Mieliśmy szacunek w szatni – Rozmowa z Błażejem Augustynem

Jako młody chłopak wyjechał do Anglii i podpisał kontrakt z Boltonem Wanderers. W drużynie Kłusaków zagrał jednak zaledwie raz w pucharowym starciu z Doncaster Rovers. Błażej Augustyn opowiada nam o swojej przygodzie na Wyspach, a także o motywach, które przyczyniły się do jego dalszych wyborów.

Jako młody chłopak wyjechałeś na Wyspy i podpisałeś kontrakt z Boltonem. Jak w ogóle pojawił się temat takiego transferu i co skłoniło Cię, żeby skierować się właśnie tam? Było też przecież zainteresowanie chociażby z Holandii.

Jak każdy młody chłopak marzyłem, żeby grać w Anglii. Kiedy otrzymałem więc ofertę z takiego klubu jak Bolton i zorientowałem się na temat warunków rozwoju, podjąłem decyzję bez najmniejszej chwili zastanowienia. Bolton był zresztą bardzo konkretny i zdecydowany, żeby mnie pozyskać. Z Holandii otrzymywałem tylko zapytania.

Kiedy trafiłeś do Boltonu, mogłeś liczyć na pewnego rodzaju wsparcie, bowiem w zespole byli już Przemysław Kazimierczak i Jarosław Fojut, który nosił nawet opaskę kapitańską w rezerwach. W szatni nie startowałeś więc od zera, a wspomniałeś nawet kiedyś, że to wy z Jarkiem rządziliście w tamtej drużynie. Grupa Angoli czuła aż taki respekt przed dwójką Polaków?

Tak to prawda, bardzo dużo mi pomogli na samym początku. Znali ludzi, miasto i język, więc wszystko było dla mnie o wiele łatwiejsze. Szacunek w szatni rzeczywiście mieliśmy, ale też sami sobie na niego zapracowaliśmy – ciężką pracą, grą i charakterem.

Żaden z Was Boltonu jednak nie podbił. Ty zdecydowałeś się uciec najszybciej. Nie chciałeś bawić się w dziesiątki wypożyczeń czy może przeważyła wizja powrotu do kraju i gry w czołowym klubie? Patrząc z perspektywy czasu, można powiedzieć, że nie była to zła decyzja. Fojut został dłużej, ale ostatecznie i tak skończył w Polsce, podobnie zresztą w przypadku Kaźmierczaka, który na angaż w Ekstraklasie nie mógł jednak liczyć.

Ciężko wypowiadać mi się na temat kolegów, ale ja w Boltonie mogłem zostać, a Sammy Lee zaproponował mi nową, dwuletnią umowę. Strasznie napaliłem się wtedy jednak na grę w Legii. Ciężko powiedzieć dzisiaj czy była to dobra decyzja i co by było gdyby. Samej decyzji nie żałuję, natomiast bardzo żal mi ciężkich kontuzji, które trapiły mnie, kiedy wszystko zdawało się zmierzać w odpowiednim kierunku. Nie mniej nadal się nie poddaję i charakterem przezwyciężam wszystkie przeciwności, by trzymać się ciągle na najwyższym poziomie.

Wracając jednak do Twoich kolegów w rezerwach Boltonu. Kilku piłkarzy stało się solidnymi ligowcami jak chociażby Ricardo Vaz Te, ale próżno szukać wielkich nazwisk. W tamtym czasie był ktoś, kto zapowiadał się szczególnie dobrze?

Mieliśmy wtedy naprawdę dobry zespół i świetnie zapowiadających się zawodników, ale jak to zwykle bywa w młodym wieku, każdy myśli, że osiągnie sukces, a na końcu wybija się dwóch, może trzech piłkarzy.

W pierwszym składzie grała już jednak prawdziwa śmietanka. Czy był ktoś kogo szczególnie podpatrywałeś na treningach?

Przede wszystkim mojego idola Jay-Jaya Okochę, ale trzeba przyznać, że od każdego można było nauczyć się czegoś innego. Dla mnie najważniejsze jest to, że żaden z nich nie odmawiał nam rozmowy, a to przecież były naprawdę wielkie nazwiska! Bardzo się cieszę, że mogłem tam być w takim okresie.

W drużynie występował wtedy chociażby Gary Speed, którego śmierć zaskoczyła wszystkich kilka lat temu. Mało kto mógł uwierzyć, że boiskowy twardziel zmagał się z takimi problemami wewnętrznymi. Jak Ty go wspominasz?

Wspominam go jako pogodnego i w pełni profesjonalnego gościa, który dobrze wiedział jak kierować swoim życiem. Nie sposób było dostrzec czegokolwiek niepokojącego, ale życie pisze różne scenariusze. W każdym razie nie mogłem uwierzyć, kiedy usłyszałem, że odebrał sobie życie.

Przybyłeś do Boltonu w okresie największych sukcesów. To wtedy klub sięgał po coraz to większe nazwiska, co ostatecznie walnie przyczyniło się do upadku. Śledziłeś losy Kłusaków w ostatnich latach?

Śledzę wyniki wszystkich klubów, dla których kiedyś grałem, ale muszę przyznać, że nie zgłębiałem się specjalnie w kłopoty i upadek Boltonu.

Kilka lat temu mówiłeś, że wciąż marzysz o zagraniu w mocnym europejskim klubie. Trafiłeś do Szkocji i wywalczyliście z Hearts awans do eliminacji Ligi Europejskiej. Kontraktu jednak nie przedłużyłeś.

Marzyłem i nadal marzę, bo bez marzeń daleko się w życiu nie zajdzie. Trzeba mieć jakiś cel, takie właśnie jest życie. W przyszłości zobaczymy czy podjąłem dobrą decyzję. Piłka nożna to jest kwestia wyboru, więc okaże się czy wspólnie z menedżerami postąpiliśmy właściwie. Na razie spokojnie czekam, a gdzie, co i jak, ogłoszę jak już podpiszę kontrakt.

Ostatnio coraz częściej widzi się Polaków czy też piłkarzy z Ekstraklasy w Anglii. Pojawili się Michał Żyro, Dusan Kuciak czy Deniss Rakels. Śledzisz ich losy na Wyspach i jak myślisz, z czym związana jest rosnąca popularność naszych piłkarzy?

Nie śledzę uważnie, ale jak tylko się uda, to coś przeczytam. Myślę, że tu nie chodzi tylko o Anglię. Popyt na naszych piłkarzy jest większy w całej Europie, a to wszystko dlatego, że są po prostu coraz to lepsi.

Czy historia Jamiego Vardy’ego pozwala zawodnikom w jakikolwiek sposób, by jeszcze bardziej uwierzyć w siebie i walczyć o swoje marzenia?

Na pewno jest bardzo dobrym przykładem. Najważniejsze to w siebie wierzyć i ciężko pracować, a na końcu los wybiera każdemu z nas drogę.

Dziękuję za rozmowę.

Pozdrawiam wszystkich czytelników!

By | 2016-05-27T13:37:27+00:00 Maj 27th, 2016|Bez kategorii, Slider|0 komentarzy

About the Author:

Pasjonat wyspiarskiego futbolu od Brunton Park po Old Trafford.

Zostaw komentarz