Brudne sztuczki transferowe

Robbie Savage był jednym z najbardziej kontrowersyjnych graczy Premier League. Zdaniem jednych lekko szurnięty, według drugich niezły zawodnik. Teraz próbuje swoich sił jako dziennikarz, jak to często bywa po zakończeniu kariery zawodniczej. Komentuje ostro, być może czasami zbyt ostro, całkowicie jadąc po bandzie.

Opowiada o swoich historiach boiskowych, jak i tych pozaboiskowych. Trzeba przyznać, że radzi sobie całkiem nieźle. Jakiś czas temu przybliżał nam okienko transferowe, z punktu widzenia zawodników, którzy koniecznie chcą zmienić klub. Tak naprawdę tego typu gierki i negocjacje mają miejsce przez cały rok. Robbie otwiera kibicom oczy, opowiadając o brudnych sztuczkach transferowych, które mają na celu wymusić transfer. Pikanterii temu wszystkiemu dodał komentarz zawodnika, która anonimowo wypowiedział się na łamach Mirrora.

Cisza przed burzą

Robbie Savage: Zawsze byłem bardzo rozgadanym gościem. Lubiłem pożartować. Kiedy pracowałem nad transferem, przestawałem komunikować się ze wszystkimi w klubie. Trenowałem zupełnie normalnie, ale po treningu szybko znikałem. Nie było nawet obiadu z kumplami. Świetna taktyka, bo każdy wiedział, że jak Robo milczy to coś wisi w powietrzu. Kiedyś było to trochę trudniejsze, ale do zrobienia. Teraz, kiedy każdy ruch piłkarza jest oglądany przez kibiców w mediach społecznościowych to banalnie proste. Nie trzeba być wielkim aktorem, żeby odegrać swoją rolę.

Symulowanie kontuzji

Robbie: Zawodnicy potrafią robić nieprawdopodobne rzeczy. Są w stanie tak upaść tak, żeby wyglądało to na całkiem poważny uraz. Cuda dzieją się podczas walki przy linii bocznej. Kiedyś było łatwiej symulować kontuzje, teraz masz skan w ciągu godziny po meczu i wcale nie jest to takie proste. Zawsze jednak możesz powiedzieć, że nie czujesz się najlepiej, że boli cię brzuch. W piłce liczą się detale i żaden menedżer nie będzie ryzykował.

Piłkarz X: Miałem nie po drodze z trenerem. Grzałem ławę kilka miesięcy, a ten palant nie chciał, żebym odszedł. Graliśmy mecz wyjazdowy i zostałem jedyną opcją. Kazał mi wejść. Odmówiłem. Powiedział mi wtedy: kurwa wchodzisz albo dostajesz karę. Wszedłem zagrałem kilka minut napatoczył się przeciwnik przy główce, wyskok, uderzenie, murawa, nic poważnego. Starcie, jakich wiele w Premier League. Wstałem po 3 minutach, zachwiałem się, lekarz powiedział menedżerowi, że to koniec meczu dla mnie. Schodząc uśmiechnąłem się do niego. On tylko przeklął pod nosem. Mogłem odejść.

Pomoc pismaków

Świat piłki i mediów przecina się częściej niż się wydaje. Zawodnicy przyjaźnią się z redaktorami, dziennikarzami, spotykają się i sypiają z dziennikarkami. Jedni są zależni od drugich. Przysługa za przysługę. Wywiad na wyłączność i masz dłużnika.

Robbie: Kiedy chciałem, żeby wokół mnie zrobiło się głośno, poprosiłem znajomego dziennikarza o artykuł łączący mnie z jakimś klubem. Tak, żeby zrobiło się trochę szumu. Oczywiście robiąc taki trick musisz być realistą. Nie ma sensu, żeby kumpel napisał, że interesuje się tobą Real, bo każdy wie, że to kłamstwo. Jeżeli dobrze to rozegrasz to kluby, które się tobą interesują zareagują. W ostatnich latach agenci stali się bardzo wpływowymi osobami. Uwierzcie, to oni są rozgrywającymi na rynku transferowym. Zaprzyjaźniony dziennikarz agenta rzuca artykuł np. w La Gazzetta Dello Sport i za dwie godziny pisze o tym The Sun, po The Sun portale internetowe i jest temat. Jeżeli każdy o tym pisze, to musi być coś na rzeczy. Niezdecydowani zaczynają czuć presję i pojawia się oferta, potem kolejna.

Piłkarz X: Jeżeli jakimś cudem nie masz znajomych w prasie twój manager Ci ich kupi, ba powiem więcej, da im artykuł napisany przez fachowca… Gotowce działają. Agenci mają młodych dziennikarzy na swoich usługach. Często pracują w rubrykach sportowych z „polecenia”.

Wykorzystywanie mediów

Robbie: Trzeba być przebiegłym i mądrze to zaplanować. Kiedy chciałem odejść za wszelką cenę musiałem pokazać, że nie jest mi po drodze z menedżerem. Jak to zrobić najlepiej? Trenować w dzień wolny i mieć w mediach kogoś, kto to nagra i puści dalej. Jaki będzie odbiór? Zawodnik trenuje, kiedy inni mają wolne. Kto chodzi do pracy, kiedy nie musi? Nikt zdrowy psychicznie, więc ludzie odbiorą to jako karny trening zarządzony przez trenera. Twitter, Facebook, YouTube to najlepsze środki przekazu.

