Niczego nie żałuję – wywiad z Arturem Krysiakiem

Trafił na Wyspy w wieku 17 lat. Przeszedł przez szczeble szkolenia w Birmingham City, ale nie przebił się do pierwszej drużyny. Swoje miejsce odnalazł w Exeter City, a następnie w Yeovil Town, na pograniczach zawodowej piłki w Anglii. Wciąż wierzy jednak, że to co najlepsze jeszcze przed nim i gdzieś tam czeka przepustka do wielkiego futbolu. 

Zacznijmy od początku. Jak trafiłeś do Birmingham City?

Byłem na zgrupowaniu kadry młodzieżowej, wraz ze mną był też Alex Cisak, który grał w Anglii (dziś zawodnik Leyton Orient). Dużo rozmawialiśmy, mówił mi jak to wszystko wygląda i że jest zadowolony. Jakiś czas po zgrupowaniu zadzwonił do mnie jego menedżer i zaproponował testy. Najpierw trafiłem na dwa tygodnie do Swansea, potem byłem jeszcze w Cardiff City, a na sam koniec właśnie w Birmingham. Z tego co wiem, wszystkie trzy kluby były zadowolone z tego co pokazałem i chciały podpisać ze mną umowę. Zdecydowałem się na Birmingham, ponieważ tam widziałem największe szanse rozwoju.

Z perspektywy czasu jak oceniasz ten ruch? Czy nie lepiej było wybrać chociażby Swansea?

Mądry Polak po szkodzie (uśmiech). Teraz jak się patrzy na Swansea – czołowy klub Premier League – to można się zastanawiać. Może to był błąd, może nie, ale wtedy Swansea było zdecydowanie niżej w hierarchii, grali na trzecim poziomie rozgrywkowym, Birmingham miało o wiele lepszą renomę. To miało wtedy wpływ na mój wybór.

Pozostając przy Swansea. Trafiłeś tam później na wypożyczenie i rozegrałeś kilka spotkań. Czy już wtedy dało się odczuć, że ten zespół ma szansę za kilka lat zadomowić się w Premier League, a nawet awansować do europejskich pucharów?

Tak, dało się to odczuć, tę atmosferę i chęć odniesienia sukcesu. Poziom treningów i umiejętności indywidualnych był bardzo wysoki. Prowadził ich bardzo dobry trener – Roberto Martinez. Klub prowadził dobrą politykę kadrową i wszystko to złożyło się na tak wielki sukces.

Miałeś przyjemność spotkać na swojej drodze piłkarzy, którzy dziś grają w Premier League takich jak np. Joe Allen. Czy patrząc wtedy na jego grę, widzieliście, że prędzej czy później będzie grał w najwyższej klasie rozgrywkowej? Czy raczej do wszystkiego doszedł ciężką pracą?

Joe Allen na pewno jest zawodnikiem, który na swój sukces ciężko zapracował. Miał też to szczęście, ze Roberto Martinez na niego stawiał, więc musiał mieć „to coś”. Było widać wielki talent, ale bez ciężkiej pracy nie byłby tu, gdzie jest teraz. Allen bardzo dobrze się zapowiadał, otrzymał swoją szansę i w odpowiedni sposób ją wykorzystał.

Zetknąłeś się też z Garrym Monkiem – wtedy zawodnikiem, a później trenerem klubu z Walii. Jak go zapamiętałeś? Czy w tym krótkim czasie, kiedy byłeś w drużynie Łabędzi miałeś z nim jakiś kontakt?

Monk to świetny człowiek – na boisku ale i prywatnie – bardzo dobrze go wspominam. W Swansea to człowiek-legenda. Na boisku potrafił krzyknąć na chłopaków, kiedy trzeba było ustawić drużynę, ale też potrafił trafić do kolegów spokojem i opanowaniem. Kiedy byłem już w Exeter, graliśmy sparing ze Swansea. Podszedł do mnie i chwilę porozmawialiśmy, bardzo fajnie się zachował.

