Nic nie boli tak, jak rozczarowanie

Wczorajszego meczu wyczekiwałem od kilku miesięcy. Na początku nieśmiało wierzyłem w zwycięstwo Liverpoolu w rozgrywkach Ligi Europy, ale z każdym kolejnym meczem The Reds utwierdzali mnie w przekonaniu, że są w stanie dokonać czegoś wielkiego. Zawodnicy z Anfield pięli się po szczeblach fazy pucharowej i nagle okazało się, że zagrają w wielkim finale w Bazylei.

Z tego miejsca chciałbym także przeprosić Was za przestój w pisaniu „Szwabskim okiem”. Na szczęście egzamin dojrzałości mam już za sobą, więc wszystko wraca do normy.

Po pokonaniu United, fantastycznym dwumeczu przeciwko BVB i wygranej z Villarealem wydawało się, że sezon może zakończyć się tylko i wyłącznie zwycięstwem w całych rozgrywkach. Jürgen Klopp zagrał all in i po tym, jak The Reds zajęli ósmą lokatę w Premier League, stało się oczywiste, że od wyniku finału będzie zależała nie tylko ocena minionej kampanii, ale także powodzenie w przyszłej, bowiem tylko wygrana dawała Liverpoolowi miejsce w europejskich pucharach.

Pierwsza część spotkania była świetna, a Liverpool po początkowych dziesięciu minutach całkowicie przejął inicjatywę. Daniel Sturridge fantastycznym strzałem z fałsza otworzył wynik spotkania i z kolejnymi minutami wydawało się, że The Reds będą mieli łatwiejsze zadanie, niż oczekiwano przed meczem. Niestety wydarzenia boiskowe sprzed bramki Stu oraz bezpośrednio po niej to całkowita kompromitacja składu sędziowskiego. Grzesiu Krychowiak wraz z kolegami pomylił dyscypliny i postanowił sobie pograć w siatkówkę czy szczypiorniaka.

  • Bez wątpienia to pierwsza sytuacja była największym błędem Stevie Wondera Jonasa Erikssona i jego asystentów. Roberto Firmino nie tylko został sfaulowany w polu karnym, ale obrońca Sevilli dodatkowo zagarnął piłkę ręką, czym uniemożliwił powodzenie akcji Liverpoolu.

  • W drugiej sytuacji co prawda trudno ocenić czy zagranie Adila Ramiego było celowe. Nie miało ono także znacznego wpływu na przebieg gry, ale gdyby szwedzki arbiter wskazał jedenasty metr, to nikt z Sevilli nie mógłby mieć do niego pretensji.

 

CiwwIFQWsAIgtf1

  • W sytuacji trzeciej natomiast, Grzegorz Krychowiak zablokował podanie prostopadłe prowadzące do sytuacji sam na sam. Swoją drogą, pozycja siatkarska, czyż nie? Sprawdziłby się chyba na przyjęciu. Grzesiu wiele lat spędził w Bordeaux i Reims, więc z Antigą na pewno by się dogadał. Czas chyba zmienić dyscyplinę. Tylko rola Andrzeja Grabowskiego z filmu Skrzydlate Świnie oddawała w tamtym momencie moje odczucia.

Po ogłoszeniu składów zaniepokoiłem się, bo zobaczyłem Joe Allena na ławce. Gdy spojrzało się na Krychowiaka, Banegę czy N’Zonziego w protokole meczowym, nie trudno było się domyślić, jak może skończyć się wystawienie Milnera w środku. Hames oczywiście nie zawiódł, ale jego przyzwyczajeń nie da się oszukać. On i tak będzie biegał po prawym skrzydle, więc po co dublować pozycję i ustawiać tam Adama Lallanę? Adaś nie zagrał fatalnego meczu, ale przez ustawienie, jakie wybrał Klopp, w drugiej połowie Liverpool dostał sowity wpierdol w środkowej części boiska. Zresztą nie tylko w tej strefie. Nie mam jednak wątpliwości, że ze Zbawicielem w pierwszym składzie gra wyglądałaby inaczej.

Fatalne sędziowanie nie może jednak usprawiedliwić porażki The Reds w całym meczu. Liverpool przegrał ten finał na własne życzenie. Zawodnicy po przerwie zapomnieli chyba zabrać z szatni cojones, które Klopp wytrwale doszywał im od swojego przyjścia. W drugiej połowie zawodnicy z Anfield byli kompletnie bezradni. Nie pamiętam tak słabego występu w ich wykonaniu. Po meczu dowiedziałem się, że w finale występował Philippe Coutinho. Jeśli na nim mamy budować wielki Liverpool, to średnio widzę naszą przyszłość. Cou nie jest już młodym talentem (chociaż za takiego ma go nadal FA), wkracza w najlepszy wiek dla piłkarza, a ciągle nie potrafi ustabilizować formy. Następny sezon powinien być dla niego chwilą prawdy. Alberto Moreno pomylił natomiast drużyny. Najlepszym podsumowaniem występu wychowanka Sevilli jest post Jamiego Carraghera po meczu. Carra niedługo potem usunął ten wpis, ale trudno nie przyznać mu racji.

 

13228040_975137289230127_934219016_n

Najbardziej boli mnie to, że Liverpool przegrał w taki sposób. Łatwiej byłoby pogodzić się z porażką, gdyby okoliczności były inne. Po tym wszystkim było trudno opanować nerwy na wodzy. Nie mogłem zasnąć i zacząłem pisać podsumowanie sezonu LFC. Tekst jest już gotowy i wleci niebawem. Jak widać, są jednak jakieś pozytywne skutki tej przegranej. Mawia się, że nic nie buduje drużyny tak, jak wspólna porażka. Mam nadzieję, że ten mecz pomoże Kloppowi stworzyć coś wielkiego na Anfield. Oby ten mecz nie pokrzyżował planów pozyskania Götze i innych domniemanych transferów…

By | 2016-11-12T22:51:45+00:00 Maj 19th, 2016|Bez kategorii, Liverpool, Slider, SZWABSKIM OKIEM|0 komentarzy

Udostępnij ten wpis znajomym!

About the Author:

Lokalne wcielenie Petera Croucha. Podatny na kontuzje niczym Daniel Sturridge postrach orlikowych bramkarzy. Wiecznie zaspany przez NBA i zajęty co weekend przez Premier League student, zapatrzony w Stevena Gerrarda, tego grubego Ronaldo, Kevina Garnetta, Allena Iversona i Joe Allena, przede wszystkim Joe Allena.

Zostaw komentarz