Mistrzowie świata w motywowaniu

Stare porzekadło głosi, że z niewolnika nie ma pracownika. Trenerzy osobiści przekonują natomiast, że praca przynosi najlepsze efekty w stanie flow, czyli w okresie największej motywacji. Prawda ta musiała być właścicielom City nieznana, gdyż w połowie sezonu, delikatnie mówiąc, dokonali oni sabotażu na własnej drużynie. Wraz z informacją o przyjściu Pepa Guardioli po sezonie, na Etihad zawitał ogromny spadek formy.

Zacznijmy jednak od początku. Był on niewątpliwie imponujący w wykonaniu Obywateli. Jeszcze przed minioną kampanią szejk Mansour zadbał o to, by ulepszyć odpowiednio skład po przegranej walce o mistrzostwo z Chelsea rok wcześniej. Takie nazwiska, jak de Bruyne, Otamendi, Delph, czy wyrwany Liverpoolowi Sterling, robiły wrażenie. Większość ekspertów twierdziła, że Manuel Pellegrini ma odpowiednie “narzędzia”, by po roku odzyskać tytuł. Władze klubu nie szczędziły pieniędzy na transfery i u progu kampanii wydawało się, że wszystko działa jak powinno. Już po pierwszej kolejce zawodnicy z Etihad rozsiedli się w fotelu lidera dzięki zwycięstwu nad WBA aż 3:0. Aż do 6. kolejki mieli oni na koncie komplet punktów. Niestety spotkania z West Hamem i Tottenhamem zakończyły się porażkami i po meczu z Kogutami Obywatele musieli opuścić pierwsze miejsce. Po rozgromieniu Bournemouth i Newcastle wydawało się, że wszystko wróciło do normy, ale niedługo potem wydarzył się pamiętny bezbramkowy remis z najgorszą drużyną w całej lidze Aston Villą. Na domiar złego już w następnym spotkaniu ligowym The Citizens zostali pokonani na własnym stadionie przez Liverpool. W tym meczu bramkę strzelił (co ciekawe nie głową) fatalny w minionym sezonie Martin Skrtel, co dopełnia tylko obraz tego spotkania. Warto jednak przypomnieć mecz przeciwko drużynie Mike’a Ashleya, w którym to Sergio Agüero zdołał trafić do siatki aż 5 razy.  Do końca rundy jesiennej City doznało porażki jeszcze w spotkaniach ze Stoke i Arsenalem, a konfrontacja z liderem z Leicester zakończyła się remisem. Po 19 kolejkach zawodnicy z niebieskiej części Manchesteru znajdowali się na 3. miejscu w tabeli Premier League.

3FB5E3E1611C09B81162674BC6C00328

Kevin de Bruyne okazał się fantastycznym wzmocnieniem. Belg wszedł do zespołu dopiero w 5. kolejce i z marszu stał się motorem napędowym zespołu. Raheem Sterling poza hat-trickiem z Bournemouth nie zachwycał i z czasem stracił miejsce w podstawowej jedenastce. Nicolas Otamendi zaliczył bardzo słaby początek, ale z czasem nabierał pewności i dopiero w drugiej części sezonu stał się pewnym punktem defensywy The Citizens pod nieobecność Kompany’ego, którego ciągle trapiły kontuzję. Delph natomiast odgrywał marginalną rolę w nowym zespole. Rozgrywki grupowe Ligi Mistrzów zakończyły się dla zawodników City sukcesem – mimo dwóch porażek z Juventusem, zwyciężyli swoją grupę. Początek rundy rewanżowej był dla Obywateli względnie udanym okresem. Niestety 2. lutego potwierdziły się wcześniejsze plotki i władze klubu z Etihad potwierdziły, że po zakończeniu kampanii na ławce trenerskiej miejsce Pellegriniego zajmie Pep Guardiola. Nie chciałbym kwestionować umiejętności hiszpańskiego szkoleniowca i o ile zatrudnienie go wydaje się być sensownym ruchem, to decyzja szejka Mansoura o upublicznieniu tej wiadomości w trakcie rozgrywek była kompletnie nieprzemyślana. Właściwie od tego momentu Obywatele zaczęli spotykać coraz większe problemy. Choć zarówno żaden z zawodników, jak i chilijski trener tego nie przyznają, to informacja ta zadziałała na nich strasznie demotywująco. Dodatkowo chwilę wcześniej, podczas rewanżowego meczu półfinału Capital One Cup de Bruyne doznał poważnej kontuzji kolana. W pół roku belgijski pomocnik stał się kluczowym elementem układanki Pellegriniego i bez niego Obywatele spisywali się znacznie, znacznie gorzej.

