Apetyt rośnie w miarę jedzenia? Sinusoidalny sezon Watford

Przed sezonem cel był jasny: utrzymanie. Quigue Sanchez Flores wraz z zawodnikami szybko postawione przed sobą zadanie wykonali. To jednak wcale nie nasyciło Gino Pozzo, właściciela klubu, dla którego – według jego opinii – można było z zespołu wycisnąć znacznie więcej. Doprawdy?

Kaprysy właściciela szybko przerodziły się w drastyczne decyzje. Hiszpański menedżer w kolejnym sezonie nie poprowadzi już Szerszeni. Biorąc pod uwagę wyniki, trudno nie polemizować z tą decyzją. Półfinał Pucharu Anglii oraz wyjątkowo dobre siódme miejsce na półmetku rozgrywek, a ostatecznie zajęcie lokaty o sześć oczek niższej? Sami przyznajcie, że dla beniaminka wyczyn więcej niż przyzwoity.

Przed sezonem Watford nie szalało na rynku transferowym. Wzmocnienia w postaci Jose Manuela Jurado czy Etienne’a Capoue powodowały, że eksperci zgodnie typowali ich do spadku. Flores jednak wykazywał pełną rozwagę i przede wszystkim trafił z wzmocnieniami w obronie. Za darmo utworzył człon defensywy – wypożyczając z Chelsea Nathana Ake oraz ściągając za darmo Allana Nyoma, Miguela Britosa czy Sebastiana Prodla. Cała czwórka nie kosztowała majątku, a dała odpowiednią stabilizację w tyłach, która pomogła puścić wodzę fantazji w ofensywie.

sanchezflores

A tam szalał nieprzewidywalny duet – Odion Ighalo oraz Troy Deeney. Ta para napsuła niejednokrotnie krwi najlepszym drużynom w Anglii. Przez pewną część sezonu Ighalo znajdował się nawet w czubie klasyfikacji strzelców, penetrując zasieki obronne rywali seriami. Na jego markowy zwód nabierali się dosłownie wszyscy. Nigeryjczyk od 28 listopada do końca grudnia w sześciu kolejkach „podarował” przeciwnikom 7 bramek. Wraz z nowym rokiem coś pękło, a magia uleciała niczym bańka mydlana. Dwie bramki w Premier League od początku stycznia spowodowały, że Watford zaczęło spadać w tabeli, a całą odpowiedzialność za zdobywanie bramek spadła na Troya Deeneya, który w jakimś tam stopniu sobie poradził. Co najważniejsze – trafiał regularnie i bez pomocy od żadnego z kolegów potrafił ciułać punkty.

Największym mankamentem drużyny Floresa było uzależnienie od dwójki napastników. Trzeci w klubowej klasyfikacji strzelców Ahmen Abdi zaledwie dwukrotnie zdołał pokonać bramkarza rywali. To pokazuje, jak kluczowy okazał się spadek formy Ighalo. Zgodnie ze statystykami – od czasu rozpoczęcia jego blokady Watford zdołało ugrać ledwo 15 punktów (średnio 0,83 na mecz). Żeby sprecyzować – w pierwszej fazie sezonu ta średnia wyniosła 1,52 punktu na mecz.

Taki regres wywołał niepokój u właścicieli. Gino Pozzo obawiał się natychmiastowego odwrócenia karty w kolejnym sezonie i trwania obecnego marazmu w nadchodzącej kampanii. Decyzja właściciela o zwolnieniu Floresa była o tyle prosta, że w kontrakcie Hiszpana wpisana została klauzula, która umożliwiała obu stronom zakończenia współpracy po roku. Dla Włocha, nielubiącego wydawać wielkich pieniędzy, to idealna sytuacja. To także głównie przez aspekty finansowe nie została przedłużona umowa architektowi awansu do Premier League. Slavisa Jokanović otrzymał od Pozzo niegodziwe warunki finansowe i po roku intensywnej pracy musiał opuścić Vicarage Road.

ighalodeeney

Właścicielowi nie spodobało się także, jak Flores wykorzystał graczy, których dostarczył mu zarząd za ogromne –jak na warunki finansowe klubu – pieniądze. Mowa tutaj o styczniowym nabytku z Malagi – Nordinie Amrabacie oraz ubiegłorocznym transferze Valonie Behramim. Obaj nie mogli sobie znaleźć miejsca w układance Szerszeni i byli zazwyczaj odsunięci na boczny tor.

