Na ostatniej prostej…

Prawdziwych mężczyzn poznaje się nie po tym, jak zaczynają, ale jak kończą… Czy dało się zacząć ten tekst w bardziej oklepany sposób? Myślę, że nie, ale ciężko było go rozpocząć w jakikolwiek inny sposób. Mowa bowiem o klubie, który kolejny rok z rzędu, w ostatniej chwili ucieka spod topora.

Stabilizacja – tego przede wszystkim oczekiwali fani Sunderlandu. Nie zagwarantował im tego Gus Poyet, ale inaczej miało być w przypadku Dicka Advocaata, który w drugiej połowie sezonie 14/15 przejął zespół i w samej końcówce zapewnił im upragnione utrzymanie, a następnie związał się z Czarnymi Kotami umową, obowiązującą przez kolejny rok. Nic nie poszło jednak po myśli kibiców, a także samego Holendra. Jego podopieczni nie potrafili odnieść zwycięstwa w ośmiu pierwszych spotkaniach Premier League, po których były selekcjoner reprezentacji Holandii, zdecydował się zrezygnować z piastowanego stanowiska.

Postanowiłem odejść zaledwie po ośmiu kolejkach, ponieważ czuję, że trzeba dać wszystkim czas, aby można było przywrócić klub na odpowiednie tory – tłumaczył 68-letni Holender.

Czas ten, miał okazać się kluczowy, jeżeli spojrzymy na ich losy z perspektywy całego sezonu. Niedługo później okazało się, że nowym menedżerem Sunderlandu zostanie Sam Allardyce, któremu nie przedłużono kontraktu z West Ham United. Wszyscy mieli więc nadzieję, że drużyna ze Stadium of Light będzie w stanie zanotować pod jego wodzą takie postępy, jak prowadzony wcześniej klub z Londynu. Zaczęło się bardzo obiecująco, bowiem już w drugim spotkaniu za steram udało mu się pokonać odwiecznego rywala Newcastle United i to aż 3:0. Co ciekawe Big Sam stał się jedynym w historii menedżerem, który w swojej karierze prowadził oba te zwaśnione kluby. Szybko stało się jednak jasne, że poukładanie drużyny, zajmie znacznie więcej czasu.

sam-allardyce-manchester-city_3393493

W 2015 roku zespół rozegrał 11 spotkań pod wodzą Anglika, a ich bilans był wręcz dramatyczny. Zaledwie trzy zwycięstwa: to wspomniane wygrane z Newcastle oraz ze Stoke i Crystal Palace. Po drugiej stronie aż osiem porażek, w tym katastrofalne wręcz wyniki 2:6 z Evertonem czy 1:4 z Manchesterem City. Pasmo porażek sprawiło, że Czarne Koty zakończyły rok na przedostatnim miejscu, wyprzedzając jedynie Aston Villę i tracąc aż siedem punktów do bezpiecznego Swansea City.  Bukmacherzy już przygotowywali zakłady na nowego menedżera klubu, a Big Sam szykował się do solidnego przepracowania zimowego okienka transferowego.

Trzeba przyznać, że wyszło absolutnie przyzwoicie. Allardyce razem z właścicielem klubu Ellisem Shortem, nie chcieli powielać błędów innych klubów i wiedzieli, że kadra zespołu musi zostać wzmocniona. Wydano niemal 15 milionów funtów, ale cena utrzymania była warta każdego pensa. Do klubu trafili przede wszystkim Jan Kirchhoff z Bayernu Monachium, który co prawda nie zaliczył zbyt dobrego startu, ale z każdym kolejny spotkaniem było coraz lepiej. Ponadto do klubu trafili Lamine Koné z Lorient oraz Wahbi Khazri z Bordeaux.

