Niebieski kolos na glinianych nogach

Nad Stamford Bridge pojawiły się ciemne chmury. Tak dramatycznie nie było już od kilkunastu lat. Mistrz pogrążył się w wielkiej agonii i przez cała kampanię raczej egzystował, aniżeli był realnym zagrożeniem dla innych drużyn. Jak i dlaczego niebieski tyran stworzony przez Jose Mourinho, nagle opadł z sil i z kolosa przeobraził się w obiekt drwin?

Początek kryzysu miał narodzić się w Stanach Zjednoczonych podczas przedsezonowego tournée, na którym piłkarze mieli budować formę na trzeci sezon z Portugalczykiem. Dodatkowy tydzień wakacji jaki sprezentował swoim podopiecznym The Special One, nie okazał się dobrym pomysłem i jego zawodnicy wrócili po urlopach z nadwagą (Eden Hazard czy Diego Costa) oraz z nadmierną pewnością siebie, o czym przekonywał w wywiadach między innymi Branislav Ivanović. Brak odpowiedniego podejścia do pracy natychmiast zaowocował w fatalne rezultaty. The Blues w sparingach wyglądali jak cień tytana z poprzedniego sezonu. Portugalczyk – jak podają dziennikarze The Times –na jednym z treningów w USA był tak zdegustowany postawą swoich piłkarzy, że po stracie sporej ilości bramek w przeciągu kilku minut podczas gierki treningowej, postanowił odwołać cały trening.

Fatalną atmosferę w zespole pogłębiły nieudane starty w początkowej fazie sezonu. W starciu z Arsenalem o Tarczę Wspólnoty zawodnicy skarżyli się na jet-lag, co natychmiast spowodowało poczucie chaosu w zespole. Również mecz towarzyski z Fiorentiną był niechętnie akceptowany przez graczy, którzy sądzili, iż nie będą fizycznie przygotowanie na spotkanie ze Swansea, zaplanowane trzy dni po spotkaniu z włoską drużyną. Wśród narzekających graczy był między innymi kapitan – John Terry.

mouuuuuuuu

W przygotowaniach do nowej kampanii nie popisał się także dyrektor sportowy Michael Emenalo, odpowiedzialny za dokonywanie transferów. Mourinho przygotował listę wzmocnień, na której znajdowali się tacy gracze jak Antoine Griezmann, Paul Pogba czy John Stones. O ile pierwszy i drugi (choć The Blues długo walczyli o przekonanie Francuza do przeprowadzki) nie kwapili się, aby opuścić swoje zespoły, to Anglik był chętny zamienić niebieską część Liverpoolu na Londyn. Mimo to ostatecznie – zapewne z przyczyn wygórowanej kwoty odstępnego jakiej oczekiwał Everton – nie udało się dopełnić tej transakcji. Portugalczyk otrzymał za to Pedro, Kenedy’ego, Rahmana Babę oraz Papy’ego Djilobodjiego. O tym ostatnim, jak sam menedżer Chelsea przyznał na jednej z konferencji, nawet nie słyszał. To pokazywało, że Mourinho nie ma pełni władzy w klubie odnośnie transferów. A jeśli Portugalczyk nie może ustawić swoich klocków w taki sposób na jaki ma ochotę, budowla prędzej czy później runie jak kostki domina.

Cały gniew i frustracja jaka narodziła się w Mourinho podczas przygotowań do sezonu, została wylana przez niego w końcówce inauguracyjnego spotkania Premier League ze Swansea, kiedy to dość impulsywnie zareagował na wtargnięcie na boisko przez Evę Carneiro. Piłkarze oraz zarząd klubu byli wstrząśnięci taką reakcją i nie bardzo wiedzieli, po której stanąć stronie. Lekarka z Gibraltaru wraz z drugim lekarzem zostali odsunięci od zespołu, co wywołało jeszcze większą burzę. Do tego doszły niemoralne wypowiedzi na temat pracy sędziów (sławne „jesteś pierdolonym mięczakiem” do Jonathana Mossa podczas przerwy w spotkaniu przeciwko West Hamowi), które FA srogo karała. W klubie zaczęto się zastanawiać, czy aby powoli sytuacja nie zaczyna wypadać The Special One spod kontroli.

