Crootka piłka: Młody właściciel z wizją

90% Anglików na pytanie, co zrobiliby z ogromną sumą pieniędzy, gdyby wygrali na loterii, odpowiada – Kupiłbym klub piłkarski. Zrobiłbym to samo. Dla jednych to zabawa czy realizacja ambicji. Dla George’a to sposób na pozostanie przy czymś, co się kocha.

George Dowell był jednym z wielu chłopaków, którzy marzyli o grze w Premier League. Grał dla Worthing FC, półamatorskiej drużyny. Dołączył do klubu jako 16-latek w 2008 roku. W 2010 roku zaczął regularnie otrzymywać powołania do pierwszej drużyny, będąc tym samym najmłodszym piłkarzem w zespole.

Kilka dni po debiucie uległem wypadkowi samochodowemu, w którym złamałem kręgosłup. Teraz jestem sparaliżowany od klatki piersiowej w dół. Szczerze, to nic nie pamiętam z tego wypadku. Wiem z opowiadań, że samochód koziołkował kilka razy i wylądował na polu.

George trafił do kliniki, która specjalizuje się w pomocy ludziom z urazami kręgosłupa. Tam przez 10 miesięcy przechodził intensywną rehabilitację.

Właśnie wtedy przeczytałem w lokalnej gazecie, o problemach finansowych mojego byłego klubu. Nic nie pobije grania w piłkę i zapewne powie wam to każdy były gracz. Nie mogę grać, ale jeśli kochasz futbol, to chcesz cały czas w nim uczestniczyć. Pomyślałem, że jeśli nie mogę pomóc występując na boisku, to może mogę być trenerem lub właścicielem.

22-latek kupił Worthing FC za pieniądze, które dostał od firmy ubezpieczeniowej. Klub był na skraju bankructwa z długami sięgającymi 200 tys. funtów. Dzięki temu wsparciu, zespół z wybrzeża otrzymał zastrzyk gotówki i uniknął likwidacji. Same pieniądze to jednak nie wszystko. Lokalna społeczność i firmy, widząc zapał George’a również postanowiły pomóc. Od kwietnia 2015 roku, oprócz zdecydowanej poprawy sytuacji finansowej, wyremontowano również stadion, któremu groziło zamknięcie. Zbudowano boisko treningowe z zapleczem, którego nie powstydziłyby się profesjonalne kluby. Młody właściciel robi to wszystko nie tylko dla klubu, ale też dla lokalnej społeczności – Klub ma być dla wszystkich, nie tylko dla pierwszej drużyny. Chcę, aby nasz ośrodek treningowy był też pewnego rodzaju skautingiem. Będziemy oglądać rozgrywane mecze i może wyłowimy młodych chłopaków, którzy wzmocnią drużynę. Moja decyzja o zakupie klubu miała też podłoże biznesowe. Chcemy rozwijać klub i wyznaczać sobie coraz wyższe cele. Mam 5-letni plan i właśnie w ciągu tego okresu chcemy awansować o dwa poziomy. Awans byłby największym sukcesem w historii klubu – mówi Dowell.

W międzyczasie George przeszedł kilka kursów menedżerskich uzupełniając swoją wiedzę z zakresu zarządzania i finansów. Po niewiele ponad roku można powiedzieć, że debiut w roli właściciela ma bardzo udany. Najważniejszą rzeczą jest awans do Isthmian League Premier Division (7 poziom rozgrywek) przez play-offy. Klub spłacił swoje zadłużenie i rozwija się, a średnia frekwencja na domowych meczach wzrosła dwukrotnie.

Leicester udowodniło, że niemożliwe nie istniej. Premier League? Jestem marzycielem, ale przede wszystkim realistą. Skupiamy się na tym, żeby nigdy nie zajrzało nam w oczy widmo likwidacji. Coraz więcej ludzi się nami interesuje. Chcemy grać coraz wyżej i cieszyć się tym, co budujemy.

By | 2016-05-13T19:06:30+00:00 Maj 13th, 2016|Bez kategorii, Slider|0 komentarzy

About the Author:

Kawa i angielska piłka. Tak zaczynam każdy dzień na Wyspach.

Zostaw komentarz