Z League One po Mistrzostwo — Piękna historia Andy’ego Kinga

Leicester City od wczoraj jest na ustach całego świata i trudno się temu dziwić, bowiem takie historie nie zdarzają się codziennie. Wszyscy znają już doskonale losy Vardy’ego, który kilka lat temu kopał piłkę w Halifax Town czy Mahreza, kupionego przez klub za 400 tysięcy funtów. Na dalszy plan odeszła w tym wszystkim postać, która przebyła z Lisami całą drogę, od dna aż po sam szczyt.

Andy King, bo o nim tutaj mowa, nie stanowi już o sile zespołu na boisku, ale trudno się temu dziwić, skoro życiowe sezony rozgrywają Danny Drinkwater i przede wszystkim N’Golo Kante. W kluczowych momentach był jednak nie tylko w stanie pomóc kolegom na boisku, ale co najważniejsze, dbać o jak najlepszą atmosferę w zespole i być jednym z głównym czynników, dzięki którym szatnia Lisów sprawia wrażenie wzorowego funkcjonowania. Walijczyk może i nie zdominuje nagłówków w gazetach jak Jamie Vardy, ale nikt nie odbierze mu wielkiej roli w zdobyciu tytułu, który przypieczętował jedną z najpiękniejszych podróży, w historii piłki nożnej.

King urodził się 29 października 1988 roku w angielskim mieście Barnstaple, ale ze względu na pochodzenie swojej babci, pewnym było, że nie będzie mu ciężko o uzyskanie walijskiego paszportu. W wieku dziewięciu lat dołączył do akademii piłkarskiej Chelsea, gdzie spędził sześć lat. Los pokazał nam jaki potrafi być przewrotny, ponieważ właśnie wtedy po raz pierwszy spotkał na swojej drodze Claudio Ranieriego, który w tamtym czasie był menedżerem londyńskiego klubu. Jako piętnastolatek dowiedział się jedna, że nie będzie mógł kontynuować swojej przygody z piłką na Stamford Bridge i zasilił szeregi szkółki Leicester City.

football-andy-king-leicester_3439688

Dzięki świetnym występom dla zespołu młodzieżowego w sezonie 2006/07, w którym zdobył 8 bramek w 21. spotkaniach, w maju 2007 roku podpisał swój pierwszy profesjonalny kontrakt, a następnie odrzucił ofertę transferu do zespołu występującego w Conference National — York City, co z perspektywy czasu, okazało się niezwykle mądrą decyzją. Już w kolejnym sezonie Championship, otrzymał swoją szansę w pierwszej drużynie, debiutując 7 października, w zremisowanym 0:0 spotkaniu przeciwko Wolverhampton. Niespełna dwa miesiące później, po raz pierwszy wpisał się na listę strzelców, zdobywając piękną bramkę z ponad 30 metrów, która nie uchroniła jednak Leicester, przed porażką z Southampton. Kingowi nie udało się także pomóc w utrzymaniu klubu na zapleczu angielskiej ekstraklasy, ale kilka udanych występów w dorosłej drużynie, zagwarantowało mu nowy, trzyletni kontrakt na The Walkers Stadium.

Odkąd tylko zadebiutowałem w meczu z Wolves, zawsze powtarzam, że fani Leicester byli wobec mnie wspaniali i za to będę im zawsze wdzięczny — mówił King, po latach wspominając tamte wydarzenia.

Przełomowy okazał się w jego wykonaniu sezon 08/09, pierwszy pod wodzą Nigela Pearsona, w którym Leicester wygrało League One i po roku na zesłania, powróciło do Championship. Andy wystąpił w ponad 50. spotkaniach we wszystkich rozgrywkach i zdobył 9 ligowych bramek. Doskonała gra sprawiła, że na klubowej gali podsumowującej rozgrywki, otrzymał nagrodę dla najlepszego młodego zawodnika, będąc jednocześnie nominowanym do nagród najlepszego piłkarza sezonu i najlepszego piłkarza według zawodników, w których to kategoriach, musiał uznać wyższość Steve’a Howarda oraz Matty’ego Fryatta. Swoją nagrodę, młody piłkarz zadedykował z kolei Stephenowi Clemence’owi, zmuszonego opuścić cały sezon, ze względu na kontuzję. Dobra forma w lidze sprawiła również, że po występach w młodzieżowych reprezentacjach Walii, nadszedł czas na dorosłą kadrę, a John Toshack powołał go na towarzyskie spotkanie z Estonią. King zadebiutował w 89. minucie, zmieniając Cheda Evansa, ale trener przyznał później, że nie był jeszcze gotowy na drużynę narodową.

