Łabędzi śpiew Garry’ego Monka

Angielskie media nie bez kozery są nazywane mistrzami w pompowaniu balonika, a że oczekiwania tamtejszych kibiców są, tak jak w Polsce, niewspółmierne do możliwości, to przy okazji każdego wielkiego turnieju sympatycy Synów Albionu muszą przełknąć gorycz porażki. W przypadku Swansea trudno mówić jednak o bezpodstawnym rozbudzaniu nadziei, gdyż wydawało się, że naprawdę są w stanie pokrzyżować szyki bogatszym rywalom. Niestety fani walijskiego rodzynka w Premier League musieli przez pewien moment drżeć o utrzymanie, mimo fantastycznego początku sezonu, który rozbudził ich apetyty. I tak, zamiast “Jeziora łabędziego” oglądaliśmy na Liberty Stadium łabędzi śpiew Garry’ego Monka, którego zastąpił Francesco Guidolin po nieudanym ugaszaniu pożaru przez Alana Curtisa..

Początek minionej kampanii był dla Swansea naprawdę świetny. Może i nie wystartowali tak efektownie, jak Leicester, ale osiem punktów w pierwszych czterech kolejkach, mimo podejmowania aktualnych mistrzów z Chelsea, czy Manchesteru United, budziło respekt. Swoją drogą, otwierający sezon remis 2-2 na Stamford Bridge był bez wątpienia jednym z ich najlepszych meczów całego sezonu. W każdym z owych czterech spotkań drogę do siatki znajdywał Bafetimbi Gomis, który po udanej końcówce poprzedniego sezonu wydawał się w końcu zadomowiony na angielskich boiskach. Andre Ayew został natomiast okrzyknięty najlepszym letnim transferem w całej Premier League. Syn Abediego Pele nie kosztował przecież Łabędzi ani pensa, a w przeciągu całego sezonu był jednym z najlepszych skrzydłowych w lidze. Niestety okazało się, że te cztery gole, to prawie cały magazynek Gomisa, a Ayew także zaliczył spadek formy pod koniec rundy jesiennej. Wiosną na szczęście wyszedł na prostą, w przeciwieństwie do Jeffersona Montero, który po genialnym początku znikł całkowicie.

aJJWbcp

W następnych jedenastu kolejkach podopieczni Garry’ego Monka zdobyli zaledwie jedenaście punktów. Właściwie pod jego wodzą wywalczyli tylko sześć z nich, bo już po porażce z Leicester w piętnastej kolejce włodarze klubu postanowili pożegnać się z Anglikiem. Jeszcze z Monkiem na ławce zawodnicy z Liberty Stadium odpadli z Capital One Cup na rzecz grającego w Championship Hull City. W tym okresie Swansea wygrała tylko dwa razy – z najgorszą w całej lidze Aston Villą i West Bromwich Albion. W dwóch konfrontacjach z okupującym dziewiętnaste miejsce Sunderlandem wywalczyli tylko punkt. Oprócz słabej skuteczności pod bramką przeciwnika zawód budziła z pewnością gra w defensywie, gdyż po udanym poprzednim sezonie, w którym Łukasz Fabiański walczył z Joe Hartem o złote rękawice, Łabędzie zaczęły tracić bardzo dużo bramek. 13. stycznia na Liberty Stadium Czarne Koty strzeliły Łabędziom aż cztery gole i właśnie po tym spotkaniu postanowiono zatrudnić nowego menedżera. Aż do tej pory zespołem kierował tymczasowy trener Alan Curtis. Monk większość kariery zawodniczej spędził właśnie w Swansea. Pożegnanie z człowiekiem tak zżytym z klubem musiało być z pewnością trudną decyzją dla właścicieli. Mimo młodego wieku zaliczył przecież dobry start, kiedy zastąpił Michaela Laudrupa i w swoim pierwszym, pełnym sezonie doprowadził zespół do ósmego miejsca w tabeli Premier League. Sytuacja wymagała jednak drastycznych środków, gdyż Swansea zajrzało w oczy widmo spadku. Mimo otrzymanej szansy, Curtis ani trochę nie sprawdził się w roli strażaka. Właściwie pogorszył sytuację Łabędzi, bo Monk opuścił zespół, gdy zajmował piętnastą pozycję. Trzeba jednak oddać Curtisowi, że w swoim ostatnim spotkaniu poprowadził Swansea do zwycięstwa z Watfordem. Była to pierwsza wygrana od wspomnianego meczu przeciwko WBA. W międzyczasie, 10. stycznia, Swansea odpadło z FA Cup już w pierwszym spotkaniu, z grającym w League Two Oxford United. Walijczyk pozostawił drużynę na ostatnim, bezpiecznym miejscu i 18. stycznia miejsce na ławce trenerskiej zajął Francesco Guidolin, a jego poprzednik wrócił do swojej wcześniejszej roli w sztabie szkoleniowym.

