To tylko kolejny tekst o mistrzostwie Leicester

O Leicester napisano już niemal wszystko. Prawdopodobnie najpiękniejsza futbolowa historia została napisana na naszych oczach. Klub mający walczyć o utrzymanie, sięgnął po najważniejsze trofeum pod wodzą menedżera, któremu przed sezonem wyliczano niepowodzenia i wróżono szybkie pożegnanie się z posadą. Nadal ciężko w to uwierzyć.

Kiedy faktem stało się, że Nigel Pearson nie będzie dłużej menedżerem Leicester City, a zastąpi go Claudio Ranieri – w internecie po prostu zawrzało. Wszak Anglik cudem utrzymał klub w lidze, co miało być jednym z największych i najbardziej nieprawdopodobnych osiągnięć w historii klubu. Do wydarzeń z Tajlandii nie ma już jednak po co wracać, ponieważ dokonania Pearsona miały już niedługo odejść w niepamięć, a wszystko to za sprawą doświadczonego Włocha, zwalnianego przed sezonem na tysiąc różnych sposobów. Dzisiaj można jedynie pośmiać się z ekspertów, dziennikarzy czy też zwykłych kibiców, którzy zgodnie nominowali włoskiego menedżera do zajęcia pierwszego miejsca w konkursie na stratę posady.

Ranieri niewiele robił sobie jednak z tych wszystkich opinii i rozpoczął swoją ciężką pracę, mającą przygotować Lisy do ciężkiej walki o utrzymanie. Klub wzmocnili już Christian Fuchs, Robert Huth czy Shinji Okazaki, jeszcze przed przybyciem Włocha, a plany Claudio zakładały ściągnięcie na King Power Stadium Gokhana Inlera i przede wszystkim francuskiego pomocnika z Caen – N’Golo Kante. Wszystko to za kwotę niespełna 20 milionów funtów, czyli przeciętną sumę, wydawaną często na jednego gracza, co budzi tym większy podziw. Tak skompletowana drużyna miała powalczyć o pozostanie w elicie, co i tak wydawało się bardzo trudnym do zrealizowania zadaniem.

96451929-Ranieri-appointed-SPORT-large_trans++piVx42joSuAkZ0bE9ijUnCW0qTysEG4yZuBUdXGakjA

Początek sezonu był wprost rewelacyjny. Sześć kolejek bez porażki i aż 12 ugranych w tym czasie punktów. Co ciekawe przed rokiem, Leicester potrzebował aż 19. spotkań, żeby osiągnąć tę barierę. Lisy potrafiły punktować zarówno z zespołami, które w teorii miały być ich rywalami w walce o utrzymanie jak np. wygrane z Sunderlandem i Aston Villą, ale już wtedy problemu nie sprawiały również kluby, które od początku celowały wyżej. Wygrana z West Hamem i remis z Tottenhamem zwiastowały, że może to być bardzo udany sezon. Już wtedy sceptycy sugerowali jednak, że z czasem klub straci dobrą formę, a pierwszym tego przejawem miała być porażka 2:5 z Arsenalem.

Mało kto wiedział jednak wtedy, że Jamie Vardy był już w trakcie bicia wieloletniego rekordu Ruuda van Nistelrooya, a mecz z Kanonierami był jego czwartym kolejnym ze zdobytą bramką. Ostatecznie Anglik zatrzymał się na jedenastu kolejnych spotkaniach, bijąc tym samym rekord legendarnego Holendra i co ciekawe dokonał tego właśnie na Old Trafford. Gole napastnika poprowadziły Leicester do zwycięstw z Crystal Palace, West Bromwich Albion, Watfordem i Newcastle, a także do cennego punktu wywalczonego na Old Trafford. Zaliczyli serię dziesięciu spotkań bez porażki, a do końca roku przegrali już tylko raz – 26 grudnia z Liverpoolem. W 2016 rok wchodzili dzięki temu zajmując drugie miejsce w tabeli Premier League.