Andy-King

Przed pierwszym sezonem w Championship, King był przekonany, że zespół Leicester jest na tyle silny, żeby móc ze skutkiem powalczyć o awans do Premier League. I rzeczywiście cała drużyna spisywała się bardzo dobrze i zdołała uplasować się na miejscu, premiowanym grą w barażach. Walijczyk odegrał w tym wszystkim bardzo ważną rolę, grając w 43. spotkaniach i strzelając 9 bramek. Niestety już w półfinale odpali po rzutach karnych z Cardiff City. Sezon ten zakończył również pierwszą przygodę Nigela Pearsona z klubem. Anglik popadł w konflikt z właścicielami i opuścił drużynę. Bez niego, Lisy nie mogły powtórzyć wyników sprzed roku i zakończył kolejny sezon zaledwie na 10. pozycji. Andy nie miał sobie jednak niczego do zarzucenia, rozegrał najlepszy sezon w swojej karierze, zdobywając 15 bramek w 45. ligowych meczach.

Nikt nie chce awansu bardziej od piłkarzy, ale to wspólna sprawa. Dotyczy całego klubu, zarówno ludzi którzy w nim pracują, jak i wszystkich którzy mu kibicują. 

Przejęcie klubu przez tajskich właścicieli, sprawiło że Nigel Pearson powrócił na wcześniej piastowane stanowisko. Już w pierwszym pełnym sezonie, poprowadził Leicester do fazy play off, z której odpadli po pamiętnym, niewykorzystanym rzucie karny Anthony’ego Knockaerta i pogrążającej bramce Troy’a Deeney’a. King znowu odegrał ważną rolę, zdobywając 7 bramek, ale indywidualne występy nie mogły być dłużej satysfakcjonujące, potrzeba było w końcu sukcesu drużynowego, który miał nadejść w sezonie 13/14. Ten nie był już dla pomocnika tak udany. Dzięki znakomitej grze pary Drinkwater – James, jego rola na boisku została nieco ograniczona. Mimo to, dzięki bramce zdobytej z Wigan Athletic, stał się najbardziej bramkostrzelnym pomocnikiem w historii klubu, mając na swoim koncie 54. trafienia. Wydaje się, że wygrana w lidze i ostatecznie wywalczenie awansu do Premier League, wszystko mu wynagrodziło, a to co najlepsze, miało przecież jeszcze nadejść.

Więc najlepszy weekend mojego życia dobiega końca… — napisał na Twitterze po mistrzowskiej fecie. — Co za wspaniałe dni. W końcu tego dokonaliśmy!

leicester-championship_3448692

Nikt nie zdawał sobie wtedy sprawy, jak bardzo King pomylił się w swoich osądach. Żeby tego było mało, klub postanowił podpisać z nim nowy kontrakt, który zatrzyma go na King Power Stadium co najmniej do 2018 roku. Grałem tylko dla Leicester i coraz więcej wskazuje, że nie zagram nigdy dla innego klubu. Byłbym zachwycony, gdyby tak się stało — komentował swój podpis pod nową umową. Po wielu latach udało mu się spełnić swoje marzenia i wreszcie zadebiutować na najwyższym poziomie rozgrywkowym w kraju. Może i nie występował w każdym spotkaniu, ale jego wpływ na zespół i doświadczenie, jak zawsze musiało być bezcenne. Piłkarze dokonali niemożliwego i po jednej z najwspanialszych ucieczek w historii, utrzymali się w Premier League, kiedy w zasadzie nikt po za nimi, nie mógł w to wierzyć.

Na Kingym zawsze można polegać. Ma ogromne doświadczenie i jest bardzo ważną częścią drużyny. Zawsze można go usłyszeć w szatni. — Opowiada jego klubowy kolega, Wes Morgan. — W pełni rozumie, jak dobra jest drużyna i wspiera ją na każdej płaszczyźnie. Przed każdym meczem upewnia się czy każdy jest odpowiednio skoncentrowany. Bardzo nas wspiera, a kiedy dostaje swoją szansę, wchodzi i świetnie wykonuje robotę. 

W sezonie 15/16 jego drogi ponownie skrzyżowały się z Claudio Ranierim, który bardzo docenia jego wkład w drużynę i wie, że kiedy nadejdzie taka potrzeba, może mu w pełni zaufać i być pewnym jego umiejętności. Dziś Andy King już wie, że dwa lata temu, nie przeżył swojego najwspanialszego weekendu w życiu. Ten nadejdzie dopiero, kiedy zostanie mu wręczony medal za Mistrzostwo Anglii. Przejdzie tym samym do historii, jako pierwszy piłkarz, który zdołał triumfować w rozgrywkach League One, Championship i Premier League, w barwach jednego klubu. Oczywiście, nikt nie jest w stanie stwierdzić czy będzie mógł pozostać w Leicester do końca kariery, o czym tak bardzo marzył, ale dzisiaj nic takiego, na pewno nie zaprząta niczyjej głowy. Faktem jest, że dokonał czegoś nieprawdopodobnego, a jego przeprawa od trzeciej ligi po tytuł mistrzowski, pokazuje tylko, że warto marzyć. Następny krok? Być może wyjazd na Mistrzostwa Europy i oczywiście debiut w Lidze Mistrzów. A mógł wybrać York City…

By | 2016-11-12T22:52:00+00:00 Maj 3rd, 2016|Leicester City, Slider|0 komentarzy

O autorze:

Pasjonat wyspiarskiego futbolu od Brunton Park po Old Trafford.

Dodaj komentarz