Francuska robota

Zacznę inaczej niż zwykle, czyli od kilku faktów. Arsene Wenger to najdłużej pracujący manager w Premier League – 1. października minie 20 lat od objęcia przez Francuza posady w klubie z północnej części Londynu. W tym czasie Arsenal nigdy nie spadł poniżej „słynnej” czwartej pozycji, na której kończył sezon sześciokrotnie, tyle samo ile zostawał wicemistrzem Anglii. Do tego trzy mistrzostwa i pięć razy pozycja na najniższym stopniu podium. Dwukrotnie zdobył puchar Anglii i dwukrotnie puchar Ligi. Może już wystarczy…

Po co ta wyliczanka, którą każdy szanujący się kibic Kanonierów bardzo dobrze zna? Co to ma wspólnego z właśnie zakończonym sezonem? Znów bez tak upragnionego mistrzostwa? Znów z porażką w Lidze Mistrzów i bez jakiegokolwiek pucharu krajowego? Znów bez transferów na miarę jednego z najbogatszych zespołów na świecie? Wbrew pozorom ma i to bardzo dużo.

Większość z Was spodziewała się pewnie, że podsumowanie to będzie przysłowiowym „wylewaniem pomyj” na Wengera i jego zawodników. Znów grali nierówno, zrywami, mecze dobre przeplatali fatalnymi, szczytem bezradności była porażka 0:4 z Southampton. Zawodnicy na przemian błyszczeli i gubili formę. 15 spotkań bez zdobytej bramki przez Giroud obnażyło jego wszystkie słabości, sezon 2015/16 skończył się totalną katastrofą dla Theo Walcotta – efektem czego zabraknie dla niego miejsca w samolocie do Francji. Alexis Sanchez jest sfrustrowany brakiem sukcesów ale sam nie wzniósł się na wyżyny i był to dla niego gorszy sezon niż poprzedni. W bramce pewnym punktem był Petr Cech, ale wejście w sezon nie było w jego wykonaniu najlepsze. Blok defensywny nie stanowił monolitu. Kościelny i Mertesacker to nie Tony Adams czy Sol Campbell. Znów kontuzje nie pozwoliły pokazać pełni możliwości Danny`emu Wellbeckowi, urazy leczyli też Wilshere (który to już raz?!), czy Oxlade-Chamberlain. Ciężko przyczepić się do Mesuta Ozila, który jednak przestał zaliczać seryjnie asysty w 2016 roku. Zbiegło się to w czasie z indolencją strzelecką Giroud – przypadek? Jasnym punktem na pewno był Hector Bellerin, z dobrej strony pokazał się Alex Iwobi. Sezon 2015/16 był ostatnim w barwach Arsenalu dla Artety, Flaminiego czy Rosickiego.

Wenger

Sam nie szczędziłem gorzkich słów Francuzowi w tekście sprzed miesiąca

[Koniec wymówek Panie Wenger] i z niczego się nie wycofuje. To Wenger w głównej mierze jest odpowiedzialny za brak mistrzostwa w tym sezonie. To głównie jego wina, że na koniec sezonu to nie Ozil czy Alexis Sanchez wznosili do góry puchar za wygranie ligi. To jego wina, że Arsenal nie posiada w składzie napastnika gwarantującego minimum 20 bramek w sezonie. To jego wina…  Ok, tak myślałem do momentu w którym Tottenham miał realne szanse na wyprzedzenie Leicester i wygranie ligi, co byłoby dodatkowym ciosem dla kibiców Arsenalu.

