Powtórka z rozrywki w wykonaniu Norwich

Świetny sezon w Championship, heroiczna walka w Play-Offach, błyskawiczny powrót do elity. A to wszystko po to, aby odegrać dokładną kopię kampanii sprzed dwóch lat. Płacz i zgrzytanie zębów wieńczą ten smutny powrót do ligi, która zdaje się bardziej odpowiadać standardom Norwich City.

Nie wiem czy to intuicja, czy zwykły akt szaleństwa spowodował, że w połowie sezonu, działający dopiero od miesiąca właściciel Ed Balls zatrudnił w styczniu 2015 roku nowego menedżera. Sama zmiana nie wywołała jeszcze tyle szoku. Prawdziwym zaskoczeniem była osoba przyszłego szkoleniowca. Alex Neil w momencie zatrudnienia miał zaledwie 33 lata i praktycznie zerowe doświadczenie jeżeli chodzi o ławkę trenerską. Ten potężny kredyt zaufania musiał jednak podziałać na niego motywująco. W swoich 25. pierwszych meczach 17-krotnie zdobywał komplet punktów i doprowadził Norwich do fazy Play-Off. Wygranie derbowego półfinału z Ipswich wlało w serca kibiców sporo nadziei, a pewne pokonanie w finale Boro spowodowało, że nikt już nie patrzył na kategorię wiekową w metryczce Neila. Wszyscy spoglądali z entuzjazmem na przyszłych rywali w Premier League. Na tym kończy się jednak piękna bajka, a zaczyna szara rzeczywistość Kanarków.

Szczerze powiedziawszy, przed sezonem stawiałem Norwich najwyżej spośród beniaminków. Decydującym czynnikiem gwarantującym pewne utrzymanie miało być doświadczenie. Kadra klubu z Carrow Road uległa może wielu zmianom, ale wciąż byli tam ludzie pamiętający bolesny spadek. Spodziewałem się więc wyciągniętych wniosków i rozważnej gry. No ale cóż, Di Caprio spodziewał się Oscara za Wilka z Wall Street. Obaj się raczej nie doczekaliśmy.

Norwich ponownie miewało nierozsądne fragmenty gry. Ponownie zdarzało im się zapominać o obronie i grać sobie beztrosko. Kulminację takiego stylu zobaczyliśmy w meczu z Newcastle, gdzie Wijnaldum urządził sobie niezłe strzelanie. Kanarki z kolei od początku atakowały tak, jakby to była 85 minuta, a przeciwnik prowadził dwiema bramkami. Nic więc dziwnego, że ten mecz skończył się wynikiem 6-2 dla Srok. Tak gram ja na orliku, tak gra nasza ukochana B-klasa, ale tak nie można grać w Premier League!

Między innymi takie głupoty powodowały niechlubne serie z tą wyjazdową na czele. Norwich od 30. sierpnia, nie potrafiło bowiem wygrać w delegacji, w siedmiu kolejnych meczach. A że Carrow Road również jakąś wielką twierdzą nie było, to nie mogło dziwić to, że od października drużyna praktycznie nie rozstawała się z dolnymi rejonami tabeli, wciąż utrzymując kontakt wzrokowy ze strefą spadkową. Na samym patrzeniu się jednak nie skończyło, a cztery porażki z rzędu w końcówce sezonu spowodowały, że Kanarki już na stałe tam zostały, zastępując Sunderland. Zresztą trudno było oczekiwać innego finiszu, gdy w lutym oglądało się Aston Villę pewnie pokonującą Norwich…

Menedżera Kanarków zdecydowanie przerósł pierwszy sezon w Premier League. Wielokrotnie dokonywał on błędnych decyzji i roszad. Doprawdy nie wiem jakim cudem Cameron Jerome rozegrał aż tyle minut. Okej, był co prawda najlepszym strzelcem zespołu w poprzednim sezonie, ale teraz po raz kolejny udowodnił, że Championship to maksimum jego możliwości, a Premier League go zwyczajnie przerasta. Nie pierwszy i być może ostatni raz zawalił w najwyższej klasie rozgrywkowej. A na ławce siedział sobie Dieumerci Mbokani, jedyny skuteczny napastnik w klubie. Kiedy dostawał swoje szanse, najczęściej je wykorzystywał. No ale właśnie, najpierw musiał dostać szansę i zagrać kosztem Jerome’a. Kolejną niezrozumiałą decyzją Neila było sadzanie na ławce Wesa Hoolahana. Irlandczyk miał fantastyczny początek sezonu. Sypał asystami na lewo i prawo, a mimo to nie zawsze znajdował miejsce w podstawowym składzie. Dlaczego? Tę tajemnicę Alex Neil zabierze chyba ze sobą do grobu.

