Sprawy w swoich rękach, czyli kluby zarządzane przez kibiców

Nie ma futbolu bez kibiców — Jeden z najbardziej oklepanych frazesów w świecie piłki nożnej, ma oczywiście wiele wspólnego z prawdą. Nie można wyobrazić sobie piłki bez fanów. Co jednak w przypadku, kiedy samo kibicowanie już nie wystarcza?

Paradoksalnie, kibice na Wyspach mają w ostatnich latach coraz więcej do powiedzenia. Na dzień dzisiejszy mamy w Anglii około 40. zarządzanych przez kibiców klubów, a sukcesy jednych, zachęcają do działania kolejne grupy. Nie mówię tutaj oczywiście o Premier League, w której rządzą przede wszystkim wielkie pieniądze, ale o ligach, których finansowe eldorado nie dotyczy. Nie bez powodu wspominam zresztą o najbogatszej lidze świata. Często to właśnie po spadku z ekstraklasy i odcięciu od wielkiej gotówki, kluby popadają w poważne kłopoty finansowe i organizacyjne, co ostatecznie może prowadzić do tego typu przewrotu. To rzecz jasna nie jedyny powód.

Tego typu idea prawdopodobnie nie narodziłaby się, gdyby nie Dave Bryant i pierwszy w Anglii, w pełni zarządzany przez fanów klub, jakim w 2001 roku stał się Enfield Town FC. Kibice klubu Enfield FC (zlikwidowany ostatecznie w 2007 roku) zdali sobie sprawę, że zarząd nie kieruje się dobrym interesem ich drużyny i zadecydowali o podjęciu natychmiastowych, radykalnych działań. W efekcie czego, po bardzo ciężkiej pracy setek kibiców, udało się powołać do życia nowy klub, a ich doświadczenia, dały solidne fundamenty, pod podobne działania w innych miastach.

W 2005 roku grupa kibiców Manchesteru United, w proteście przeciwko przejęciu klubu przez rodzinę Glazerów oraz w pogoni za zatraconymi piłkarskimi wartościami, zdecydowała o utworzeniu nowego klubu piłkarskiego. Tak narodził się FC United of Manchester, który wkrótce wystartował w rozgrywkach North West Counties Football League, na dziesiątym poziomie rozgrywkowym w kraju. Ktokolwiek wieszczył im szybki upadek, grubo się pomylił. Drużyna radziła sobie fantastycznie i w każdym z trzech pierwszych sezonów, udawało jej się wywalczyć promocję. Pierwsza dywizja Northern Premier League okazała się jednak zbyt dużą przeszkodą. Spędzili w niej siedem sezonów, kilkukrotnie ocierając się o miejsce premiowane awansem, aż wreszcie w 2015 roku wygrali ligę i awansowali do National League North, czym uczcili swoje dziesięciolecie, w najlepszy z możliwych sposobów.

FNgvyEL

Żeby tego było mało, klub funkcjonujący głównie dzięki kibicowskim składkom, zdołał wybudować swój własny stadion, który może pomieścić 4400 kibiców. Broadhurst Park, bo taką nazwę wybrali fani w oficjalnym głosowaniu, został ukończony w maju 2015 roku, a pierwszy mecz został rozegrany 29 maja, w rocznicę pamiętnego zwycięstwa Manchesteru United nad Benfiką w finale Ligi Mistrzów z 1968 roku. Rywalem okazał się być rezerwowy zespół Benfiki, który ostatecznie zwyciężył 1:0 na oczach 4232 widzów. Kilka tygodni później, przy okazji wizyty w Manchesterze, miałem okazję odwiedzić Broadhurst Park i muszę przyznać, że mimo stosunkowo niewielkich rozmiarów, robił na mnie ogromne wrażenie. Miałem jednak spory problem, żeby dostać się na miejsce, ponieważ kolejni taksówkarze chcieli zawieść nas jedynie na Old Trafford i Etihad, nie przyjmując do wiadomości, że w mieście jest jeszcze jeden, nowo otwarty stadion. Ostatecznie się jednak udało i jestem pewien, że za kilka lat nikt już nie będzie miał tego typu wątpliwości.