Właściciel Watford (jak pokazują jego czyny) jest bezwzględny w swoim dążeniu, do stworzenia klubu w Premier League o określonym budżecie. Nawet jeśli oznacza to rezygnację z takich wykwalifikowanych menedżerów jak Flores, który nadzorował tę kampanię z wdziękiem, humorem i z najlepszymi garniturami w historii angielskiej ekstraklasy.

Dla Floresa zwolnienie nie jest oczywiście końcem świata. Hiszpan nadal jest ceniony, ponieważ rynek zdaje sobie sprawę, z jakimi trudnościami zmagał się pracując dla beniaminka. Piłkarze z osiemnastu narodowości (wyobrażacie sobie odprawy taktyczne?), brak odpowiedniego budżetu oraz klasowych zawodników w przodzie – z tym wszystkim sobie doskonale poradził. „Moje CV jest bardzo dobre i nie czuję, że muszę cokolwiek udowadniać. Wiem, na co zasługuję. Jestem szczęśliwy i spokojny o swoją przyszłość” – twierdzi Hiszpan.

ighaloharry

Podczas sezonu brakowało jakichkolwiek kontrowersji, oprócz jednego małego „przewinienia” kapitana. Troy Deeney w kwietniu udał się na imprezę Soccer AM organizowaną przez telewizje Sky Sports. Oczywiście klub zgodził się i podarował Anglikowi dzień wolnego, ale kolejnego dnia Deeney punktualnie miał stawić się na treningu. Tak się jednak nie stało, co zaskoczyło jego kolegów z zespołu. Flores ani szefostwo klubu nie wyciągnęło z tego zachowania żadnych wniosków, a sprawa rozeszła się po kościach.

Watford zagra kolejny sezon w najwyższej klasie rozgrywkowej po raz pierwszy od 1987 roku. Następny rok będzie jednak wielką niewiadomą, tym bardziej, że coraz więcej słyszy się o możliwym odejściu Odiona Ighalo do chińskiej Superligi. Bez Ighalo i Floresa następna kampania może być dla Szerszeni istną drogą przez mękę.

***

Poniżej opinia na temat dokonań Szerszeni od administratora fanpage’a Watford FC Polska – Szymona Jańca.

Mam mieszane uczucia. Z jednej strony jestem pełen szczęścia, bo w końcu udało nam się nie spaść z ligi w pierwszym sezonie po awansie. Ponadto utrzymanie przyszło w niezłym stylu. Do „gwiazdki”, Watford wyglądał na drużynę naprawdę solidnie poskładaną, strzelał bramki i cechował się żelazną defensywą. Jeszcze w okolicach nowego roku balansowaliśmy na granicy górnej dziesiątki. Szkoda, że w 2016 roku wszystko się popsuło. Niestety – mój wrodzony pesymizm kazał mi tego oczekiwać. Przede wszystkim jeśli chodzi o Ighalo, który z rozpędu wjechał do ekstraklasy, żeby po pół roku kompletnie się zablokować. Osobiście jestem mocno sceptycznie nastawiony przed startem nowego sezonu. Na ławce zabraknie Quique, czyli człowieka, który dostał zbieraninę graczy z ulicy i zrobił z nich kolektyw, mogący bezpiecznie walczyć o coś więcej niż utrzymanie w Premier League. Niektórzy z piłkarzy też przestali wykazywać szczególne chęci i pod znakiem zapytania stoi ich gra w żółto-czarnych koszulkach w kolejnym sezonie. Trzeba wzmocnień, ale o to jestem akurat spokojny. Watford pewnie ukradnie najlepszych zawodników z Granady i Udinese, a dodatkowo wyciągnie kogoś niezłego za śmiesznie niskie pieniądze. Tak działa familia Pozzo. Piłka to biznes, a Gino smykałkę do niego odziedziczył po ojcu. W zarządzie chcieliby pewnie bić się o puchary. A mi się nie wydaje, żeby tak szybkie włączenie się do walki o top six było możliwe. Oby Watford, jak już wielokrotnie wcześniej bywało, zaskoczył mnie pozytywnie jeszcze raz. Historia Leicester pewnie się już nie powtórzy, ale chciałbym, żeby The Hornets porządnie namieszali w lidze.

 Kliknij po więcej. 
By | 2016-11-12T22:51:44+00:00 Maj 19th, 2016|Bez kategorii, EXCLUSIVE, Watford|0 komentarzy

About the Author:

Wielbiciel Mourinho, sympatyk Chelsea, maniak filmowy. Kolejność przypadkowa.

Zostaw komentarz