13236243_1043738802338902_423263850_n

Wróćmy do początku czyli do Birmingham. W Polsce byłeś zawodnikiem SMS Łódź, nie miałeś styczności z piłką seniorską. Czy jesteś w stanie porównać treningi w Polsce, z tym co zobaczyłeś po przyjeździe do Anglii?

Ogólnie mówiąc treningi w Anglii są bardziej intensywne, trenerzy zwracają uwagę na szczegóły. Między trenerem bramkarzy a zawodnikiem wytwarza się specyficzna więź, czasami nawet na stopie koleżeńskiej. Jest to bardzo fajne, bo obaj wiemy jak ciężka jest to pozycja, jakie popełnia się błędy, jak po nich się czuję i jest to duże wsparcie.

Mówi się o polskiej szkole bramkarskiej i można uważać Cię za jej przedstawiciela – w końcu zagrałeś już ponad 250 spotkań na szczeblu centralnym w angielskich rozgrywkach. Zgadzasz się z dobrą opinią o golkiperach znad Wisły?

Wiesz, ciężko mi powiedzieć czy można mnie nazwać przedstawicielem polskiej szkoły bramkarskiej. Oczywiście my Polacy lubimy o tym mówić, ale wydaje mi się, że coś takiego nie istnieje. Pozycja bramkarza jest specyficzna, tylko ciężka praca i koncentracja, mogą doprowadzić Cię do osiągnięcia sukcesu.

Jesteś pierwszym bramkarzem Yeovil Town. Wcześniej również dużo broniłeś w Exeter, jednak początki nie były tak udane. Pojawiały się wypożyczenia do innych klubów. Nie przeszła Ci gdzieś myśl o ewentualnym powrocie do kraju?

Wyjechałem z Polski kiedy miałem 17 lat. Wypożyczenia w tym wieku są czymś normalnym. Nie miałem myśli o powrocie. Nic mnie tam nie ciągnęło ani sportowo, ani prywatnie. Mój okres dorastania nie był łatwy, wychowałem się w „złej” dzielnicy, gdzie bardzo łatwo było zejść na złą drogę. Mógłbym długo opowiadać, o tym czego doświadczyłem. Na szczęście rodzice robili wszystko, żeby wysłać mnie do Szkoły Mistrzostwa Sportowego, prywatnej szkoły. Też nie było im lekko związać koniec z końcem. Nie chciałem tam wracać. Byłem szczęśliwy, że udało mi się wyrwać, grać w piłkę i nie skończyć jak inni, w jakieś bramie pijąc wino. Bardzo dużo się tu nauczyłem, poznałem fajnych ludzi, trenowałem z Joe Hartem, Benem Fosterem. Mam bardzo dużo wspomnień i powrót nigdy nie chodził mi po głowie.

Twój wyjazd do Anglii jest podobny do Wojtka Szczęsnego, który również w młodym wieku wyjechał na Wyspy. On miał jednak nazwisko i zapewne większe wsparcie. Myślisz, że miałeś szanse być tu, gdzie teraz Wojtek?

Nie wiem. Naprawdę ciężko było się przebić do pierwszej drużyny, gdzie byli naprawdę świetni i doświadczeni bramkarze. Dodatkowo jednym z moich konkurentów był Jack Butland, dziś reprezentant Anglii więc trafiłem na stosunkowo mocnych konkurentów. Ciężko mi to ocenić. Czasami trzeba mieć trochę szczęścia. Wojtkowi się udało, prócz szczęścia miał duży talent i sam sobie na to zapracował. Czy pomogło mu nazwisko? Z mojej perspektywy nie jestem w stanie tego ocenić. On i Łukasz Fabiański zaczynali od gry w Arsenalu i potem trafili do „gorszych” klubów. Ja wierzę, ze idę odwrotną drogą. Zaczynam od League One i League Two, zdobywam doświadczenie. Mój wiek pozwala mi myśleć, że jeszcze wszystko przede mną.

Wspomniałeś swój wiek – 27 lat. Czy z takim doświadczeniem, masz jeszcze swoich idoli, na których się wzorujesz? Czy może już tylko patrzysz na siebie i szlifujesz swoje umiejętności?