carineiromou

Wyniki także nie poprawiały relacji, jaka zapanowała w klubie. Było tak tragicznie, że w październiku zarząd postanowił na oficjalnej stronie opublikować oświadczenie zapewniające, że menedżer ma pełne poparcie kierownictwa klubu i jego posada jest niezagrożona. Dwa miesiące później po porażce na King Power Stadium z Leicester City, Jose Mourinho po raz drugi został wyrzucony ze Stamford Bridge. Na ostatniej pomeczowej rozmowie z dziennikarzem BBC powiedział, że poczuł się zdradzony przez piłkarzy. Miało to się tyczyć rzekomego „kreta”, którego Mourinho szukał w swoim zespole. Głównie dlatego Portugalczyk, po tym jak hiszpańska Marka na trzy godziny przed meczem dowiedziała się o wyjściowej jedenastce jego drużyny na decydujące spotkanie w Lidze Mistrzów przeciwko Porto, postanowił na treningach nie ustawiać składu w ten sposób, w jaki następnego dnia mieli wychodzić na boisku w ligowych starciach. To wprowadzało dodatkowe zamieszanie, które jeszcze bardziej pogłębiło problemy zespołu.

Za sterami klubu w grudniu zasiadł Guus Hiddink, mający za zadanie wprowadzić ponownie niezbędną radość do zespołu, co natychmiast miało przerodzić się w poprawę wyników. Kiedy pierwsze spotkanie po zwolnieniu Mourinho The Blues wygrali, zaczęto snuć domysły, że piłkarze wcześniej grali przeciwko swojemu menedżerowi. Kolejne wyniki natychmiast obaliły te tezę, bowiem drużyna nadal wyglądała przeciętnie i cechowała się głównie odnotowanymi remisami. Chelsea grała wyłącznie zrywami, a to było za mało, aby ponownie wrócić do walki o TOP4.

Niepowodzenie w lidze sprawiło, że wszystkie siły zostały rzucone na puchary: ten krajowy oraz europejski. Niestety, tam również zespół prezentował się mizernie. W ćwierćfinale FA Cup The Blues zostali wręcz ośmieszeni przez Romelu Lukaku, który zabawił się z Cahillem i Azpilicuetą w dość brutalny sposób, zdobywając dwie bramki. W Lidze Mistrzów kopniaka podarowało im PSG. O ile w pierwszym spotkaniu nie było widać różnicy klas pomiędzy obiema drużynami, o tyle na Stamford Bridge było to już aż nadto widoczne. Druga połowa rewanżowego spotkania idealnie oddała sezon w wykonaniu Londyńczyków, która bez walki, bez zaangażowania, bez jakiegokolwiek polotu czekała tylko na końcowy gwizdek. Było to brutalne starcie, ale sprawiedliwie oceniające cały zespół i jego bezbarwność w tym sezonie.

psgche

Przybycie do klubu Hiddinka niejako odbudowało straconą formę kilku piłkarzy. Głównie tyczyło się to Diego Costy (w 14 ligowych spotkaniach pod rządami Holendra trafił 9 bramek) oraz Cesca Fabregasa, powracający do roli reżysera gry. Trudniej miał za to Eden Hazard, dla którego ta kampania była istnym koszmarem. Najlepszego piłkarza poprzedniego sezonu Premier League dopadł horrendalny regres formy. Kiedy grał, był zwyczajnie niewidoczny. Próbował, lecz rzadko kiedy wychodziło. Głównym problemem były oczywiście powracające urazy. Jego zdrowie nie pozwalało mu w drugiej części rozgrywek na rozwinięcie skrzydeł, przez co więcej czasu spędzał w gabinetach lekarskich aniżeli na boisku. Blask odzyskał dopiero w kwietniu, kiedy to począwszy od spotkania z Bournemouth ponownie cieszył się grą i zdobywał efektowne bramki.

Pozytywną stroną fatalnego roku dla klubu jest na pewno młodzież, która ponownie przyniosła do gabloty dwa puchary. Zwycięstwo w młodzieżowym Pucharze Anglii (piąte w ostatnich siedmiu latach) oraz młodzieżowej Lidze Mistrzów (dwa razy z rzędu) potwierdziło po raz kolejny, że Chelsea posiada cholernie uzdolnionych wychowanków. To spowodowało, że dziennikarze niemalże na każdej przedmeczowej konferencji pytali Hiddinka, czy to ten czas, w którym adepci Cobham dostaną swoje „pięć minut”. Holender zwykle wykręcał się odpowiedziami o potrzebnym czasie i barierze pomiędzy futbolem seniorskim, a młodzieżowym. Pomimo tego szansę otrzymali Bertrand Traore, Ruben Loftus-Cheek, a nawet w końcówce sezonu Tammy Abraham. Swój debiut zaliczyli także Jake Clarke-Salter oraz Fikayo Tomori.