Dziś jednak warto zmienić trochę optykę i obecny sezon uznać za umiarkowany sukces. Przecież lepsi od piłkarzy z The Emirates okazali się tylko fantastyczni chłopcy Ranieriego. W tyle zostali wszyscy inni; Tottenham, obie drużyny z Manchesteru, Chelsea czy Liverpool. To Arsenal zdobył małego mistrza „najbogatszych”. To w pozostałych klubach od połowy sezonu mówiono o zmianie trenera lub zmiana ta była już dokonana. To na Stamford Bridge Jose Mourinho zniszczył efekty swojej pracy głupimi ruchami i sztucznymi konfliktami. To na Old Trafford dziennikarze po każdej kolejce zwalniali utytułowanego Holendra. To na Etihad w połowie sezonu ogłoszono, że nieważne czy Pellegrini wygra Ligę Mistrzów i Premier League, tak czy siak jego miejsce zajmie Guardiola. To w końcu Tottenham nie wytrzymał presji i rozsypał się w końcówce sezonu. Arsenal nie wygrał ligi, bo nie wygrał jej w tym roku nikt.

Kanonierzy rozpoczęli sezon fatalnie od porażki z West Hamem. Między siódmą a jedenastą kolejką zaliczyli jednak serię pięciu kolejnych zwycięstw, w tym 5:2 na wyjeździe z przyszłym mistrzem oraz rozbili u siebie 3:0 Manchester United. Arsenal był nawet blisko przechytrzenia wszystkich rywali. Jeszcze po 22 kolejce był na pierwszym miejscu, niestety w dwóch kolejnych meczach zdobył tylko jeden punkt i spadł na trzecią pozycję. Wydaje się, że kluczowa była porażka z lokalnym rywalem z dzielnicy Fulham – Chelsea. Czerwoną kartkę zobaczył w tym meczu Mertesacker i wyglądało to tak jakby piłkarze Arseanlu znów stracili wiarę, że sezon mogą skończyć na szczycie. Przez moment było nawet zagrożenie, że wypadną z pierwszej czwórki co wzmożyło ruch zwolenników zwolnienia Wengera. Na szczęście finał sezonu był zaskakujący i wygrana 4:0 ze zdegradowaną Aston Villą, przy jednoczesnej porażce Kogutów wywindowała ich na drugie miejsce.

Fragment ten radzę opuścić tym kibicom, którzy pamiętają romantyczne czasy futbolu i chcieliby ich powrotu. Cytując Glenna Foya z filmu „Gol!” – „Włosy były dłuższe, spodenki krótsze. Nikt nie płacił 8 milionów za zawodnika.”  Tak, futbol to dziś biznes. I to biznes, w którym obraca się  niewyobrażalnymi pieniędzmi dla przeciętnego człowieka. Kontrakty medialne, sponsorzy na bandach, koszulkach, w nazwie stadionu, koszulkach treningowych, tournee po Azji czy Stanach Zjednoczonych, reklamy, gadżety i oficjalne produkty z logo klubu, wreszcie bilety i karnety. W mojej opinii Arsenal jest najlepiej zarządzanym klubem pod względem finansowym na świecie. Rok po roku notuje kolosalne zyski, sprzedaż karnetów zawsze jest stuprocentowa. Śmiem twierdzić, że gdyby zdecydowali się sprzedać 100% biletów w formie karnetów sezonowych, to rozeszłyby się w mgnieniu oka. Nie może to dziwić, skoro karnety są przekazywane z pokolenia na pokolenie, jak dobra rodowe. Arsenal sezon 2015/16 znów zakończył ogromnym sukcesem finansowym. Miliony funtów znów powędrowały na konta właścicieli. Stan Kroenke nie jest ulubieńcem kibiców Arsenalu, ale udziałowców Kanonierów już tak. Dla niego planem minimum na każdy sezon jest miejsce w Top 4, czyli udział w Lidze Mistrzów, gdzie zarabia się pieniądze oraz zapewnienie dobrej rozrywki kibicom odwiedzającym The Emirates. Sukces w postaci mistrzostwa może być miłym dodatkiem, wisienką na torcie. Plan ten znów został przez 66-latka z Francji wykonany z przybitą pieczątką „Aproved”.

