Kane, Alli i Cahill

W ciągu ostatnich dwóch lat Reprezentacja Polski przestała być obiektem drwin ze strony kibiców. Śmiechy i oklepane frazesy o trzech określonych meczach na każdym turnieju szybko przekształciły się w deklaracje siły i wszechobecny hurraoptymizm. Zastanawiacie się co jest nie tak i dlaczego właściwie poruszam tutaj temat polskiej kadry? Wszystko ze względu na dyskusję, która wczoraj zrodziła się na polskich portalach społecznościowych.

 

Wszystko zaczęło się od stwierdzenia, że zaledwie trzech piłkarzy powołanych do kadry przez Roya Hodgsona mogłaby zainteresować selekcjonera Adama Nawałkę. Kane, Alli i Cahill mieliby zmieścić się po ścisłej selekcji obok Rybusa, Salomona i Grosickiego. Jakkolwiek absurdalnie to brzmi, skłoniło mnie to do rzucenia okiem na skład Polaków z meczu przeciwko Serbii i znalezienia potencjalnych „zmienników” dla naszych Orłów.

Polska bramkarzami stoi

Od wielu lat nie musimy przesadnie przejmować się obsadą pozycji bramkarza. Rodowici golkiperzy to najwyższa europejska półka, która przewija się przez największe kluby starego kontynentu. Zawsze może być jednak lepiej, czyż nie? A w tym przypadku każdy z trzech powołanych Anglików wskoczyłby do bramki u Nawałki. Joe Hart mimo upływu lat jest klasą samą dla siebie, Jack Butland zalicza fantastyczny sezon i już rywalizują o niego największe klub w Anglii, a Fraser Forster potrafił niemal w pojedynkę odmienić oblicze Southampton. Zresztą ten ostatni jedną bezpośrednią rywalizacją z Polakami o skład zdążył już wygrywać i to dwukrotnie.

Defensywa idealna? Cahill i Glik!

Wymienić Cahilla w obecnej formie jako jednego z trzech wybrańców, to jak pogrzebać się samemu. Abstrahując już jednak od Twitterowych trzeba przyznać, że Kamil Glik powinien mieć pewne miejsce w obu jedenastkach, jednak to samo możemy powiedzieć o najlepszym obecnie stoperze Anglików jakim jest Chris Smalling. Z kim właściwie mógłbym go porównać? Z Salamonem czy Pazdanem?

Ciekawy pojedynek mógłby mieć swoją drogą miejsce na prawej stronie defensywy. Solidny i raczej nie popełniający błędów Clyne oraz przeżywający drugą młodość Łukasz Piszczek. Znowu postawiłbym jednak na przedstawiciela Anglików, który przez cały sezon udowadniał, że nie trzeba się martwić o jego formę. Co do przeciwnej strony nie warto nawet podejmować tematu, oczywiście Danny Rose.

Co w drugiej linii?

A no Grzesiek Krychowiak, który bez problemu znalazłby sobie miejsce w łączonej jedenastce obu ekip, ale co dalej? Zieliński, Błaszczykowski i Grosicki? Z całym szacunkiem dla naszych piłkarzy, ale po drugiej stronie stoją piłkarze czołowych angielskich klubów jak Welbeck, Drinkwater, Henderson, Barkley, Dier czy chociażby ten nieszczęsny Lallana, a przecież po kontuzji wróci za jakiś czas także Sterling, który mimo słabszej dyspozycji gwarantuje ogromną jakość.

No i Lewandowski

Musiałbym być skrajnym idiotą, żeby umniejszać klasie Roberta Lewandowskiego, ale już jego partnerem w ataku byłby nie Arkadiusz Milik, a lider klasyfikacji strzelców Premier League Harry Kane. Nie zaskoczę też chyba nikogo, że przy takim dobrobycie napastników, jaki obecnie panuje w szeregach Synów Albionu, Milik nie byłby nawet drugim ani pewnie trzecim wyborem. Po za Kanem mamy pojawia się rewelacyjny Jamie Vardy, do treningów wraca Rooney, a Daniel Sturridge przetrenował już wystarczająco długi okres, żeby zaryzykować i wieszczyć jego powrót do formy.

Ostatecznie wychodzi na to, że to trzech Polaków zdołalibyśmy umieścić w turniejowej kadrze Hodgsona. Oczywiście to tylko i wyłącznie gdybanie i w żadnym stopniu nie oznacza, że jego drużyna zajdzie nie wiadomo jak daleko, a Polska odpadnie już po fazie grupowej. Nie mniej jednak pewnej części kibiców przydałaby się odrobina pokory i kubeł zimnej wody.

By | 2016-04-09T16:31:25+00:00 Marzec 29th, 2016|Bez kategorii|0 komentarzy

O autorze:

Pasjonat wyspiarskiego futbolu od Brunton Park po Old Trafford.

Dodaj komentarz