Piąta Trybuna: Czas na zmiany Phil!

Po transferze do Manchesteru United, porównywany był do legendarnego Duncana Edwardsa. Silny, szybki i bardzo wszechstronny piłkarz, doskonale wprowadził się do drużyny z Old Trafford, i bez cienia wątpliwości, można było wieszczyć mu wielką karierę. Dziś od bohatera kibiców w Teatrze Marzeń, bliżej mu jednak do legendy miejscowych szpitali.

Niedawno zorientowałem się, że Phil Jones ma już 24 lata i ciężko określać go jako młodego i perspektywicznego. Początki był naprawdę obiecujące, a Anglik mógł dopisywać do swojego CV nowe pozycje na boisku i piłkarzy, których zdołał schować do portfela. Ferguson chętnie korzystał z jego umiejętności dostosowania się do różnych pozycji, a ten odwdzięczał się dobrą grą. Dziś zdałem sobie jednak sprawę, że urodzony w Preston piłkarz gra — chociaż może lepiej powiedzieć przebywa — u nas już piąty sezon, a zdołał uzbierać zaledwie 104 spotkania ligowe. Dla porównania Juan Mata, który w klubie przebywa dwa razy krócej, zbliża się do bariery 80 meczów w Premier League.

Trudno się jednak dziwić, bowiem według danych PhysioRoomu w ciągu pięciu ostatnich sezonów, Jones złapał aż 26. różnych urazów, w tym 13 poważnych, co wyeliminowało go z gry łącznie na 471 dni. Przez ten czas cierpiała niemal każda część jego ciała, zaczynając od pleców, przez pachwinę czy kolana, a na najczęściej nawracającej kostce kończąc. Ten sezon jest zresztą najbardziej dotkliwy pod tym względem. Najpierw początek kampanii pokrzyżowała mu umiarkowana zakrzepica, a następnie trzykrotnie męczyły go ponowne problemy z kostką. Sprawiło to, że w pierwszej drużynie nie widzieliśmy go od 2 stycznia 2016 roku i nic nie wskazuje na ponowne powołanie do meczowej kadry. W efekcie ubierał koszulkę United zaledwie 13 razy we wszystkich rozgrywkach.

Jak na razie musi zadowolić się grą w rezerwach, co jest oczywiście typowym elementem dla zawodników wracających po urazach za kadencji Louisa van Gaala. Problem jednak w tym, że Anglik w ostatnim meczu U21 przeciwko Southampton, zagrał po prostu fatalnie. Jones czuł się niepewnie, jakby właśnie walczył o Mistrzostwo Świata, a tymczasem dawał ośmieszać się 20-letniemu Samowi Gallagherowi. W najmniejszym stopniu nie przypominał piłkarza, który jest gotowy na powrót do akcji w pierwszym zespole i ciężko przypuszczać, że Holender zdecyduje się, postawić na niego w kluczowych spotkaniach tego sezonu. Co jednak dalej z wychowankiem Blackburn Rovers?

Wciąż pozostają mu trzy lata do końca kontraktu z klubem i może oczywiście zdarzyć się tak, że postanowi zostać i jeszcze raz zaufać fizjoterapeutom w Manchesterze. Trudno się jednak oszukiwać i wierzyć w nagły cud medyczny. Jeżeli Jones marzy jeszcze o grze w piłkę, potrzebuje zmian. Często taka zmiana otoczenia pozwala piłkarzowi na odcięcie się od przeszłości, a zupełnie inne metody treningowe czy medyczne sprawiają, że kontuzje da się nieco ograniczyć i w zdrowiu przebyć przez cały sezon. Jones to bez wątpienia piłkarz, którym zainteresuje się większość klubów w Premier League. Pod uwagę trzeba wziąć jeszcze mało zaawansowany wiek, jak na obrońcę i jeżeli uda się złapać okres regularnej gry, na pewno udowodni swoją wartość. Z bólem serca trzeba jednak przyznać, że raczej nie stanie się to w United, dlatego właśnie najlepszą decyzją będzie ta, o nowych klubowych barwach.

By | 2016-08-09T23:59:28+00:00 Kwiecień 28th, 2016|Manchester United, PIĄTA TRYBUNA|0 komentarzy

O autorze:

Pasjonat wyspiarskiego futbolu od Brunton Park po Old Trafford.

Dodaj komentarz