Co ciekawe już wtedy byli niemal pewni utrzymania, a do granicy 40. punktów, które zazwyczaj wystarczały do uniknięcia relegacji, brakowało już jedynie jednego oczka. Niesamowicie wyglądało też zestawienie dorobku z połowy sezonu 15/16 do całej poprzedniej kampanii. Podopieczni Nigela Pearsona w całych rozgrywkach ugrali zaledwie dwa punkty więcej, niż drużyna Ranieriego na półmetku. Nastroje w drużynie były więc znakomite, ale nikt nie myślał już o walce o przetrwanie. Coraz częściej nieśmiało wspominano o europejskich pucharach. No może nie licząc Claudio Ranieriego. Włoch cały czas wspominał, że celem priorytetowym jest utrzymanie.

jamie-vardy-leicester-city_3382665

Czytaj więcej: Z League One po mistrzostwo – Piękna historia Andy’ego Kinga

Wraz z nieustającą wysoką formą, pojawiała się coraz liczniejsza grupa krytyków, która była święcie przekonana, że piękny sen Claudio Ranieriego i Leicester nie może zakończyć się tak, jak ostatecznie miało to miejsce w rzeczywistości. Ja sam chociaż głęboko wierzyłem, że sezon będzie miał tak niezwykły finał, spodziewałem się, że ostatecznie skończy się miejscem gwarantującym grę w Lidze Europy. Pisałem nawet tekst o siedmiu twarzach Ranieriego, który właśnie siedmiokrotnie był zamieszany w walkę o tytuł ze swoimi klubami, ale ani razu nie udało mu się sięgnąć po trofeum. Teraz miało być inaczej, jak na ironię, z teoretycznie najsłabszym zespołem, z jakim przyszło mu pracować.

Włoch wiedział jednak, że na samej grze do przodu daleko nie pociągną. Co prawda dalej mógł liczyć na niesamowitego Riyada Mahreza, którego współpraca z Vardym należała do najlepszych w Europie. Futbol ten miał jednak swoje konsekwencje w ilości traconych bramek. Żadna drużyna z pierwszej dziesiątki nie traciła tylu bramek na półmetku, co właśnie Leicester (25). Menedżer Lisów przeprowadził jednak znaczące zmiany, dzięki którym defensywa zaczęła dotrzymywać kroku piłkarzom ofensywnie. Kapitalnie wyglądał środek obrony złożony z Hutha i Morgana, a Kasper Schmeichel wreszcie zdołał wejść w rękawice ojca i włączył się nawet do walki o Złote Rękawice. Wystarczy powiedzieć, że w drugiej części sezonu stracili zaledwie 11 bramek, co sprawiło, że ostatecznie posiadali jedną z najszczelniejszych defensyw w lidze, ustępując jedynie Tottenhamowi i Manchesterowi United. Kasper Schmeichel nie wyciągał piłki z siatki aż 12 razy na 18 podejść. Dla porównaniu na jesień, sztuka ta udała się zaledwie trzykrotnie. Z perspektywy czasu nie sposób nie zauważyć, że to właśnie ta zmiana przesądziła o tytule.

Runda wiosenna to już zresztą prawdziwy popis piłkarzy z King Power Stadium. Zaledwie jedna porażka z Arsenalem i seria 12 meczów bez porażki, która ostatecznie przypieczętowała tytuł. Krytycy narzekali na styl i zwycięstwa po 1:0, ale właśnie tak wygrywa się mistrzostwo Anglii. Sir Alex Ferguson wie o tym doskonale. Tytuł stał się faktem, kiedy Tottenham stracił punkty w spotkaniu z Chelsea. W Leicester otwierali szampany, a dzień później nie mógł pomóc nawet Drinkwater. Byliśmy świadkami jednego z najwspanialszych momentów w historii futbolu, ale czy muszę cokolwiek dodawać? Wszystko na ten temat zostało już tak naprawdę powiedziane. Teraz pozostaje tylko poczekać, na dalsze działania Pana Vichaia Srivaddhanaprabhy, który będzie miał za zadanie dostarczyć Ranieriemu zawodników na podbój Ligi Mistrzów. Kluczowym będzie jednak utrzymanie trzonu drużyny, a to z pewnością nie przyjdzie łatwo. Myślę jednak, że ta historia na tyle scaliła zespół, że każdy z nich będzie chciał wspólnie zawalczyć o coś więcej.