francesco-guidolin-cropped_lwt12fpzuo9g14syjtmytjvw5

Nie jest tajemnicą, ze najlepiej współpracuje się ze swoimi, sprawdzonymi ludźmi. Włoch przyszedł do Walii w środku zimowego okienka transferowego, ale mimo to zdążył sprowadzić jednego zawodnika na Liberty Stadium. Guidolin zarzucił sieci na Alberto Paloschiego z Chievo Verona, z którym współpracował kilka lat temu w Parmie. Napastnik miał za sobą względnie udaną rundę, gdyż w 21 spotkaniach Serie A zaliczył osiem trafień i jedną asystę. Transfer budził jednak wątpliwości, ponieważ mierzący zaledwie 183 centymetry Włoch wydawał się być zbyt wątły na warunki Premier League. Tak włoski menedżer przystąpił do pracy. Swoją kadencję na Liberty Stadium zaczął z wysokiego C – pokonał Everton na wyjeździe. Krótko przed przyjściem Guidolina do swojej normalnej dyspozycji powrócił Gylfi Sigurdsson, który w przeciwieństwie do reszty kolegów nie zaliczył początku poprzedniej rundy do szczególnie udanych. Islandczyk był motorem napędowym Łabędzi i ciągnął na swoich barkach drużynę, kiedy Ayew po raz kolejny wpadł w dołek. Pod wodzą Włocha Swansea rozpoczęła udaną passę. Do końca sezonu przegrali zaledwie pięć razy, a dwadzieścia pięć punktów zdobyte w szesnastu meczach z Guidolinem na ławce pozwoliło im awansować na dwunaste miejsce. Dwa najlepsze spotkania Łabędzi to prawdopodobnie mecze z trzydziestej szóstej i trzydziestej siódmej kolejki, w których zdołali oni pokonać wyżej notowany Liverpool oraz West Ham w świetnym stylu, aplikując im kolejno trzy oraz cztery bramki. Niestety swoistą łyżką dziegciu w beczce miodu może być dla szkoleniowca wspomniany wcześniej transfer. Paloschi strzelił zaledwie dwa gole w dziesięciu meczach, a w ostatnich trzech spotkaniach nie znalazł się nawet w kadrze meczowej.

10_questions_sigurdsson-xlarge_trans++8a-22Vlh2P_oUKqIJlQj6xxo7k3IcFzOpcVpLpEd-fY

Tego sezonu sympatycy Łabędzi nie mogą zaliczyć do udanych. Koniec końców kampania nie skończyła się dla nich najgorzej, ale z pewnością przed sezonem liczono w Walii na zdecydowanie więcej. Jako, że prowadzę blog “Szwabskim okiem” to nietrudno domyślić się, że jestem kibicem Liverpoolu. Swansea jednak zawsze było bliskie memu sercu i życzę im jak najlepiej. Z bólem serca czytam plotki mówiące o powrocie Joe Allena do Walii, ale jeśli naprawdę wróci on na Liberty Stadium, to mam nadzieję, że będzie tam grał pierwsze skrzypce. Po cichu liczę też na powrót do Premier League wygnanego z Anfield Brendana Rodgersa i reaktywację słynnej “Swansealony”. Jeżeli Wilfried Bony i Walijski Pirlo rzeczywiście wrócą do Swansea, to moim zdaniem Łabędzie sporo namieszają w sezonie 2016/2017.