1628

Sezon ledwie się skończył, a Arsenal praktycznie pozyskał już pierwszego zawodnika, który powinien być realnym wzmocnieniem. Granit Xhaka z Borussii Monchengladbach ma zastąpić Rosickiego i Artetę w środkowej strefie boiska. Umowa ma zostać podpisana w ciągu najbliższych 48 godzin. Tak szybki transfer świadczyć może tylko o jednym  Wenger rozpoczął już budowanie drużyny na przyszły sezon. Jest to według mnie efekt rozsądnego zarządzania klubem przez Stana Kroenke – sukces tak, ale nie za wszelką cenę. Na wylocie są wspomniani wcześniej Walcott czy Ox – jeśli pojawią się rozsądne oferty, nikt nie będzie zatrzymywał ich na siłę. Kto jeszcze przewija się w prasowych spekulacjach odnośnie przyjścia do Arsenalu? W pierwszej kolejności mówi się o Alvaro Moracie z Juventusu. Kolejne nazwiska to Benatia (Bayern) czy Xavi Romero (Velez Sarsfield). Czy jest temat NGolo Kante? Trudno w tej chwili jednoznacznie odpowiedzieć na to pytanie. Na Francuza chrapkę mają chyba wszystkie liczące się kluby w Europie. Ibrahimović, Lewandowski, Benzema, Higuain – to lista wszystkich tych, którzy na Emirates na pewno nie trafią. To, że Wenger ma dostać 200 mln funtów na transfery, nie znaczy że wszystkie je wyda. Jesteśmy przyzwyczajeni, że zwykle w przypadku Arsenalu z dużej chmury spada mały deszcz. Czy tym razem będzie podobnie? Okienko transferowe na dobre jeszcze się nie otworzyło i osobiście mam nadzieję na jakiś „hit” na miarę klubu jakim jest Arsenal.

Poniżej opinia Wojtka Guzka, redaktora Highbury.pl.

Kolejny sezon, który miał być tym przełomowym. Kolejny sezon, w którym chłopcy Wengera mieli stać się mężczyznami i na poważnie włączyć się do walki. Pierwszy sezon, w którym zawodzili faworyci i w walce pozostały w zasadzie tylko ekipy z Leicester i sąsiedzi z White Hart Lane. Kolejny zawód. Fani Arsenalu są już w zasadzie przyzwyczajeni do takiego obrotu spraw – Kanonierzy grają dobrze, wygrywają kolejne mecze, przychodzą urazy, przychodzi styczeń i pach. Koniec walki, nokaut, piłkarze liczeni po raz wtóry. Znany scenariusz, który w tym sezonie miał ulec zmianie, do pewnego momentu fani czuli się nad wyraz pewni swego i spokojnie podchodzili do każdego, kolejnego pojedynku. Szyki AFC zostały pokrzyżowane (coś nowego!) przez uraz jednego z kluczowych piłkarzy. Więzadła uszkodził Santi Cazorla i stało się jasne, że walka o tytuł znacznie się utrudni. Ale moment, jednak nie. Nawet pomimo urazu Hiszpana Kanonierzy zdołali odwrócić losy w fazie grupowej LM, a także pokonać Manchester City – w grudniu wydawało się, że najpoważniejszego rywala. Tak naprawdę Arsenalu nie zabiła kontuzja Santiego Cazorli. Arsenal został zabity przez brak jakościowych zmienników i żenującą formę snajperów po Nowym Roku. Olivier Giroud nie trafił do siatki przez 15 spotkań, a Danny Welbeck nie był w pełni gotowy na grę w pełnym wymiarze czasowym co kilka dni. Mimo znakomitej formy Mesuta Özila, który do ostatniej kolejki starał się o pobicie rekordu asyst i jego niesamowitej wizji, szanse na tytuł zostały zagrzebane tak jak zwykle. W spotkaniach ze słabeuszami – porażka ze Swansea, WBA, czy remis z Norwich takiej drużynie jak Arsenal po prostu nie przystoi. I tylko Özila żal.

 

By | 2016-11-12T22:51:32+00:00 Maj 25th, 2016|Arsenal, EXCLUSIVE|0 komentarzy

About the Author:

Zostaw komentarz