Cameron Jerome equalised for Norwich City against Rotherham in the Championship match at Carrow Road

Osoba trenera czy nieudolny Jerome to nie jedyne minusy w zespole Kanarków. Kompletnie nie odnalazł się tutaj Mulumbu. Zawodnik ten pokazał w West Bromie, że drzemie w nim ogromny potencjał. Miał okazję zaprezentować go w nowym klubie. Ostatecznie jednak rozegrał tu zaledwie 371 minut i zapewne piłkarskiego świata już nie zwojuje. Steven Naismith to kolejny zawodnik, który miał wiele do udowodnienia. Wieczny rezerwowy Evertonu w końcu mógł grać więcej. W dodatku miał coś, czego według mnie brakowało dotychczas drużynie. Był niezwykle charakterny i waleczny. Szybko dostosował się jednak do reszty i nie pomógł za bardzo w walce o utrzymanie. No i ta obrona… Międzyrzecki Rejon Umocniony to to nie był. 67 straconych bramek stawia Norwich na niechlubnym drugim miejscu w lidze, zaraz za Aston Villą. Timm Klose nie wypadł na tle kolegów najgorzej, no ale przyszedł on do klubu pół roku za późno.

Żeby nie było, spadkowicz ma też jasne strony tego sezonu. Z pewnością podobać się mogła gra dwójki pomocników: Jonathana Howsona i Robbiego Brady’ego. Szczególnie ten drugi zaliczył kilka świetnych występów, a że ma ledwie 24 lata, to z pewnością jeszcze o nim usłyszymy. Nathan Redmond zachował jeszcze łatkę „utalentowanego”, ale jeżeli myśli o kroku wprzód, to powinien zacząć się rozglądać za nowym pracodawcą. Na plus zaliczyć możemy również wspomnianego już Mbokaniego. Niestety dla Norwich był on jednak tylko wypożyczony i od nowego sezonu prawdopodobnie nie pomoże drużynie wrócić do Premier League.

Kopia spadkowego sezonu zaliczona. Przed Norwich zadanie, aby powtórzyć sezon zakończony barażem na Wembley. Czy to się uda? Z nowym trenerem i odświeżoną obroną jest na to spora szansa. Żeby tylko to powtarzanie sezonów nie weszło Kanarkom w nawyk.

A na koniec kilka słów od Darka Grzybowskiego prowadzącego fanpage Norwich City Poland:

Przed sezonem byłem pełen wiary, że Norwich pokaże, że stać ich na miejsce w środku tabeli. Transfery mimo iż nie z najwyższej półki, nastrajały optymizmem. Na początku sezonu wydawało się jeszcze, że ten sezon może być dla nas dobry, wygrane z Bournemouth i Sunderlandem pokazywały, że zespoły środka tabeli są w zasięgu Kanarków. Niestety później było tylko gorzej, długie serie porażek sprawiły, że nie zdołaliśmy się podnieść z kolan. Zdecydowanie na plus można wyróżnić Nathana Redmonda, który swoją grą napędzał ataki Norwich oraz Mbokaniego, który okazał się dobrym wypożyczeniem i został naszym najlepszym strzelcem w tym sezonie. Zawiódł Cameron Jerome, który strzelił tylko 3 bramki, a Steven Naismith to dla mnie niewypał, spodziewałem się więcej po jego grze. Kanarkom zabrakło szczelnej obrony, niestety popełniali wiele błędów i musieli za to płacić. Pozostaje mieć nadzieję, że Żółta Armia znowu zaliczy tylko jeden sezon w Championship i wzmocniona powróci do Premier League.

By | 2016-11-12T22:51:53+00:00 Maj 16th, 2016|EXCLUSIVE|0 komentarzy

About the Author:

Wielbiciel filozofii "kick&rush", cichy adorator Tony'ego Pulisa i miłośnik zimnych, deszczowych wieczorów w Stoke.

Zostaw komentarz