Na koniec mamy dla Was kilka słów od Macieja Łaszkiewicza, założyciela największego polskiego fanpage’a o  Łabędziach – Swansea City Polska:

To nie był wymarzony sezon dla Swansea. Zapowiadało się pięknie, kilka pierwszych meczów pokazało, że Łabędzie są w stanie powtórzyć wynik sprzed roku i znów walczyć o europejskie puchary. Kapitalnie do zespołu wprowadził się Andre Ayew, gola za golem strzelał Gomis, ale szybko coś się zaczęło psuć. Garry Monk trochę się pogubił, u piłkarzy widać było coraz mniejsze zaangażowanie i klub musiał reagować. W grudniu z ciężkim sercem zwolniono Monka, to był też gigantyczny cios w finanse klubowe, bo odprawa przy rozwiązywaniu umowy wynosiła 3 miliony funtów. Wyniki trochę się poprawiły, zarząd szukał nowego menedżera, przez długi czas drużynę prowadziła legenda klubowa – Alan Curtis, ale klub w końcu znalazł Francesco Guidolina i jego przyjście do Walii wraz ze swoimi asystentami znacznie pomogło drużynie. Udało się uratować sezon i zapewnić miejsce w Premier League na kolejny rok. Nie działo się to w olśniewającym stylu, bo Włoch promuje typowo defensywny styl gry, wiele meczów Swansea wygrała po 1-0, ale to kwestia poboczna.

Formę odnalazł Gylfi Sigurdsson, sprzedano z zyskiem Jonjo Shelvey’a, na którego kibice nie mogli już patrzeć. Martwi zdecydowanie słabsza forma Łukasza Fabiańskiego, również w kontekście EURO 2016. Łukasz ma za sobą o wiele gorszy sezon niż jego pierwszy na Liberty Stadium. W tej chwili głównym problemem drużyny jest brak rasowego snajpera. Bafetimbi Gomis miał przebłyski, ale niestety nie jest snajperem najwyższej klasy jakimi byli Wilfried Bony czy Michu. Alberto Paloschi dostał kilka szans, strzelił 2 gole, ale kibice oczekują od niego zdecydowanie więcej.

Latem najprawdopodobniej czeka nas przebudowa drużyny i nie wiemy czy klub zdecyduje się na kontynuację współpracy z Guidolinem czy też znajdzie kogoś innego. Krążą plotki o sprzedaniu znacznej części udziałów amerykańskim biznesmenom, co mogłoby mieć pozytywny wpływ na klub. Niestety kibice są zaniepokojeni (żeby nie powiedzieć wściekli), że zarząd robi to wszystko za ich plecami, mimo że zdanie fanów od zawsze miało największy wpływ na to, co działo się w Swansea.

Kliknij po więcej.

By | 2016-11-12T22:51:43+00:00 Maj 20th, 2016|Bez kategorii, EXCLUSIVE, Swansea City|0 komentarzy

O autorze:

Lokalne wcielenie Petera Croucha. Podatny na kontuzje niczym Daniel Sturridge postrach orlikowych bramkarzy. Wiecznie zaspany przez NBA i zajęty co weekend przez Premier League student, zapatrzony w Stevena Gerrarda, teog grubego Ronaldo , Kevina Garnetta, Allena Iversona i Joe Allena, przede wszystkim Joe Allena.

Dodaj komentarz