Uważam, że zawsze warto mieć idoli i wzorować się na tych najlepszych. Spójrz na Gigi Buffona. 40 lat i taka seria bez puszczonej bramki, Joe Hart – wspaniały bramkarz. Kiedyś moim idolem był Jerzy Dudek, do dziś jestem jego wielkim fanem. Miałem przyjemność poznać go osobiście po wygraniu Ligi Mistrzów przez Liverpool. To było dla mnie niesamowite przeżycie. Uważam, też że od każdego bramkarza można się czegoś nauczyć. Dla mnie w tej chwili wzorami do naśladowania są Buffon, Hart i Casillas.

Jesteśmy na finiszu sezonu 2015/16. Zbiegł się z końcem Twojego kontraktu*. Czy masz już plany na przyszłość? Planujesz już następny krok?

Rozmawiam z Yeovil na temat nowej umowy. Jest za wcześnie, żeby powiedzieć coś więcej. Mamy nowego menedżera – Darrena Way’a. Widać zdecydowaną poprawę w naszej grze. Jesteśmy teraz naprawdę ciężkim przeciwnikiem dla rywali. Jeżeli utrzymamy taką dyspozycję w przyszłym sezonie, będziemy chcieli włączyć się w walkę o czołowe lokaty. Dlatego myślę, że Yeovil to dobre miejsce na kontynuowanie kariery.

* Wywiad przeprowadzono w zeszłym tygodniu. Kilka dni później Artur podpisał nowy kontrakt z klubem. 

Ten sezon to prawdziwa huśtawka nastrojów dla kibiców Yeovil. Nie zapowiadało się, że uda się Wam utrzymać w League Two. Czy jako zespół jesteście zadowoleni z zakończonego sezonu?

Tak jesteśmy zadowoleni. W okresie świąt Bożego Narodzenia mieliśmy na koncie tylko 11 punktów i wyglądało to bardzo źle. Po zmianie menedżera odbiliśmy się od dna. Zatrudnienie Way’a to bardzo dobry ruch właścicieli klubu i mam nadzieję, że kibice też tak uważają.

Darren Way to profesjonalista. Kiedyś miał wypadek samochodowy i jeździł na wózku. Pracował wtedy w klubie jako bank informacji, zajmował się analizą gry przeciwników. Teraz jako trener czerpie z tamtych doświadczeń i praktycznie każdego rywala mamy rozpracowanego w najmniejszych szczegółach. Ilość informacji jakie dostajemy przed meczami jest ogromna. Jesteśmy pod wielkim wrażeniem. Myślę, że nie jeden klub z wyższej klasy rozgrywkowej, nie ma tak dobrze rozpracowanego przeciwnika.

Ty osobiście zgarnąłeś kilka nagród, w tym tą najcenniejszą czyli zawodnika sezonu, przyznawaną przez kibiców Yeovil. Czy ta nagroda może wpłynąć na Twoją decyzję dotyczącą nowego kontraktu?

W jakimś stopniu na pewno. Moim celem jest granie w jak najwyższej klasie rozgrywkowej. Czasami trzeba jednak spojrzeć z innej perspektywy. Dziś uważam, że nowy menedżer może doprowadzić nas do sukcesu i niekoniecznie muszę szukać nowego klubu, żeby zagrać w League One.

Czy gdyby zgłosił się po Ciebie klub z dwóch najwyższych klas rozgrywkowych w Polsce, rozważyłyś propozycję?

Nie zamykam się na powrót do Polski. Oczywiście każdą ofertę musiałbym przeanalizować i poznać plany klubu względem mojej osoby. Czy będzie dobra dla mojego rozwoju, czy będę tam pasował. Póki co nie było takich sygnałów, więc możemy sobie o tym spokojnie podyskutować (śmiech).

Dziękuję za rozmowę.

By | 2016-12-15T13:11:49+00:00 Maj 19th, 2016|Bez kategorii|0 komentarzy

About the Author:

Zostaw komentarz