Czerwone derby Merseyside

Nic dodać nic ująć. Nie od dziś wiadomo, że miasto Beatlesów jest czerwone, ale nie pamiętam, kiedy ostatnio The Reds tak dobitnie utwierdzili mnie w tym przekonaniu. Everton nie miał dziś nic do powiedzenia. No może poza tym idiotą Funesem Morim…

Liverpool zaprezentował się świetnie. Jürgen Klopp chyba w końcu dostroił swój bas i słynny heavy metal zaczął rozbrzmiewać na Anfield. Niemiec bez wątpienia może być dumny ze swoich podopiecznych. Przez dłuższą część pierwszej połowy jak zwykle raziła marna skutecznosć Liverpoolu, ale kiedy rozwiązał się worek z bramkami, to już na dobre. Na szczególną pochwałę zasługuje nasz Hames. Milner dołożył dziś kolejne dwie asysty do swojego dorobku i dziś ma już ich 11. To tyle samo, co David Silva, czy Riyad Mahrez. (sic!) Wynik otworzył oczywiście Divock Origi, dla którego było to piąte trafienie w pięciu ostatnich meczach. Niestety ta passa na 99% została zakończona, ale o tym będzie mowa jeszcze później. Drogę do siatki znalazł znowu Mamadou Sakho, co jest bardzo dobrym prognostykiem. Daniel Sturridge chwile po zastąpieniu kontuzjowanego Origiego także wpisał się na listę strzelców, a i Coutinho skończył derby Merseyside ze strzelonym golem.

Cieszyć może różnorodnosć The Reds w ataku oraz całkowita kontrola nad spotkaniem. Do pierwszej bramki przewaga Liverpoolu była znacząca, ale po zmarnowanych sytuacjach Lallany i Firmino mogło się wydawać, że mecz będzie bardzo ciężki. Potem zawodnicy Liverpoolu całkowicie przejęli inicjatywę, a po czerwonej kartce dla Funesa Moriego Everton na dobrą sprawę nie wyszedł z własnej połowy. Dość powiedzieć, że Liverpool oddał 37 strzałów, przy zaledwie 3 próbach przeciwników.

Samo wejście stopera The Toffees w Origiego było z gatunku tych, które mogą kończyć kariery. Atak na kostkę Belga był okropny. Po obejrzeniu powtórek w głowie pojawiły mi się obrazy Shawcrossa wjeżdżającego w Ramseya i Taylora urywającego stopę Eduardo. Na szczęście sytuacja nie była aż tak poważna, jak w tamtych przypadkach i na pomeczowej konferencji Klopp potwierdził, że obyło się bez złamań.

O ile derby Merseyside z definicji cechują się twardą grą na pograniczu faulu i brakiem respektu do przeciwnika i jestem w stanie zrozumieć brutalna grę w tym meczu, to zagranie Argentyńczyka było bandyckie. A już szczytem arogancji było jego zachowanie przy zejściu z boiska. Zawodnik z dumą pokazywał herb swojego zespołu, traktujac Origiego jak upolowaną zdobycz. Nie trzeba oczywiście dodawać, że miał też pretensje do arbitra i nie widział powodu do pokazania czerwonego kartonika.

JS87886420 (1)

Takie zachowania trzeba tępić i wypleniać z piłkarskich boisk. Dopóki zawodnicy tacy, jak Funes Mori będą bezkarni, to nic w tym temacie się nie zmieni i będziemy świadkami kolejnych urazów Origich, Żyrów, czy innych Shawów. Dlatego jestem zdania, że sprawca powinien pauzować razem z kontuzjowanym zawodnikiem, do momentu jego powrotu na boisko. Może to radykalne podejście, ale dające boiskowym brutalom do myślenia. Rzeźnik zastanowiłby się dwa razy przed wejściem prostymi nogami w przeciwnika.

Na szczęście dla The Reds, w odwodzie pozostał im godny następca. Daniel Sturridge po wejściu na boisko zrobił, co do niego należało, a i w ostatnim ligowym spotkaniu z Bournemouth zaliczył trafienie. Daniel jest zdeterminowany, by pojechać na Euro we Francji, a przy konkurencji jaka panuje w ataku Synów Albionu jego wyjazd nie jest tak oczywisty, jak mogłoby się wydawać. Klopp pytany o to, dlaczego nie stawia regularnie na Anglika, odpowiedział, że nie chce uczynić z niego pomarańczy, z której wyciśnie od razu cały sok. Ostatnie miesiące pokazują, że Niemiec miał rację co do Sturridge’a i dodatkowe reżimy treningowe wraz ze stopniowym powrotem na boisko dały oczekiwany efekt. Po ponad roku przerwy od regularnej Stu gry zdaje się wracać na właściwe tory, ale w tej sytuacji menadżer Liverpoolu chyba będzie zmuszony, do wyciśnięcia z niego wszystkiego, co najlepsze…

JS87885623

 

 

By | 2016-11-12T22:52:06+00:00 Kwiecień 21st, 2016|Bez kategorii, Everton, Liverpool, Slider, SZWABSKIM OKIEM|0 komentarzy

About the Author:

Lokalne wcielenie Petera Croucha. Podatny na kontuzje niczym Daniel Sturridge postrach orlikowych bramkarzy. Wiecznie zaspany przez NBA i zajęty co weekend przez Premier League student, zapatrzony w Stevena Gerrarda, tego grubego Ronaldo, Kevina Garnetta, Allena Iversona i Joe Allena, przede wszystkim Joe Allena.

Zostaw komentarz