manuelpellegrinipepguardiola-cropped_1f88en5f83l0g18qzx6gthfe82

Na szczęście dla The Citizens, absencja lidera środka pola nie przeszkodziła im w zdobyciu pierwszego i jak się okazało, jedynego trofeum w minionym sezonie. W emocjonującym finale na Wembley pokonali Liverpool w rzutach karnych. W Lidze Mistrzów de Bruyne’a na szczęście ominął tylko dwumecz z Dynamem Kijów. Swoimi dwoma bramkami doprowadził swój zespół do zwycięstwa nad PSG i tak Obywatele znaleźli się w półfinale Champions League. Niestety w FA Cup nie było tak kolorowo i The Citizens pożegnali się z Pucharem Anglii po okropnym blamażu. Jak inaczej można nazwać porażkę 5:1? Upsrawiedliwieniem może być jednak rezerwowy skład, jaki wystawił w tym starciu Pellegrini. Informacja o Guardioli i kontuzja Belga praktycznie zbiegły się w czasie i odbiło się to także na dyspozycji Obywateli w lidze. Po porażkach z Leicester, Tottenhamem, czy remisie z Norwich spadli oni na czwarta pozycję. Największym ciosem była dla nich bez wątpienia przegrana w derbach Manchesteru, przez którą wylądowali na najniższej w całym sezonie, szóstej pozycji. Na szczęście zaraz po tym spotkaniu gotowy do gry był Kevin de Bruyne, co od razu spowodowało znaczącą zwyżkę formy. Dopiero sam finisz był rozczarowujący dla zawodników z Manchesteru. W ostatnich trzech spotkaniach zdobyli oni zaledwie 2 punkty i do końca musieli drzeć o miejsce gwarantujące udział w kwalifikacjach do Champions League. Co do Ligi Mistrzów, niestety ekipa Chilijczyka nie wykorzystała ogromnej szansy, jaką był niewątpliwie brak Cristiano Ronaldo w szeregach Królewskich podczas pierwszego meczu rozgrywanego na Etihad. W spotkaniu rewanżowym Obywatele zaprezentowali się fatalnie, czego nie odzwierciedla wynik. Trafienie Garetha Bale’a, bądź jak kto woli, gol samobójczy Fernando był dla nich najniższym wymiarem kary. W ten sposób City zakończyło swój udział w Champions League, który i tak jest dla nich najlepszym wynikiem w historii. Niestety postawa wielu zawodników, a szczególnie odchodzącego po przyjściu Guardioli, Yayi Toure, wołała o pomstę do nieba.

kevin-de-bruyne-3232

Bez wątpienia za wielkie zaskoczenie i plus sezonu można uznać Kelechiego Iheanacho. Nastoletni napastnik wykorzystał praktycznie każdą z danych mu szans, a na koniec wywalczył sobie miejsce w pierwszym składzie obok Kuna. Ostatecznie zakończył sezon z 8 bramkami na koncie. Agüero do końca walczył o złotego buta Barclays Premier League, ale ostatecznie musiał uznać wyższość Harry’ego Kane’a. Mimo wszystko, 24 ligowe bramki to spory dobytek. Szczególnie, jeśli spojrzymy na to, że Argentyńczyk opuścił aż 8 spotkań w lidze.

Podsumowując, trudno jest jednoznacznie ocenić miniony sezon w wykonaniu Obywateli. Czwarta pozycja w lidze oraz nieudany dwumecz z Realem można niewątpliwie uznać za rozczarowanie, ale z drugiej strony zdołali wyśrubować najlepszy wynik w Champions League w swojej historii. Poza tym trudno nazywać sezon ze zdobytym pucharem jako nieudany. Na Etihad nadchodzą jednak ogromne zmiany. Pep Guardiola wraz ze swoją świtą ma za zadanie zmienić panujący w niebieskiej części Manchesteru porządek i rozpocząć panowanie tiki-taki. Jak mu się to uda? Zobaczymy. Wiemy jednak, że pierwszą ofiarą rewolucji będzie były podopieczny Hiszpana z Barcelony – Yaya Toure. Patrząc jednak na jego ostatnie występy, fani Obywateli nie powinni być zaniepokojeni tym faktem…

Na koniec mamy dla Was opinię o sezonie od Patryka Idasiaka – redaktora portalu Retro Futbol, prywatnie kibica The Citizens:

