugiej linii najstarszy i najbardziej doświadczony jest James Millner, swoje minuty na pewno dostanie Sterling czy objawienie tego sezonu – Delle Ali. Tylko czy można ich porównać z Paulem Incem czy Gazzą? W ataku jest Wayne Rooney, ale wyższe notowania mają na pewno Harry Kane (23 lata) czy Jamie Vardy z rewelacyjnego Leicester City. Przebojem do kadry wdarł się też Marcus Rashford z United, który nie skończył jeszcze 19 lat. Alan Shearer to to nie jest. Widać więc jak na dłoni, iż drużyna znad Tamizy to młody zespół, który jednak ma potencjał aby osiągnąć sukces na miarę drużyny z 1996 roku. Wyjście z grupy to nawet nie cel minimum – to ich obowiązek. Kibice i komentatorzy pompują balonik podobnie jak to ma miejsce w przypadku naszej reprezentacji. Po wygranej z Niemcami przyszła jednak porażka z Holandią. Wygrane z Turcją i Australią potwierdzają spory potencjał ale nie powinny uśpić czujności Anglików i nadal mocno pracować nad formą. Tylko te karne…

Wayne-Rooney-of-England-celebrates

By | 2016-12-15T13:11:43+00:00 Czerwiec 2nd, 2016|Bez kategorii|0 komentarzy

About the Author:

Zostaw komentarz