Brothers and sisters, can’t you see? The future’s owned by you and me!

Trzy lata po uformowaniu się FC United of Manchester, gazety obiegła informacja, o kolejnych kibicach, którzy opuszczają swój klub i tworzą zupełnie nowy podmiot. Jeżeli mowa o Manchesterze, nie może zabraknąć Liverpoolu, gdzie z inicjatywy tysiąca kibiców LFC, powołano nowy klub, będący organizacją non profit — AFC Liverpool. Chodziłem na Anfield odkąd miałem jakieś sześć lat. — mówił w 2008 roku jeden z założycieli Alun Parry — W 1985 roku karnet na The Kop kosztował 45 funtów, a obecnie jest to już 650. Wiem, że o wiele taniej, niż w innych klubach Premier League, ale to i tak stanowczo zbyt wiele. Przesłanki, które kierowały Liverpoolczykami, były więc jasne. Niestety na boisku nie udało im się osiągnąć takich rezultatów, jak zespołowi z Manchesteru. Rozpoczęli swoją przygodę na dziesiątym poziomie rozgrywkowym w kraju, ale w ciągu ośmiu lat istnienia, tylko raz udało się awansować, w sezonie 10/11 do North West Counties League Premier Division, w którym zresztą występują do dziś i w bieżących rozgrywkach, są pewni utrzymania. Wątpliwe jednak, żeby w najbliższym czasie udało im się znaczący zwiększyć swoje znaczenie, w hierarchiach brytyjskiego futbolu.

Zupełnie inne powody kierowały w 2002 roku kibicami Wimbledon FC. Rok wcześniej, wbrew sprzeciwowi większości sympatyków, władze klubu podjęły decyzję o przenosinach do Milton Keynes, 56 mil na północ od Wimbledonu, co było największymi tego typu przenosinami, od kiedy Arsenal zamienił Woolwich na Islington przed Drugą Wojną Światową. Kibice przeczuwali, że w nowym miejscu, drużyna nie będzie już reprezentowała ich tradycji i wartości, i mieli co do tego absolutną rację, bowiem już w 2004 roku zarząd postanowił zmienić nazwę na MK Dons. Większość fanów nie podążyła jednak za formalnym “spadkobiercą” tradycji, a zasiliła szeregi nowo utworzonego klubu, zgłoszonego do udziału w rozgrywkach Combined Counties Football League — AFC Wimbledon. Pod wodzą byłego piłkarza The Dons Terry’ego Eamesa, rozpoczęli walkę o powrót na właściwe miejsce, która poskutkowała dwoma awansami w ciągu trzech pierwszych lat. W sumie w trakcie swojej stosunkowo krótkiej historii, zdołali awansować aż pięciokrotnie, w tym wreszcie w sezonie 10/11, kiedy wygrywając play offy, zapewnili sobie promocję do Football League Two, czyli czwartej klasy rozgrywkowej w kraju.

AFC Wimbledon celebrate victory and promotion during the Blue Square Premier League, Play Off Final at the City of Manchester Stadium, Manchester. PRESS ASSOCIATION Photo. Picture date: Saturday May 21, 2011. Photo credit should read: Martin Rickett/PA Wire.