Nie uważam, żeby ten sezon był stracony dla Manchesteru City. Udało się postawić wieżę, z kilku nowych klocków i kilku już trochę już nadłamanych. Nie najpiękniejszą, ale taką, która stoi. The Citizens doszli do półfinału Ligi Mistrzów. Dwumecz z PSG był kompletnym zaprzeczeniem ligowych potyczek i będę go przez długie lata wspominał. Kevin De Bruyne zapewnił nam historyczną słodycz. Lata niepowodzeń w Champions League sprawiły, że ten półfinał jest dla mnie kompletną abstrakcją. Jeszcze niedawno oglądałem rzuty karne z Aalborgiem… Dodając do tego formę ligową, to już w ogóle wynik jest istnym fenomenem. „Rudy” to znakomity transfer na lata, Mangala nauczył się trafiać częściej w piłkę, a Otamendi od początkowo maluczkiego, popełniającego błędy – zamienił się w lwa i stał się liderem defensywy. Swoją drugą młodość przeżywał też Bacary Sagna, jeden z moich prywatnych bohaterów sezonu. Mocno eksploatowany, bo Zabaleta leczył się przez połowę sezonu. Joe Hart bronił tak, że nie chcę tu widzieć w bramce żadnego Ter Stegena. Kilka razy w tym sezonie miałem łzy w oczach. Głównie za każdym razem, kiedy z grymasem bólu schodził Kompany. To jest coś, co boli moje serce bardziej niż przegrana.  Przez Ligę Mistrzów – nieco łagodniej patrzę na katastrofę ligową i mam o to mniejsze pretensje. W sezonie mistrzowskim 13/14 przegraliśmy 6 spotkań, w 14/15 – 7. W tym – aż 10. Nie możesz przegrywać 5x u siebie. Jeśli chcesz walczyć o coś więcej, to w domu musisz mieć twierdzę, jak Mancini w 11/12. Wygrał wszystko, poza jednym remisem. Najśmieszniejsze jest to, że Southampton wskoczył do TOP6, dzięki czemu do bilansu z czołową szóstką wpisano nam pierwszą wygraną. Gdyby tam pozostał West Ham, to Obywatele – czyli jeden z głównych pretendentów do tytułu – nie mieliby ani jednego zwycięstwa z TOP 6. To już jest mały skandal. Mały, bo jednak West Ham pokonujący Manchester United na Upton Park był taką galaretką z bitą śmietaną, truskawkami i tajemniczą substancją, która kasuje Ci pamięć. Do tego jeszcze szczypta fantastycznego finału Pucharu Ligi. To wszystko zakrzywia trochę rzeczywistość, ale ja zawsze patrzę pozytywnie. Upierałem się, że ogłoszenie Guardioli w trakcie sezonu nie wpływało na zawodników. Biję się w pierś – pomyliłem się. Statystyki od tego momentu „pieprzły”. To, co odstawiał taki Yaya Toure jest kompletnym kryminałem. Dziękuję mu za wszystko, ale cały świat wyśmiał go za truchtanie w półfinale Ligi Mistrzów. Czeka nas olbrzymia przebudowa. I nie mówię tutaj tylko o pierwszym okienku. Plan pracy zakłada wdrożenie do seniorskiej ekipy talentów ze szkółki: Adarabioyo, Celina, Manu Garcia, czy dwie najprawdziwsze perełki (zapamiętajcie!) Jadon Sancho (2000) i Brahim Abdelkader Diaz (1999), mieszając tych młodych z doświadczeniem Silvy, Aguero czy Fernandinho. Z klubem pożegna się wiele nazwisk. Na pewno: Toure, DemiLegend. Zapewne: Zabaleta, Kolarov, Caballero. Być może: Fernando, Navas, Delph. Trudno przypuszczać. To boss zdecyduje. Nie chcę się bawić w jakieś śmieszne gierki, w które grają media od ładnych kilku miesięcy. Messi, Neymar, Lewandowski, Alaba. Kurczę, wody. Nie dajmy się zwariować. Jedyne poważne na ten czas nazwisko to Gundogan. Mogę chyba zaryzykować, że to deal done. Jeśli jednak ostatecznie nie dołączy do City, to będzie to tylko i wyłącznie decyzja włodarzy klubu. Uwielbiam naszych dziadków z boków obrony, ale niestety – czasu nie da się oszukać. To jest pozycja, którą trzeba „odnowić”. Powiem wam jeszcze o kim się konkretnie mówi, bez żartów. Przewija się Aymeric Laporte, John Stones (niestety) czy Sime Vrsaljko z Sassuolo. Dziękuję Pellegriniemu za wszystko. Temu uroczemu mężczyźnie, bo taki przylgnął do niego pseudonim– z piosenki, z repertuaru The Smiths. Jednego niestety Inżynier nie potrafił. Reagować na niekorzystny wynik. Nie mogę się doczekać rewolucji Pepa Guardioli. Szczerze? W ogóle się nie boję. To świetny fachowiec. Manchester City marzył o nim od lat. Pep, rób swoje. Zaboli mnie tylko jedno najmocniej. Odejście Zabalety, choć wiem, że to nieuniknione…

By | 2016-11-12T22:51:34+00:00 Maj 24th, 2016|Bez kategorii, EXCLUSIVE, Manchester City|0 komentarzy

About the Author:

Lokalne wcielenie Petera Croucha. Podatny na kontuzje niczym Daniel Sturridge postrach orlikowych bramkarzy. Wiecznie zaspany przez NBA i zajęty co weekend przez Premier League student, zapatrzony w Stevena Gerrarda, tego grubego Ronaldo, Kevina Garnetta, Allena Iversona i Joe Allena, przede wszystkim Joe Allena.

Zostaw komentarz