Piłkarz X: Najlepiej i najłatwiej zrobić temat w mediach, kiedy nie gra się na swojej pozycji. Jest kontuzja, a ty mówisz menedżerowi: Kiedyś grałem na tej pozycji. On cię wpuszcza, a ty biegasz bez ładu i składu. Co jakiś czas machasz rękami, pokazując, że jesteś wściekły. Co widzą ludzie na swoich telewizorach? Marnie grającego, niezadowolonego piłkarza, który gra na pozycji, na której nigdy nie grał.

Osłabianie zaufania do managera

Robbie: Jeżeli chcesz odejść najlepiej pójść od razu do właściciela lub prezesa. Wtedy każdy wie, że nie jest ci po drodze z menedżerem i na pewno się nie dogadacie. Najlepiej zrobić większy dramat. Jak? W każdym klubie jest zakaz dzwonienia do właściciela czy prezesa. Zadzwoniłem do prezesa do domu jeden jedyny raz. Wyżaliłem się, on wysłuchał mnie grzecznie. Następnego dnia trener poprosił mnie na dywanik i mogłem odejść. Okazujesz brak zaufania i szacunku. Nie ma nic gorszego niż poskarżenie się przełożonemu swojego szefa. Na drugi dzień byłem już na liście transferowej.

Piłkarz X: Najciekawsze są sytuacje, kiedy menedżer pyta drużynę o proponowaną przez nas piłkarzy taktykę. Tak, zdarzają się tacy. Chcesz odejść to nie zgadzaj się z nim. W końcu przegra i wyjdzie na głupka, to tylko kwestia czasu. Ty to komentujesz, co doprowadza go do szału. Każdy jest wściekły po porażce, kilka niewybrednych uwag i puszczą mu nerwy.

Bójka z kolegą z drużyny

Robbie: Takie rzeczy się zdarzają. W jednym z klubów, z którego chciałem odejść, doszło do bójki. Prowokowałem bramkarza, tak żeby nikt nie widział. W pewnym momencie on złapał mnie za gardło i powalił na ziemię. Wstałem i dostałem „z główki”. Było trochę krwi, nic wielkiego. Każdemu zależy, żeby takie rzeczy nie wydostały się na zewnątrz. Odchodzisz za porozumieniem stron, czasami dostajesz kilkutygodniową wypłatę „na nową drogę życia”.

Zły wpływ na drużynę.

Robbie: Jeżeli chcesz odejść musisz zrobić coś, czego nie zignoruje twój trener. Kluby dbają o PR bardziej niż kiedyś. Teraz liczy się zysk. Wszystko, co w jakikolwiek sposób może negatywnie wpłynąć na wizerunek klubu, jest eliminowane od razu.

Piłkarz X: Najlepiej zrobić coś, co spowoduje, że zostaniesz zawieszony. Możesz pobić się z kimś w pubie, zwymyślać policjanta, jechać wstawionym lub jeżeli jesteś wolny dać sfotografować się z panną w samochodzie, najlepiej mężatką, żoną kolegi lub prostytutką. Zawsze działa. Jeżeli nie chcesz opuszczać klubu i dasz się złapać to ludzie od PR wiedzą, co z tym zrobić. Jest ta gadka o popełnieniu błędów, o stresie, o nieradzeniu sobie z problemami. Ludzie lubią takie historie. WAGs to nie są specjalnie rozgarnięte dziewczyny. Wiele z nich zaczynało swoją przygodę z wielkim światem w samochodzie, w toalecie czy hotelu. Ich granica tolerancji jest dosyć wysoka. Duży diament, samochód, wakacje i wybaczy.

Nie dawaj z siebie 100%

Robbie: To najtrudniejsze, bo wpływa na twoich kolegów z drużyny, rodzinę i fanów. To ostateczność, ponieważ możesz stracić dobre imię. Tego w chyba żadnym sporcie nie da się wybaczyć Kibice będą to pamiętać.

Piłkarz X: Takie rzeczy się zdarzają, a po transferze będziesz miał nowych kolegów, nowych fanów, a rodzina wybaczy…

Strajk

Robbie: Na pewno czytaliście o piłkarzach, którzy odmawiają treningu, chcąc wymusić tym samym zgodę na transfer. To tylko jedna strona medalu. Czasami te strajki są inspirowane przez… prezesa klubu, dla którego gra ten piłkarz. Koniec okresu przygotowawczego. Do klubu trafia oferta w wysokości 20 milionów funtów. Agent o tym wie. Oni wiedzą wszystko. W 10 minut po wpłynięciu oferty, ty masz już wyobrażenie o swojej tygodniówce itd. Prezes klubu nie może przyjąć takiej oferty, ponieważ boi się reakcji kibiców w przeddzień rozpoczęcia rozgrywek. Jak będzie wyglądał w oczach kibiców, jeżeli sprzeda swoją gwiazdę. Ok, możesz odejść, ale musimy to zrobić na moich zasadach. Ty odmawiasz treningu, ja wlepiam ci karę, a do mediów przedostaje się informacja, że po tym incydencie dalsza współpraca jest niemożliwa. Każdy wygrywa. Prezes ma 20 milionów, agent 10% prowizji, a gracz prowizję i nowy klub.

Jedne sztuczki są bardziej skuteczne, inne zapewne mniej. Najważniejszy w tym wszystkim jest to, że się zdarzają. W świecie piłki, w którym kibice i przywiązanie do barw schodzi na drugi plan, a rządzą pieniądze, każdy rozgrywa swój własny mecz…

Tłumaczenie wypowiedzi: TalkSport

By | 2016-05-26T14:28:06+00:00 Maj 26th, 2016|Bez kategorii, CROOTKA PIŁKA, Slider|0 komentarzy

About the Author:

Kawa i angielska piłka. Tak zaczynam każdy dzień na Wyspach.

Zostaw komentarz