Sezon 15/16 może być jednym z tych, które przejdą w ich przypadku do historii. Zespół, który dotychczas okupował środkowe rejony tabeli, tym razem stanął na wysokości zadania i wciąż pozostaje w walce o awans do League One. Na jedną kolejkę przed końcem sezonu zasadniczego, zagwarantowali sobie grę w barażach i w półfinale zmierzą się z Bristol Rovers. Oczywiście do awansu daleka droga, ale piłkarze na pewno będą bardzo zmotywowani, bowiem ligę wyżej czeka już na nich MK Dons, które w fatalnym stylu pożegnało się z Championship. Do tej pory kluby mierzył się trzykrotnie, ale potyczka ligowa będzie z pewnością, całkiem inną dawką emocji. Nie tylko sportowo zresztą, w klubie dzieje się bardzo dobrze. Już wkrótce zapaść ma ostateczna decyzja o budowie nowego stadionu, w miejscu gdzie dawniej swoje spotkania rozgrywał Wimbledon FC. Na nowym Plough Lane początkowo znajdzie się 11 tysięcy miejsc siedzących, z możliwością rozbudowy do 20 tysięcy. Jedna rzecz wydaje się być pewna, wszystko co najlepsze dla AFC Wimbledon, jest jeszcze przed nimi.

Na doskonałe zakończenie tego sezonu może liczyć również klub, którego historię wszyscy doskonale znamy. Portsmouth FC przebył drogę, której widmem straszone są w tej chwili kluby, mogące zachłysnąć się magią Premier League. W 2003 roku Pompey zdołali awansować do Premier League i w kilka lat stworzyć zespół, walczący o miejsca w górnej połowie tabeli. Udało im się nawet sięgnąć po Puchar Anglii, po czym zaliczyć swoją piękną przygodę w Pucharze UEFA, w trakcie której zdołali między innymi zremisować z AC Milanem. Upadek nadszedł jednak jeszcze szybciej, niż niespodziewany sukces, a klub zarządzany na przestrzeni lat przez bogatych właścicieli, nie żałujących pieniędzy na pensje dla nowych zawodników, stanął na skraju bankructwa. Spadek do Championship, a następnie dwie kolejne relegacje w trzech sezonach sprawiły, że kibice postanowili wziąć sprawy w swoje ręce i w kwietniu 2013 roku jako Pompey Supporters’ Trust, wykupić klub. W ciągu zaledwie 18 miesięcy, udało się wyeliminować siedmiomilionowy dług i postawić wszystko na nogi. Brakuje już jedynie sukcesu sportowego.

Słowa nie mogą tego opisać. Chcieliśmy tego od tak dawna. Bardzo ciężko to pojąć. — Komentował w 2013 roku Carl Paddon z SOS Pompey. — Ludzie często nie rozumieją, jak wiele poświęcenia nas to kosztowało. 

Dzisiaj Portsmouth jest w całości wolny od zadłużenia, a dzięki ponad dwutysięcznej liczbie członków, jest największym zarządzanym przez kibiców klubem w Anglii. Teraz mogą dołożyć do tego również promocję do League One. Co prawda nie ma już szans na zajęcie jednego z trzech pierwszych miejsc, co skutkuje bezpośrednim awansem, ale w poprzedniej kolejce Pompey zapewnili sobie grę w barażach, w których zmierzą się z Plymouth Argyle. Oczywiście faza play off może sprawić, że znajdą się na kursie kolizyjnym z AFC Wimbledon i przyznam szczerze, że mam ogromną nadzieję, że chociaż jeden z tych znakomitych zespołów, wyrwie się z League Two i będzie to tylko początek powrotu na szczyt. Angielska piłka potrzebuje bowiem klubów z tradycją i jestem przekonany, że większość fanów futbolu z radością przyjmie informację o powracającym klubie, który zdążył zapisać się już w historii Premier League. Ich miejsce z pewnością nie jest w czwartej lidze. Tego typu historie muszą też sprawić, że w przyszłości więcej klubów podąży tą samą drogą. Wtedy będziemy mogli ocenić efekty.

 

By | 2016-11-12T22:52:04+00:00 Maj 2nd, 2016|Bez kategorii, Liverpool, Manchester United, Slider|0 komentarzy

About the Author:

Pasjonat wyspiarskiego futbolu od Brunton Park po Old Trafford.

Zostaw komentarz