Przepraszam Cię, Dejanie

Nie wiem, jak to powiedzieć, jak wyrazić moje ubolewanie, więc mam nadzieję, że zwykłe “przepraszam” wystarczy. Tak, Dejanie Lovrenie, przepraszam Cię za mieszanie z błotem przez niemal dwa lata, za wysyłanie do najdalszych zakątków świata i za wyśmiewanie starań, które czasem bywały nieudolne…

Tej nocy na Anfield spłaciłeś wszystko z nawiązką. Te wszystkie kiksy, błedy w ustawieniu, złamania linii spalonego, odpuszczanie krycia i nieporadne wślizgi nic dzisiaj nie znaczą. Wczoraj zapisałeś się złotymi zgłoskami w historii mojego ukochanego klubu. Mimo okropnego początku w czerwonych barwach, będziesz pamiętany jako bohater jednego z najlepszych meczów w historii futbolu. Jeśli Liverpool trafi do Bazylei i wygra Ligę Europy, to za parę lat będziemy się zastanawiać, czy nie byliśmy świadkami lepszego spotkania niż legendarny finał w Stambule…

Nie wiem, jak opisać moją radość po tym meczu. Zawsze staram się być optymistą (co dla kibica Liverpoolu bywa bardzo ciężkim zadaniem), ale po golu Marco Reusa zwątpiłem. Trzy bramki przy obecnej skuteczności The Reds wydawały się być niewykonalnym zadaniem. Kogo zatem Jürgen Klopp miał posłać do boju, kiedy potrzebny był prawdziwy cud?

12784798_926434567433733_509932346_n

Odpowiedź jest tylko jedna. Chociaż w raporcie pomeczowym tego nie widać, to moment wejścia na boisko Xaviego Pirlo Allena, był momentem zwrotnym całego spotkania. Dżołi uspokoił grę w środku, a przy golu Coutinho zachował się genialnie.

Nie sposób odnieść się też do gry kolegi Dejana ze środka defensywy. Sakho w 90 minut przebył drogę od zera do bohatera. Mimo bramki, która dała Liverpoolowi zwycięstwo, nie można zapomnieć, że przy każdym golu Francuz zachował się fatalnie. Dziś, w chwilach euforii możemy mu to wybaczyć, ale kiedy już ochłoniemy, trzeba będzie się zastanowić nad jego przyszłością na Anfield. Bardzo lubię Mamadou, bo jest bardzo sympatycznym zawodnikiem. Ponadto bardzo identyfikuje się z klubem i miastem i jest chyba najbardziej “scouserskim” zawodnikiem w kadrze, zaraz po Flanaganie. Od momentu kontuzji, którą odniósł jesienią, jego forma stacza się po równi pochyłej i jeśli latem nic w tym względzie się nie zmieni, to wróci na ławkę, z której był wyganiany przez kibiców za czasów panowania Brendana Rodgersa.

Wielką radość sprawia mi także gra Divocka Origiego. W całym dwumeczu z Borussią oraz w ostatnim spotkaniu ze Stoke pokazał on, że Klopp będzie miał z niego wielką pociechę. Szykuje się nam “kawał” świetnego snajpera dosłownie i w przenośni, gdyż od momentu przybycia niemieckiego menadżera do Melwood, Belg przybrał ponad 5 kilogramów mięśni i zaczął to wykorzystywać na placu gry. Daniel Sturridge powoli zaczyna chyba czuć niepokój.

thumb_19253_default_news_size_5

Na dziś już wystarczy. Pisanie tego artykułu i tak przychodziło mi z dużym trudem. Przekonałem się, że stan euforii zdecydowanie nie sprzyja wenie. Mam jednak nadzieję, że w najbliższym czasie będę musiał się zmagać z takimi problemami…

By | 2016-11-12T22:52:09+00:00 Kwiecień 15th, 2016|Liverpool, Slider, SZWABSKIM OKIEM|0 komentarzy

About the Author:

Lokalne wcielenie Petera Croucha. Podatny na kontuzje niczym Daniel Sturridge postrach orlikowych bramkarzy. Wiecznie zaspany przez NBA i zajęty co weekend przez Premier League student, zapatrzony w Stevena Gerrarda, tego grubego Ronaldo, Kevina Garnetta, Allena Iversona i Joe Allena, przede wszystkim Joe Allena.

Zostaw komentarz