defoe

Ciężko nie zwrócić uwagi na to, jak nowi zawodnicy wpłynęli na grę Sunderlandu. Sam Wahbi Khazri był w stanie wypracować kolegom 28 sytuacji podbramkowych, co stawia go na trzecim miejscu w klubowej klasyfikacji. Biorąc pod uwagę, że wyprzedzili go tylko piłkarze, którzy mieli za sobą cały sezon, wynik ten tym bardziej może robić wrażenie. Do pełni szczęścia menedżer potrzebował jednak także dobrej dyspozycji piłkarzy, którzy w klubie grali już od dłuższego czasu. Co prawda nie mógł liczyć na pomoc Adama Johnsona, który z wiadomych przyczyn został zwolniony z klubu i następne kilka sezonów spędzi w innym pasiastym stroju. Na całe szczęście formą imponował Patrick van Aanholt, do bramki wrócił Vito Mannone, który dodatkowo przypomniał sobie na czym polega fach golkipera. Ale kluczowym czynnikiem, pozwalającym na utrzymanie, była doskonała forma Jermaine’a Deofe, który tylko w 2016 roku zdobył 11 ligowych bramek, co ostatecznie dało mu liczbę 15 ligowych trafień w sezonie. Dodając do tego jedną asystę, miał udział przy 1/3 bramek klubu w tym sezonie.

Piłkarze Big Sama zaczęli regularnie punktować i w połowie kwietnia mieli na koncie zaledwie cztery porażki w 2016 roku. Dodatkowo wszystkie z nich to spotkania z czołowymi zespołami: Tottenhamem, Manchesterem City, West Hamem oraz Leicester City. Mimo to ciągle nie mogli wydostać się ze strefy spadkowej, aż do 16 kwietnia, kiedy to pokonali 3:0 Norwich City i awansowali na upragnione 17 miejsce w ligowej tabeli. Jak się okazało, po raz kolejny staliśmy się świadkami fantastycznego finiszu Sunderlandu, bowiem do końca rozgrywek nie przegrali już ani razu, zaliczając przy tym dramatyczne zwycięstwo z Chelsea 3:2 czy zdeklasowanie Evertonu 3:0, co w końcu zapewniło im utrzymanie, z przewagą dwóch punktów nad odwiecznym rywalem z Newcastle, co dodało jeszcze dodatkowego smaczku temu sukcesowi.

To absolutnie wyjątkowe, biorąc pod uwagę, że w grudniu przegraliśmy pięć spotkań z rzędu. To był wielki test, nie tylko na boisku, ale także poza nim – mówił szczęśliwy Allardyce.

Tymczasem wszystko wraca niemal do punktu wyjścia, czyli stabilizacji, o której pisałem na początku. To Sam Allardyce ma ją zagwarantować i trzeba przyznać, że jest to znacznie bardzie prawdopodobne niż w przypadku jego poprzednika. Już teraz Anglik rozmawia z właścicielami o budżecie na nowy sezon i planuje solidne wzmocnienia, które może w końcu pozwolą na coś więcej, niż tylko kolejna walka o utrzymanie. A może historia znowu się powtórzy?

Na koniec kilka słów dopowie sympatyk Sunderlandu Michał Hołoga:

Oczekiwania na ten sezon chyba były jasne: chociaż raz nie musieć przeżywać tego co koty pokazywały przez poprzednie trzy sezony – beznadziejne, momentami żałosne występy do grudnia (pamiętne 8:0 z Southampton) i wielki comeback na 5-6 kolejek przed końcem. Początek sezonu zaczął się optymistycznie gdy ogłoszono wieść, że Dick Advocaat przedłużył swój kontrakt, a zespół dokonał niezłych wzmocnień. Jakże szybko realia brutalnie zweryfikowały nadzieje: w 9 pierwszych kolejkach Sunderland zdołał wyszarpać jedynie 3 z 27 możliwych pkt. remisując ze Swansea, Aston Villą i West Ham. 9 października stery przejął BIG SAM, który w odróżnieniu od Advocaata postawił na solidną i twardą grę obroną. Zaraz po zimowym oknie zaczęło to przynosić rezultaty. Można by rzecz, że sezon 2015\16 niczym nie różnił się od poprzednich … o kolejna ta sama historia, jednak z każdym rokiem wygląda to coraz dramatyczniej i jak pokazują przykłady Aston Villi i Newcastle balansowanie na krawędzi może się źle skończyć. Zostało tylko wierzyć, że BIG SAM w letnim oknie transferowym będzie miał nareszcie czas by po swojemu zbudować zespół i zapewnić spokojny sezon, którego kibice na Stadium of lights nie zaznali już od dawna.

By | 2016-11-12T22:51:52+00:00 Maj 17th, 2016|EXCLUSIVE, Sunderland|0 komentarzy

O autorze:

Pasjonat wyspiarskiego futbolu od Brunton Park po Old Trafford.

Dodaj komentarz