Na koniec kilka słów od człowieka, który ten piękny sen przeżywał na własnej skórze. Dziennikarz z Leicester, zajmujący się głównie polskim futbolem – Ryan Hubbard. Możecie też wspomóc jego projekt.

‚Niewiarygodne’. ‚Niesamowite’. Nawet te słowa nie są w stanie oddać tego sezonu Leicester. Mała drużyna z ignorowanej części Anglii pokonuje gigantów, wspieranych przez oligarchów. To historia, którą odrzuciły nawet Walt Disney, uznając ją za zbyt naciąganą.

Zapytaj fanów Leicester, o to kiedy uwierzyli w zdobycie mistrzostwa. Większość odpowie – Kiedy Wes Morgan wzniósł puchar. Reszta wciąż nie może w to uwierzyć. Dziennikarze byli zgodni, kiedy pytano ich o przewidywania przedsezonowe – Spadek z ligi. Kibice mieli odrobinę większe oczekiwania. Po tym jak zwolniony został Nigel Pearson, architekt wielkiej ucieczki, wielu zaczęło przyglądać się terminarzowi i stwierdzać, że będzie potrzebna czteropunktowa przewaga nad 18. miejsce, przed udaniem się w ostatniej kolejce na Stamford Bridge.

Zatrudnienie Claudio Ranieriego, który był znany ze skłonności do kończenia na drugim miejscu, również nie zostało przyjęte pozytywnie. Nikt nie rozważał nawet opcji, że Włoch może zaprowadzić drużynę do drugiego miejsca. Martwiono się, jak poradzi sobie w walce o utrzymanie.

Ale nie musieliśmy się martwić.

Tydzień po tygodniu, cele na sezon były ustalane ponownie, a jakiekolwiek myśli o spadku, przestały zaprzątać głowy. Skrzydeł nie podcięła nawet porażka z Arsenalem, ponieważ niebiesko-złota armia Ranieriego odpowiedziała, przekraczając barierę 40 punktów już na początku roku. Pojawiły się także rekordy: 11 meczów z bramką Vardy’ego czy największa ilość punktów w historii występów w Premier League. Ciągle jednak, myśli o ostatecznym triumfie były gdzieś daleko, a bolesna porażka z Arsenalem na Emirates utemperowała oczekiwania. Jednak kiedy rywale przeżywali załamania formy, Leicester nie miał zamiaru zwalniać. Gra w Lidze Europy stała się faktem, następnie to samo z Ligą Mistrzów, aż wreszcie Ranieri musiał przyznać, że jego drużyna walczy o mistrzostwo kraju.

W momencie którym Eden Hazard zdobył wyrównującą bramkę z Tottenhamem, co przypieczętowało tytuł dla Leicester, miasto otrzymało pozwolenie, aby wkroczyć w najbardziej pamiętne dwa tygodnie w historii. Drużyna bohaterów, zespół braci dokonał niemożliwego. Nie tylko zdobyli najbardziej niespodziewane mistrzostwo w historii, ale także umieścili nijakie miasto na mapie.

Po powrocie Leicester do Premier League, właściciel klubu – Vichai Srivaddhanaprabha był wyśmiewany, po tym jak ogłosił, że w ciągu trzech lat chce stworzyć zespół, walczący o europejskie puchary. Kiedy udało mu się w ciągu dwóch lat wygrać Premier League, nie ma głośniejszego śmiechu, niż ten dochodzący z Leicester.

By | 2016-11-12T22:51:31+00:00 Maj 25th, 2016|Bez kategorii, EXCLUSIVE, Leicester City|0 komentarzy

About the Author:

Pasjonat wyspiarskiego futbolu od Brunton Park po Old Trafford.

Zostaw komentarz