W marcu potwierdzono, że drużynę po Mistrzostwach Europy przejmie Antonio Conte. Włoch już kilkukrotnie bywał w Londynie, aby porozmawiać z zawodnikami na temat ich przyszłości. Były menedżer Juventusu chciał klarownych deklaracji czy w klubie mają zamiar zostać tacy piłkarze jak Eden Hazard, Diego Costa oraz Thibaut Courtois. Ten ostatni jest mocno skonfliktowany z trenerem bramkarzy, Christophe Lollichonem, którego metody treningowe nie przypadają mu do gustu. Również nowy kontrakt dla Terry’ego wymagał interwencji Włocha, który to nakłaniał Romana Abramowicza, aby ostatecznie zaoferowano roczną umowę kapitanowi.

Dobrze przepracowane okienko i pozostawienie kluczowych piłkarzy – to dla zarządu klubu z Londynu priorytetowe cele na nadchodzące miesiące. O ubiegłej kampanii należy jak najszybciej zapomnieć i skupić się na odbudowie drużyny. A takie zadanie dla Conte będzie zwyczajnym powrotem do przeszłości.

***

Kilka zdań na temat sezonu w wykonaniu The Blues napisał specjalnie dla nas dziennikarz Sport.pl, a prywatnie fan Chelsea – Michał Zachodny.

Nie wiem, kiedy dokładnie straciłem zainteresowanie tym sezonem. Tym przeklętym, rozczarowującym i cholernie słabym sezonem w wykonaniu Chelsea. Ale to nie było po jakiejś porażce, porażki przestały mnie ruszać w listopadzie. Po prostu patrząc na ten zespół nie widziałem… zespołu. To największy zarzut jaki mogę im zrobić. Przez ostatnie dziesięć miesięcy „The Blues” wyglądali na gości, którzy raz w tygodniu zbierają się akurat na Stamford Bridge i postanawiają pobiegać za piłką. Tak, czasem na kacu.

To wina zarządu, że latem nie dostrzegł totalnego rozprężenia, to wina Mourinho, że poszedł na wojnę zamiast skupić się na cichym układaniu klocków, to wina tych piłkarzy, którzy nigdy nie chcieli się obudzić. I tak straciłem w nich wiarę po nowym roku – odpuściłem oglądanie sobie meczów, częściej nadrabiając z odtworzenia i będąc przygotowanym na kolejną niewytłumaczalną zapaść z jakimś Sunderlandem. Oczywiście bez urazy dla ekipy Sama Allardyce’a. Czasem nie wytrzymywałem i włączałem, bo czytałem na Twitterze, że idzie im dobrze, że to może *TEN* moment w sezonie. Ale wtedy Chelsea nagle traciła dwa gole, znikał jakikolwiek rytm, piłkarze zapominali o piłce. A ja zostawałem z tym wkurzeniem i poczuciem bezsilności. Ostatnio rozmawiałem z kolegą o tym, kogo by wyróżnić za ten sezon, ale szybko się poddaliśmy. Nie ma sensu nikogo wyróżniać. Chelsea w swojej historii zajmowała już tak niskie miejsca – wiadomo – ale nawet wtedy miała i pokazywała ambicję, jakość, przejęcie. Teraz nie było niczego, więc skąd nagle pomysł wyróżniania za najgorszą opcję przeciętności? Szczerze – nie czekam na żadne tytuły w następnym sezonie. Zanim Chelsea znów coś wygra niech wygra sobie na nowo kibiców, których rozczarowały nie wyniki, ale obojętność piłkarzy, zarządu.

Kliknij po więcej.

By | 2016-11-12T22:51:41+00:00 Maj 21st, 2016|Chelsea, EXCLUSIVE|0 komentarzy

About the Author:

Wielbiciel Mourinho, sympatyk Chelsea, maniak filmowy. Kolejność przypadkowa.